Moi synowie będą nosić imiona Papieża

W Bytomiu mówią o nich „papieskie trojaczki”. Będą nosić imiona Ojca Świętego: Jan, Paweł i Karol.
Wybraliśmy te imiona z miłości i z szacunku do Ojca Świętego – mówi ich mama, Kinga Adamiec z Katowic. – I ja, i mój mąż, Janusz, mamy nadzieję, że dzięki temu będą mieli w życiu szczęście. I że tak jak ich wielki imiennik, będą dobrymi, wartościowymi ludźmi.
Na razie są bardzo mali i bardzo, bardzo spokojni – prawie wcale nie płaczą. – Jedzą, siusiają i prawie cały czas śpią – mówi młoda mama.
– Miałam wspaniałą ciążę, bez problemów u mnie czy u dzieci – wspomina. – Nie odczuwałam żadnych dolegliwości ani zachcianek. Pracowałam niemal do samego końca, do 32. tygodnia, a do szpitala poszłam tylko dlatego, że tak zdecydował lekarz prowadzący. Podjął decyzję o cesarskim cięciu. Uznał, że tak będzie lepiej dla dzieci, a ja nie oponowałam. One były najważniejsze.

Chłopcy przyszli na świat w środę, 6 kwietnia, tuż przed południem
– Mąż był ze mną prawie cały czas – opowiada pani Kinga. – Zobaczył chłopców niemal natychmiast po urodzeniu i wtedy razem ze mną zadecydował, jakie będą nosić imiona. Nasze rodziny przyjęły to z zachwytem, bo przecież Papież tak bardzo kochał dzieci i miał z nimi taki dobry kontakt. Wszyscy uznali, że Jego imiona przyniosą naszym chłopcom szczęście. Pierwszy na świecie pojawił się Jan. Miał 49 cm długości, ważył 2400 g, drugi był Paweł – 48 cm i 2200 g, trzeci Karol – 49 cm i 2150 g. Paweł i Karol są już razem z mamą, tylko Jan leży w osobnej sali pod baczną opieką lekarzy. – Złapał jakąś infekcję, musiał dostać antybiotyk – mówi pani Kinga. – Ale lekarze obiecują, że lada chwila do nas dołączy. I wtedy od razu będziemy mogli wrócić do domu. Tam już wszystko na nich czeka – trzy identyczne łóżeczka i mnóstwo identycznych ubranek. Rodzice postanowili, że przynajmniej na początku będą ubierać chłopców tak samo. Żeby od razu było widać, że są trojaczkami. Chociaż... Mimo że trojaczki, wcale nie są identyczni.

Podobni, ale nie tacy sami
– Wiem, że nie są tacy sami, widzę różnice między nimi, ale nie zawsze ich potrafię odróżnić – dodaje pani Kinga. – Pół biedy, kiedy są wszyscy razem, ale kiedy mam na rękach tylko jednego... Wydaje mi się, że to Pawełek, a okazuje się, że Jaś albo Karol. Karol, najmłodszy z trojaczków – pojawił się na świecie jako ostatni – ma dwóch ważnych imienników. Nie tylko Ojca Świętego. Także własnego pradziadka. – To jedno imię zaplanowaliśmy na samym początku – wyjaśnia pani Kinga. – Dlatego że Karol to imię ukochanego dziadka mojego męża. Dzięki niemu poznaliśmy się z Januszem – wspomina. – Co tydzień przyjeżdżał do swojego dziadka w odwiedziny, a ja byłam bliską sąsiadką pana Karola. I tak jakoś wyszło, że dziesięć lat temu się poznaliśmy, a pięć lat temu wzięliśmy ślub... W zeszłym roku pani Kinga poszła do wróżki, żeby dowiedzieć się, jaka przyszłość ją czeka. I zapytać o dzieci – kiedy się pojawią, jakiej płci. I upewnić – ile.

Brzuch jak piłka
– Wróżka przepowiedziała mi ciążę mnogą – wspomina. – Myślałam, że mówi o bliźniakach, i nawet się ucieszyłam, że dwoje za jednym zamachem. Mój mąż w ogóle w to nie uwierzył. Nie mógł uwierzyć także później, kiedy zaszłam w ciążę i lekarz potwierdził przepowiednię. A kiedy powiedział, że dzieci będzie aż troje, Janusz nie odezwał się do nikogo przez pół godziny, w taki szok wpadł. A potem zaczął się cieszyć razem ze mną. Oboje byliśmy pełni optymizmu, może dlatego tak dobrze zniosłam ciążę? Pani Kinga jest instruktorem fryzjerstwa w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w Katowicach. Pracuje „na nogach”, i tak przepracowała całą ciążę. Bez żadnej taryfy ulgowej, choć przytyła prawie 30 kg. – Teraz, tydzień po porodzie, prawie wróciłam do dawnej wagi – mówi. – Ale doskonale pamiętam, jak to było. Ogromny ciężar w dzień specjalnie mi nie przeszkadzał. Za to w nocy... Nie mogłam leżeć na plecach, bo dzieci za bardzo mnie uciskały. W grę wchodziła tylko pozycja na boku, i jak w nocy chciałam się przekręcić, musiałam natężyć wszystkie siły, żeby się przeturlać na drugą stronę. Najpierw mój brzuch, potem ja. – Zabawnie było, kiedy spotykałam znajomych – wspomina. – Bo kiedy ktoś stał naprzeciwko mnie, w ogóle tego brzucha nie widział. Dopiero, jak się odwróciłam bokiem... Odstawał ode mnie, jak wielka, trochę spłaszczona po bokach piłka.

Czekamy na to, co nas czeka
W 32. tygodniu ciąży, w drugim dniu świąt Wielkanocy, pani Kinga trafiła do bytomskiej Kliniki Położnictwa i Ginekologii. Tam z programów telewizji dowiedziała się o śmierci Papieża. A cztery dni później urodziła synków. – Jestem osobą wierzącą i bardzo przeżyłam odejście Ojca Świętego – mówi. – Dzięki moim synom, Jasiowi, Pawełkowi i Karolkowi, ten smutek złagodniał. Wiem, że tacy mało kłopotliwi jak teraz nie będą zbyt długo. Ale z wielkim spokojem czekam na to, co nas czeka.

Te dzieci są wyjątkowe - Dr Jarosław Groszko, ordynator oddziału noworodków w Klinice Położnictwa i Ginekologii Akademii medycznej w Bytomiu
– W naszej klinice realizujemy program leczenia niepłodności i dlatego właśnie do nas bardzo często trafiają mnogie ciąże. Trojaczki to u nas nie nowina. Co roku mamy przynajmniej dwa takie przypadki. Ostatnie urodziły się jesienią. Dzieci pani Kingi są wyjątkowe, dlatego że rzadko się zdarza, żeby z trzech różnych jaj płodowych urodziły się dzieci tej samej płci. Poza tym pani Kindze udało się donosić ciążę prawie do końca. Poród nastąpił w 32. tygodniu ciąży i dzięki temu dzieci przyszły na świat z dość wysoką wagą urodzeniową. Paweł i Karol otrzymali po 10 punktów w skali Apgar. Pewne problemy miał tylko Jaś, najstarszy, największy trojak. Miał infekcję, dlatego zdecydowaliśmy podać mu antybiotyk. Ale jego stan już się polepszył i niedługo razem z mamą i braćmi wróci do domu.

Agata Bujnicka

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)