Nasza pani doktor

Mogła być naukowcem albo pracować za granicą. Ale dr Ewa Kilar wybrała małe miasteczko, Świdnicę, w której namawia ludzi na badania genetyczne.
nasza1.jpgKiedy dr Ewa Kilar wchodzi do poczekalni poradni onkologicznej, ludzie od razu się uśmiechają, choć wiadomo, że nie przyszli tu z katarem czy bólem zęba. Cierpią na bardzo poważne schorzenia, nowotwory, czasami nieuleczalne. Ale gdy widzą „swoją panią doktor”, każdy od razu czuje się zdrowszy.

– To wspaniały człowiek – mówi ze wzruszeniem pani Jadwiga Szędzioł. Dr Kilar wyleczyła jej męża. Pomimo nowotworu prostaty i poważnej operacji, pan Mieczysław już trzeci rok jest zdrowy i uśmiechnięty. – Ciepła, zawsze ma dobre słowo dla innych, nawet na ulicy pacjentów rozpoznaje, zatrzyma się, porozmawia. – Dziękujemy Bogu, że trafiliśmy na panią doktor. Takich lekarzy jest niewielu – dodaje pan Mieczysław.
Małgorzata Drozda na swoją pierwszą wizytę do onkologa szła ze ściśniętym sercem. – A w gabinecie u pani doktor poczułam się jak u kogoś bliskiego – mówi pacjentka.

Wielkie rzeczy w małej poradni
Ewa Kilar (48 lat) to drobna, szczupła blondynka (specjalizacja I stopnia z chorób wewnętrznych i II stopnia z chemioterapii i onkologii klinicznej). Od lat prowadzi w 60-tysięcznej Świdnicy poradnię onkologiczną, ale od początku wychodziła poza ramy zwykłej, codziennej pracy. W 2000 roku zaczęła realizować w Świdnicy, przeciętnym powiatowym mieście, program genetyczny we współpracy z Międzynarodowym Centrum Nowotworów Dziedzicznych w Szczecinie. Profesor Jan Lubiński, kierownik MCND, odkrył, że na niektóre nowotwory chorujemy z powodu obecności zmutowanych genów. Dziś mieszkańcy Świdnicy mogą na miejscu wykonać testy genetyczne. Już 30 tysięcy osób wypełniło specjalne ankiety, na podstawie których typuje się osoby mające predyspozycje do zachorowania. Ponad tysiąc pacjentów jest już pod kontrolą – poddawani są badaniom, mającym wychwycić rozwój choroby w początkowym stadium, co pozwoli na całkowite wyleczenie.
Na początku ludzie byli nieufni – nie wpuszczali do domu ankieterów, nie wierzyli, że to coś da.
– Gdy ja zachorowałam, nie było jeszcze tego programu w Świdnicy, ale dziś namawiam wszystkie swoje koleżanki, córkę też wysłałam do poradni. To naprawdę może nam uratować życie – mówi Janina Ziętarska, której wprawdzie udało się pokonać raka piersi, ale na tę chorobę zmarły jej siostra i mama.
Jedna z pacjentek zapisała nawet poradni swój dom, przeznaczając go na rozwój onkologii.
– Ta pani wspaniale walczyła przez wiele lat z chorobą – mówi Ewa Kilar. – Dom został niedawno sprzedany, a pieniądze uzyskane w ten sposób przeznaczyliśmy na pomoc chorym.

Bardzo chciała pomagać ludziom
Miała być psychiatrą. Mama była przerażona, bo oczywiście wolała, żeby córka wybrała sobie jakiś spokojny zawód.
– Wydawało mi się, że lekarz to zajęcie bardziej dla mężczyzny – mówi pani Wanda Kilar. – Ale dzisiaj jestem z córki bardzo dumna.
Nic dziwnego, dr Ewa cieszy się w mieście ogromnym szacunkiem. Ale też i oddana jest swej pracy bez reszty, jak wszystkiemu, co robi. Nawet gdy rozmawiamy, bez przerwy odbiera telefony od pacjentów. – I jak, wszystko dobrze? No to się cieszę, to walczymy dalej – mówi do kogoś z otuchą w głosie. A wszystko zaczęło się od zabawy.
– Wiadomo, jak każda dziewczynka bawiłam się w lekarza, lecząc lalki i miśki – śmieje się pani Ewa. – Potem chciałam pomagać zwierzętom. A potem pomyślałam – przecież tylu jest chorych ludzi.
Dlatego właśnie w liceum wybrała klasę biologiczno-chemiczną. Tu także spotkała wspaniałego księdza, który uczył religii i ukierunkował przyszłego onkologa na problemy zwykłych ludzi. Bardzo jej to pomogło, bo przecież kontakt z chorymi na nowotwory to tak naprawdę stawanie w obliczu życia i śmierci, i umiejętność mądrego o tym rozmawiania, oswajania z tym, co czasami nieuchronne. Pamiętała o tym, idąc na medycynę.

Podróże małe i duże
Ale zanim Ewa Kilar została lekarzem, miała tysiące zajęć i pomysłów. W podstawówce fikała koziołki, ćwicząc akrobatykę tak zapamiętale, że aż złamała sobie obie ręce. Na studiach z zamiłowaniem ćwiczyła jogę, co skończyło się tym, iż wylądowała na drugim końcu świata. Z plecaczkiem i w bermudach wędrowała po takich egzotycznych krajach, jak Malezja, Indonezja, Tajlandia, Indie. Była lekarzem w wyprawach geograficznych organizowanych przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego.
– Zwiedziłam kawał świata, mam właściwie drugi fakultet z geografii, tylko bez dyplomu – śmieje się lekarka. – Zyskałam też poczucie, że świat jest dobry, radosny i piękny, że są tylko granice mentalne, w naszej głowie. Takie pozytywne myślenie bardzo mi teraz pomaga w terapii osób cierpiących na nowotwory.
Optymizm nadal czerpie z kontaktu z przyjaciółmi i z przyrodą. Dziś jej mikrokosmosem jest ogród, gdzie każdy kwiatek jest dopieszczony i wychuchany.
– Rano, przed pracą, muszę tu zajrzeć choć na trochę. Popatrzę chwilkę i ten obraz zabieram ze sobą, do pacjentów – uśmiecha się dr Ewa.
Jest zadowolona ze swojego życia, choć nie założyła własnej rodziny. Tak wyszło, ale niczego nie żałuje. Ma wiernych przyjaciół (w tym także tego jednego jedynego od wielu lat), z którymi spędza chwile wolne od pracy. No i ma przecież ogromną rodzinę w postaci rzeszy pacjentów wdzięcznych za uratowanie życia.

Świdnica górą!
Profesor Jan Lubiński, kierownik Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych w Szczecinie:
Od wielu lat współpracujemy z dr Kilar, jestem pełen podziwu i uznania dla jej ogromnego zaangażowania, bo przecież w takim małym mieście napotyka wiele utrudnień, jak choćby kłopoty z pozyskiwaniem pieniędzy na programy. Ale pani doktor radzi sobie świetnie i jest bardzo oddana pacjentom. Dzięki niej ludzie w niewielkiej Świdnicy mają dostęp do najnowszych osiągnięć medycznych.

Jeśli chcesz się przekonać, czy jesteś zagrożona nowotworem uwarunkowanym dziedzicznie, wypełnij ankietę, którą można pobrać ze strony www.hccp-uicc.com /genetyka i pokaż ją lekarzowi.

Justyna Wojciechowska

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)