Odmienne stany świadomości

W jaki sposób narkotyki oszukują mózg? I dlaczego po ich zażyciu rzeczywistość staje dęba?
Stanisław Ignacy Witkiewicz często wspierał narkotykami swoje twórcze poszukiwania. Alkohol, kokaina, morfina, eter i peyotl (uzyskiwany z meksykańskich kaktusów) – nazwy zażytych substancji notował na obrazach, które powstały pod ich wpływem.




Czasem trzeba wejść w kontakt z bogami, czasem zdobyć nadludzkie moce przed bitwą, a czasem uciec przed rzeczywistością, która doskwiera. By to zrobić, ludzie sięgają po narkotyki. Od tysięcy lat. Aż trudno sobie wyobrazić, jak różne związki stosowano przez wieki w celu poprawienia nastroju i choćby czasowej ucieczki od rzeczywistości. W przyrodzie istnieje niemal cztery tysiące roślin o działaniu psychotropowym (zmieniającym świadomość). Obecnie tylko co setna z nich jest regularnie wykorzystywana dla jej właściwości odurzających. Do najstarszych, znanych już od starożytności, należą mak, konopie indyjskie i krzewy koki. Inne dopalacze można wyprodukować z tego, co akurat jest pod ręką, jak choćby najprostszy i najszerzej stosowany narkotyk – alkohol.

Jak ptak i jak świnia
Niewielka cząsteczka etanolu (alkoholu etylowego) bardzo łatwo przechodzi z przewodu pokarmowego do krwi, a stamtąd do centralnego układu nerwowego. Mimo małych rozmiarów potrafi nieźle namieszać w różnych jego rejonach. Stwierdzono, że ma wpływ na rdzeń kręgowy, twór siatkowaty, móżdżek i korę mózgową. Przyspiesza przemiany neuroprzekaźników, czyli substancji koniecznych do przekazywania sygnałów nerwowych. Należą do nich noradrenalina i dopamina odpowiedzialne za pobudzenie i tak zwany napęd (chęć do działania).
Alkohol opóźnia przewodzenie w jednych układach mózgu, a przyspiesza w innych. Do tego nasila wytwarzanie endorfin, zwanych hormonami szczęścia, w podwzgórzu zaprawionego mózgu. Ponieważ te alkoholowe efekty nachodzą na siebie i nawzajem ze sobą oddziałują, w mózgu wraz ze wzrostem stężenia etanolu zaczyna się robić informacyjna sieczka. Nie bez racji wschodnie przysłowie mówi, że po jednej szklaneczce wina człowiek śpiewa jak ptak, po dwóch wygłupia się jak małpa, po trzech ryczy jak osioł, a po czterech zachowuje się jak świnia. Bo w dużych ilościach alkohol zaczyna działać na neurony jak trucizna, zrywając między nimi połączenia. W móżdżku prowadzi to między innymi do zaburzeń koordynacji ruchów, a przy zatruciu całego mózgu – do utraty świadomości.

W podobnie relaksujący nastrój jak alkohol wprawiają marihuana i haszysz – produkty konopi indyjskich. To efekt zawartego w nich związku o nazwie THC (tetrahydrokannabinol). Mózg każdego człowieka czeka tylko na niego, nawet jeśli nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z narkotykiem. Czemu? Ponieważ każdy z nas wytwarza w mózgu bardzo podobny do THC związek zwany anandamidem, który poprawia nastrój. W naszej głowie są więc "czujniki" (receptory) reagujące na związki z grupy kannabinoidów.
THC pobudza receptory w rejonach mózgu odpowiedzialnych za tak istotne funkcje jak pamięć, koncentracja, odbieranie wrażeń zmysłowych i koordynacja ruchów. To pobudzenie prowadzi do osłabienia działania dopaminy i innych neuroprzekaźników, co w rezultacie powoduje odprężenie, spadek koordynacji ruchów i ciśnienia krwi, senność, rozproszenie uwagi, zaburzenie poczucia czasu i przestrzeni. To w małych dawkach, bo w większych mogą pojawić się halucynacje, dezorientacja i zaburzenia pamięci. Ale jak to z ingerowaniem w mózg bywa, marihuana wpływa nie tylko na procesy z udziałem dopaminy i noradrenaliny. THC najprawdopodobniej zmienia też w mózgu obieg serotoniny (jej niedobory towarzyszą depresjom) i hamującego przekaźnika – GABA.

Takie majstrowanie w układzie nerwowym na dłuższą metę nie może ujść bezkarnie. Najpoważniejszym ubocznym skutkiem palenia marihuany (poza zwiększeniem ryzyka raka z powodu narażenia na dym) jest wzrost ryzyka zaburzeń psychicznych, a konkretnie psychoz. U "grassujących" jest ono dwu-, trzykrotnie wyższe niż u ich rówieśników wolnych od nałogu. To sporo, ale i tak mniej niż w przypadku środków psychostymulujących, takich jak amfetamina. Tam częstość psychoz wzrasta 11-krotnie.

Urojenia na wysokich obrotach
Ta różnica może wskazywać na inny sposób działania marihuany i amfetaminy. I rzeczywiście – pobudzające działanie tej ostatniej wynika ze zwiększenia skuteczności działania neuroprzekaźników. Komórki nerwowe wydzielają ich więcej i dłużej pozostają one aktywne w miejscach styków między neuronami. Poza mózgiem prowadzi to do nasilenia reakcji typu "flight or fight", czyli "uciekaj lub walcz": przyspieszenia akcji serca, podwyższenia ciśnienia krwi i rozszerzenia źrenic. Pobudzenie w samym mózgu dodatkowo hamuje uczucie głodu (pochodne amfetaminy były jeszcze do niedawna stosowane jako środki wspomagające odchudzanie) i daje uczucie przypływu energii.

Mózg pobudzony amfetaminą łatwiej chłonie informacje, ciało zwiększa wytrzymałość na zmęczenie, a dzięki uwalnianiu z komórkowych magazynów także serotoniny poprawia się samopoczucie. Brzmi świetnie, w czym więc problem? Jak zwykle – w dawce. Zbyt duża prowadzi bowiem do "gonitwy myśli", drżenia mięśni, niepokoju i poczucia niemożności znalezienia sobie miejsca. W ekstremalnych przypadkach z powodu nadmiernego przyspieszenia akcji serca może dojść do zawału lub groźnej dla życia arytmii, a wzrost ciśnienia grozi udarem mózgu. Nie warto też liczyć na długotrwałe zapamiętanie nabytych "na amfetaminie”" informacji. Pierwszy sen po takiej sesji naukowej jest bowiem pozbawiony fazy, w której dochodzi do tworzenia trwałej pamięci. Do tego trzeba pamiętać, że przy przewlekłym stosowaniu pochodnych amfetaminy może dojść zarówno do wytworzenia tolerancji (do uzyskania tego samego efektu potrzebna jest coraz większa dawka leku), jak i uzależnienia. Amfetaminiści są bowiem tak przyzwyczajeni do działania "na wysokich obrotach", że bez narkotyku czują się zmęczeni, senni, apatyczni i popadają w depresję. Częste zażywanie dużych dawek amfetaminy może z kolei prowadzić do zaburzeń o wdzięcznej nazwie psychoza paranoidalna z urojeniami.

Podobne niebezpieczeństwo czyha na zażywających inne narkotyki pobudzające, takie jak efedryna, chlorfentermina, fenfluramina, fenmetrazyna czy metylfenidat. Ten ostatni miał w założeniu ułatwiać koncentrację dzieciom cierpiącym na zespół nadpobudliwości psychoruchowej, czyli ADHD. Ostatnio staje się jednak nielegalnym hitem akademickich kampusów, zwłaszcza w okresie egzaminów...

Coca (cola) to jest to
Nieco inaczej, choć również pobudzająco, działa kokaina. Indianie Ameryki Południowej od wieków żuli liście koki bogate w tę substancję. Pozwalały pokonać zmęczenie i chorobę wysokościową podczas długich wędrówek po wysokich górach, gdzie niedostatek tlenu przyspiesza i nasila znużenie. Poza kokainą, której w liściach może być od 0,1 do 0,9 procent, zawierają one też witaminy, nieco białka i żelazo. To właśnie te stymulujące właściwości były motywem stworzenia najpierw "leczniczego" wina (zawierającego 11 procent alkoholu i 6,5 miligrama kokainy w blisko 30 mililitrach), a potem coca-coli. Tę nazwę przybrał napój, z którego pod wpływem purytańskiego ustawodawstwa Ameryki usunięto... alkohol. Kokaina zniknęła z listy składników dopiero w 1906 roku (z pierwotnej receptury do dziś pozostała już tylko kofeina).

Czysta kokaina działa miejscowo znieczulająco (hamuje przesyłanie bodźców nerwowych), a dodatkowo zwęża naczynia krwionośne. Obie właściwości wykorzystywano przez wiele lat w drobnych zabiegach chirurgicznych, na przykład w obrębie oczu czy skóry (dziś stosuje się do tego celu podobne substancje – lignokainę lub nowokainę). W mózgu kokaina pobudza głównie tak zwany układ nagrody. Tak określa się rejony, które uaktywniają się na przykład po zjedzeniu smacznego posiłku albo po udanym seksie i wyciszają zaspokojony popęd. Z kolei zwiększenie ilości dostępnej dopaminy, a w mniejszym stopniu także noradrenaliny i serotoniny, w innych obszarach mózgu poprawia nastrój, wprawia w euforię. Kokaina pobudza także obszary mózgu zwiększające napęd – stąd jej przydatność jako wspomagacza podczas długich wędrówek.

Niestety, w miarę upływu czasu organizm narkomana uzależnia się od dopaminowego dobrostanu. Psuje się naturalny układ utrzymywania w mózgu równowagi. Bez narkotyku działanie układu sterowanego dopaminą jest zbyt słabe, by można było prawidłowo funkcjonować. Bodźce ze świata z trudem przebijają się do świadomości. Słabnie koordynacja ruchów. Pojawia się głęboka depresja związana z wyhamowaniem układu nagrody. Nic nie jest już w stanie uszczęśliwić uzależnionego, dopóki nie weźmie kolejnej "działki". A te z czasem muszą być coraz większe, bo narasta przyzwyczajenie organizmu.

Całkiem inna rzeczywistość
Najbardziej kompleksowo zmieniają nasze postrzeganie świata preparaty takie jak LSD, czyli lizergid. Pierwotnie źródłem tego narkotyku był sporysz (czyli buławinka), grzyb pasożytujący na zbożach. Dziś produkuje się syntetyczne LSD i jest to (w przeliczeniu na dawkę) jeden z najsilniejszych znanych narkotyków. Po zażyciu obserwuje się zmiany poczucia czasu i przestrzeni, zatarcie granic własnej osoby oraz nasilenie przeżywanych emocji. Dlatego doświadczenia z tym narkotykiem mogą być skrajnie różne u różnych osób. To, co zobaczymy, zależy bowiem w dużym stopniu od naszego wcześniejszego stanu ducha. Jeśli jest pozytywny – świat staje się rajem, jeśli negatywny, depresyjny – możemy wylądować w piekle.

Efekt LSD najprawdopodobniej przynajmniej częściowo wynika z uogólnionego pobudzenia kory mózgu i z oddziaływania narkotyku na liczne receptory, w tym dopaminowe, adrenergiczne i serotoninowe. Co ciekawe, zmiany w funkcjonowaniu neuroprzekaźników nie prowadzą do typowych halucynacji, czyli widzenia czegoś, co nie istnieje. Zamiast tego zmieniają postrzeganie rzeczywistości. Istniejące obiekty mogą się wydawać na przykład bardziej kolorowe, poruszać się albo świecić i ciągnąć za sobą kolorowe smugi. W większych dawkach może u zażywającego prowadzić do poczucia zaniku czasu i do synestezji, czyli zlania odczuć zmysłowych. Osoba pod wpływem narkotyku może wtedy na przykład "słyszeć kolory", czyli określony dźwięk wywołuje odczucia barwne.

Enzym nieziemskich wrażeń
Najbardziej niezwykłym i niepokojącym działaniem LSD jest zdolność do wywoływania nagłych, niespodziewanych, często nierealistycznych wspomnień z przeszłości jeszcze długo po zaprzestaniu zażywania narkotyku. Być może zależy to od zmiany sposobu oddziaływania na mózg w późniejszych fazach uzależnienia. Wiele wskazuje na to, że LSD działa, między innymi wpływając na aktywność w mózgu enzymu DARPP-32. I nie jest pod tym względem wyjątkiem – wiele leków o działaniu halucynogennym i zmieniającym świadomość (amfetamina, kokaina, morfina, ale także alkohol i nikotyna) przenosi ludzi do innej rzeczywistości, właśnie wpływając na DARPP-32.

Czyżby w naszym mózgu istniał włącznik pozazmysłowych wrażeń? Jeśli nawet, to w przypadku każdego człowieka działa on inaczej. Wydaje się, że zarówno podatność na uzależnienia, jak i reakcja mózgu na narkotyk zależy w dużym stopniu od indywidualnej wrażliwości. Jeden po zażyciu LSD namaluje serię arcydzieł, a inny będzie chciał się zabić. Mimo postępów neurofizjologii o działaniu narkotyków nadal nie wiemy więcej, niż potrafiliśmy odkryć.

Małgorzata T. Załoga/ Przekrój Nauki

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/11 lat temu
Jednym słowem , uważajcie ludziska co zażywacie
/11 lat temu
Jednym słowem , uważajcie ludziska co zażywacie
/12 lat temu
dość dobry artykuł,wiel sensownych i medycnych opini,jednak nie chciałabym żeby przyczytał go mój młodszy brak (21 lat) który ma problemy znarkotykami. Dlaczego? artykuł jest w dużej miarze...zachęcający. Ichoć wiem że autor nie to miał na celu,to niestety taki efekt osiągnął. pozdrawiam