POLECAMY

„Okres sprawiał, że miałam myśli samobójcze. W wieku 28 lat zdecydowałam się więc na usunięcie macicy”

Początkowo sądzono, że Lucie cierpi na zespół stresu pourazowego, potem, że na depresję poporodową. Prawda okazała się dużo gorsza…
Marta Słupska / 5 miesięcy temu
„Okres sprawiał, że miałam myśli samobójcze. W wieku 28 lat zdecydowałam się więc na usunięcie macicy” fot. Lucie po usunięciu macicy, fot. bbc.com

Historia, którą chciałybyśmy wam dziś przybliżyć, jest ekstremalna, ale pokazuje, że są takie kobiece problemy, które większości z nas wydają się trudne do wyobrażenia. Problemy, których rozwiązanie wymaga drastycznych decyzji…

Początki choroby

Lucie ma 30 lat i pochodzi z Devon w Anglii. Jej problemy zaczęły się, gdy zaczęła dojrzewać. W dzieciństwie była spokojną, szczęśliwą i beztroską dziewczynką. Gdy miała 13 lat, wszystko się zmieniło: stała się niespokojna, drażliwa, miała stany depresyjne i ataki paniki. Rok później było jeszcze gorzej: Lucie doświadczała ogromnych zmian nastroju, zaczęła się okaleczać. Wszystko działo się przez kilkanaście dni w miesiącu i było związane z jej cyklem menstruacyjnym, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziała...

Wielokrotnie ją badano i diagnozowano, a zamiast chodzić do zwykłej szkoły, zaczęła uczęszczać do ośrodka zdrowia psychicznego dla dorosłych. Niestety, żaden lekarz nie był w stanie wyjaśnić, co jej dolega.

Wiedziałam, że to ten czas w miesiącu, zanim jeszcze otworzyłam rano oczy. To było jak ciężar, który na mnie leżał. Chodziłam do lekarzy i mówiłam im, że podejrzewam, iż zostałam opętana
– wspomina kobieta.

Chwilowa ulga

Pierwszą wyraźną poprawę Lucie zauważyła, gdy… zaszła w ciążę w wieku 16 lat. W tym czasie czuła się całkowicie zdrowa: była szczęśliwa, miała poczucie, że ozdrowiała. Urodziła wtedy syna, Tobiego. Wszystko było w porządku do czasu, aż przestała karmić piersią. Gdy wróciła jej miesiączka, problemy powróciły.

Choroba odebrała jej nie tylko radość z życia, ale tez uniemożliwiała normalne funkcjonowanie. Lucie próbowała nawet wrócić do szkoły, ale powracające kilkanaście dni w miesiącu symptomy nie pozwoliły jej ukończyć klasy. Załamana Lucie poddała się i zrezygnowała z nauki.

W wieku 23 lat znów zaszła w ciążę i historia się powtórzyła: ponownie czuła się świetnie i prawie zapomniała o wcześniejszych dolegliwościach. Urodziła wówczas Bellę. Z czasem jednak problemy zdrowotne powróciły, a wręcz się nasiliły…

Nasilone objawy

Poza symptomami psychicznymi, takimi jak uczucie beznadziejności, irracjonalne zachowanie, zapominanie i natrętne myśli, które ją regularnie nawiedzały, Lucie cierpiała też z powodu czysto fizycznych objawów: bólu mięśni i stawów, nadwrażliwości na zapachy, dźwięki i dotyk, a także skrajnego wyczerpania. Sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że zaczęły dręczyć ją myśli samobójcze.

Najstraszniejsze było uczucie depersonalizacji, przez którą czułam się, jakbym była odłączona od ciała, jakbym żyła we śnie. Czasem nie rozpoznawałam ludzi wokoło. Wiedziałam, że powinnam ich kojarzyć, ale nie poznawałam ich twarzy. (…) Co gorsza, zdarzało mi się też nie poznawać własnego głosu ani odbicia w lustrze
– wspomina Lucie.

Początkowo Lucie nie łączyła swoich dolegliwości z cyklem menstruacyjnym – na to, że mogą być one połączone, zwrócił uwagę jej mąż Martin. Dopiero wtedy kobieta zaczęła bacznie przyglądać się swoim miesiączkom i tym, kiedy wypadają i jak się wówczas czuje. Zauważyła, że najlepiej jest w trakcie krwawienia – w tym czasie objawy mijają. Uzbrojona w tę wiedzę zaplanowała nawet własny ślub tak, by wypadał w czasie okresu. Wiedziała, że tylko wtedy będzie w pełni sobą i nie będzie cierpieć podczas uroczystości.

Lucy coraz bardziej zagłębiała się w poznawanie swojego cyklu i wiązanie go z objawami. O swoich przypuszczeniach opowiedziała lekarzowi, który do tej pory był zdania, że Lucie cierpi na depresję poporodową. Ona sama wiedziała jednak, że to nieprawda, ponieważ te same objawy dręczyły ją jeszcze przed zajściem w ciążę.

Więcej o depresji poporodowej

PMDD, czyli co?

Lucie znów zaczęto diagnozować i po licznych badaniach specjaliści orzekli, że kobieta nie cierpi na chorobę psychiczną, jak dotąd sądzono, lecz typowo fizyczną: to PMDD, czyli przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne. Zaburzenie to dotyka nawet do 10% kobiet i nazywa się je najcięższą odmianą PMS. Objawy PMDD występują w fazie lutealnej (czyli po owulacji w drugiej fazie cyklu), przynajmniej tydzień przed miesiączką. Ustępują dopiero po kilkunastu godzinach od pojawienia się krwawienia.

PMDD wiąże się z tak ciężkimi dolegliwościami, że cierpiące na to zaburzenie kobiety zazwyczaj nie są zdolne do pracy i w okresie wzmożenia objawów muszą pozostać w łóżku. PMDD utrudnia nie tylko pracę zawodową, ale też rodzinną, powodując niszczenie relacji.

Usunięcie macicy

Gdy postawiono wreszcie właściwą diagnozę, Lucie rozpoczęła leczenie. Niestety, nie było ono idealne: leki powodowały przykre skutki uboczne, a zastrzyki z hormonami okazały się być kłopotliwe i nie działały na stałe.

Wtedy Lucie zaproponowano metodę, co do której wiadomo było, że da stały efekt: usunięcie macicy. Początkowo kobieta nie chciała operacji – pragnęła kolejnego dziecka i zajścia w ciążę. Jednak myślenie o tym, że symptomy choroby powrócą i znów będzie musiała się z nimi mierzyć, sprawiło, że ostatecznie się zgodziła.  

W decyzji pomógł jej mąż, który początkowo przestrzegał ją przed objawami menopauzy, które wiadomo było, że się pojawią po usunięciu macicy. Oboje usiedli któregoś dnia w domu i wypisali wszystkie „za” i „przeciw” operacji, uwzględniając wszystkie dolegliwości, z którymi dotąd borykała się Lucie. Naliczyli ich aż 42!

Wreszcie zdrowa

Operacja usunięcia macicy odbyła się w grudniu 2016, gdy Lucie miała 28 lat. Wszystko się udało, a kobieta cieszy się, że zdecydowała się na taki krok. Jedynym męczącym objawem, z którym obecnie się boryka, są migreny, ale to nic w porównaniu do tego, co przeżywała wcześniej.

Operacja zmieniła nie tylko ją samą, jej zdrowie i samopoczucie, ale też jej życie rodzinne i zawodowe: Lucie podjęła pracę, ma więcej czasu dla dzieci i odciąża tym samym męża, z którym o wiele łatwiej się obecnie dogaduje. Jak sama przyznaje, dopiero teraz widzi, jak wspaniałe jest życie zdrowych ludzi.

To tak żyją inni? Nawet nie wiedzą, jakimi są szczęściarzami. Nigdy nie będę tego uznawać za coś oczywistego
– mówi Lucie.

Polecamy:
Zaczęło się od lekkiego mrowienia w ręce. Szybko okazało się, że to objaw bardzo groźnej choroby…
Nie uwierzycie, ale ta kobieta przyjęła… swój własny poród, który odbył się za pomocą cesarskiego cięcia! Jak to się stało?


 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)