Ortoreksja - nowa plaga wśród młodych kobiet!

Wciąż jeszcze społeczne oczekiwania i kolorowe okładki francuskich magazynów zachęcają nastolatki do dramatycznych głodówek, a media donoszą już o kolejnym szaleństwie kultu piękna i zdrowia.
/ 22.06.2008 23:06
Wciąż jeszcze społeczne oczekiwania i kolorowe okładki francuskich magazynów zachęcają nastolatki do dramatycznych głodówek, a media donoszą już o kolejnym szaleństwie kultu piękna i zdrowia.

Ortoreksja to naukowe określenie na zaburzenie odżywiania polegające na obsesyjnej pogoni za… zdrowiem! Mogłoby się wydawać, że to nic zdrożnego, w końcu to lepsze niż umartwianie się głodem, ale jak to zwykle bywa w naturze, każda przesada szkodzi. Tym bardziej, że podobnie jak w przypadku anoreksji, ten rodzaj fiksacji zwykle również powoduje groźną utratę wagi i paradoksalnie, poważne niedobory w organizmie.Ortoreksja - nowa plaga wśród młodych kobiet!

Na czym polega różnica? Ortorektyk nie skupia się ilości (jak najmniejszej w przypadku anoreksji), ale na jakości. Raczej niż niska waga interesuje go więc czystość życia, ograniczanie dopływu toksyn, unikanie sztucznych substancji, konserwantów, produktów przetworzonych. Czyż nie o tym pieją wszelkie magazyny, gazety i lekarze? Z chwilą jednak, gdy pogoń za zdrowiem przeradza się w zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, bo tak określa się ortoreksję, człowiek staje się paradoksalnie chory. Spędza godziny każdego dnia na przygotowaniu posiłków, unika jadania w towarzystwie, gdzie zwykle coś jest paczkowane, barwione albo smażone, zamiast przyjemności jedzenia czuje obowiązek.

Stąd krótka droga do izolacji, samotności, zaburzeń osobowościowych i depresji – w końcu jedzenie nie może być treścią życia. Często chory rezygnuje ze wszystkich aktywności, które rujnowałaby jego „grafik” – posiłki muszą wszak być regularne i o ściśle określonych porach. Przedłużające się spotkanie w pracy czy brak chudego twarogu w lokalnym sklepie mogą ortorektyka doprowadzić nad skraj zapaści nerwowej.

Czy jest się czym martwić w dobie, gdy na ogół jemy właśnie z upodobanie śmieciowe pokarmy, a badania pokazują rosnący odsetek otyłych w każdej grupie wiekowej? No właśnie, jako że ze skrajności najłatwiej popaść w skrajność, bardzo często dramatyczne próby odchudzania i zmiany stylu życia kończą się właśnie schorzeniem nerwicowym. Pozostaje raz jeszcze przypomnieć, że najważniejszy jest umiar i dystans do wszelkiego rodzaju reżimów i zaleceń.

Agata Chabierska

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (13)
/20.12.2013 10:29
Witam! Poszukuję do programu Stylowy Magazyn w TVN Style osób z Warszawy lub okolic, które były lub są uzależnione od zdrowego żywienia. Zależy mi na rozmowie na ten temat przed kamerą, w razie potrzeby gwarantuję kompletną anonimowość osoby wypowiadającej się. Osoby, które zgodzą się pomóc i porozmawiać bardzo proszę o kontakt na adres j.skiba@tvn.pl pozdrawiam, Jadwiga Skiba
/25.05.2011 15:52
jestem 33letnia ..ortorektyczką..
/28.10.2010 21:17
Moja siostra jest ortorektyczką od prawie 2 lat. Ja mam 22 lata, moja siostra 16. Próbowałem wiele razy jej tłumaczyć, żeby trochę wyluzowała z tym odżywianiem, tak samo rodzice próbowali, ale zawsze się to kończyło kłótnią. Dodam, że siostra ze względu na to, że jak zaczęła się drastycznie odchudzać, miała 14 lat. 1,5 roku temu wyglądała jak z Oświęcimia. Dla niej wszystko musi być pełnoziarniste, bez tłuszczu i na parze (co ja uważam za idiotyzm). Doprowadziła do tego, że przestała mieć miesiączki i straciła całkowicie kobiece kształty. Do dzisiaj jest na silnych lekach hormonalnych, ale to nie wiele daje, i tak przeważnie nie ma miesiączek. Obsesję ma cały czas. Nie uznaje nic tłustego, smażonego, gotowanego w wodzie itp. Ma ściśle wszystko zaplanowane (nawet chleba prawie wcale nie je, tylko jakieś tam otręby). Nie zje nic "ponad program", nawet kilku truskawek więcej, tylko odłoży sobie na jutro. Była już z rodzicami u niejednego lekarza. Lekarze mówili jej, że ma poważne niedobory białka, a nadmiary błonnika (wcina otręby, dużo pełnoziarnistych rzeczy itp.). Ona podważa nawet opinie lekarzy. Jest święcie przekonana, że robi dobrze, mimo szkód jakie sobie wyrządziła. Grozi jej bezpłodność i przedwczesna meno=pauza. Podczas dyskusji o żywieniu złości się jak stara panna. Krytykuje kuchnię matki. Ortoreksja to choroba psychiczna, u mojej siostry łączy się ze skłonnościami do anoreksji. Kiedyś lubiła dużo różnych rzeczy, też tych tłustszych itp. Nic sobie nie odmawiała, nie była wcale gruba. Była zadowolona i zdrowa. Teraz ma mechaniczne podejście do jedzenia, nic jej nie sprawia przyjemności. Często je tylko z rozsądku, bo podobno czasem nie odczuwa głodu. Ruch (basen co tydzień, ćwiczenie na rowerze treningowym itp.) traktuje jako spalarnię kalorii. Wątpię, żeby powróciło jej dawne ja. Teraz prawdopodobnie pomóc może jej tylko psychiatra. Bo ona nie daje sobie pomóc. To straszna choroba. Dziewczyny, nie odchudzajcie się, nie traktujcie tego całego "zdrowego żywienia" na serio. Poza tym dziewczyna trochę tłuszczyku musi mieć, wtedy jest bardziej kobieca (na klepsydrę). Na prawdę nie warto sobie tak niszczyć życia.
POKAŻ KOMENTARZE (10)