Chcesz być nieśmiertelna?

Już niczego nie możemy być pewni. Nawet własnej śmierci. Nieśmiertelność, odwieczne marzenie człowieka, nadchodzi wielkimi krokami. Tylko co to naprawdę oznacza?
niesmiertelna1.jpgW słuchawce słyszę mazurek D-dur Chopina, mój ulubiony. Po paru sekundach na muzykę nakłada się głos z automatu: – Witaj w Centrum Obsługi Klienta Infinity SA. Dla twojego bezpieczeństwa oraz w celach kontroli demograficznej rozmowa ta będzie nagrywana. W tle dalej brzmi mazurek. – Jeśli szukasz ogólnej informacji o warunkach przedłużania życia i ewentualnego uzyskania nieśmiertelności, wybierz jeden – i znowu muzyka. – Jeśli jesteś członkiem programu „Stąd do wieczności”, wybierz dwa – znów Chopin. – Jeśli jesteś członkiem programu „Sto lat to za mało”, wybierz trzy. For English, press four.

Wciskam jedynkę. – Witaj w biurze informacji o usługach Infinity SA. Mam na imię Paweł, jestem twoim cyfrowym konsultantem. Odpowiada ci mój głos czy wolałbyś rozmawiać z kobietą? – pyta telefon. – Wszystko jedno – odpowiadam, zająkując się, bo przecież nie chcę go urazić. Ciągle trudno mi się przyzwyczaić do tych gadających komputerów, do których trzeba mówić po imieniu. – Dziękuję. Numer, z którego dzwonisz, jest zarejestrowany na Marcela Andino Veleza. W celu weryfikacji twojej tożsamości, podaj mi swój numer PESEL – mówi cyfrowy Paweł. – Mam wstukać na klawiaturze? – pytam. – Nie, po prostu powiedz mi, jakie to cyfry.
Siedem, cztery, zero, pięć, trzy, zero... – Masz 56 lat, więc nasza oferta nieśmiertelności już cię nie obejmuje, ale to przecież nic złego. W ramach programu „Sto lat to za mało” możesz wybrać plan „Wielki tort” za 600 euro miesięcznie. Unikając śmierci tragicznej, dożywasz w tym planie 160 lat. Jeśli umrzesz wcześniej, rodzina otrzymuje pełny zwrot poniesionych przez ciebie kosztów – wylicza konsultant. – Słuchaj, 600 euro na miesiąc to za dużo. Wolałbym jakąś tańszą opcję – mówię zawstydzony. – OK, mamy ofertę „120 za 200”. I pakiet podstawowy „Życie na 102”, czyli 102 lata za 100 euro miesięcznie – cyfrowy Paweł nie mówi tego już takim ciepłym głosem. Ale i tak mnie ma.

Taka rozmowa to na razie fantazja. Ale tylko na razie. Prowadzone na całym świecie badania nad procesem starzenia połączone z wysiłkami biotechnologów, a w przyszłości także speców od nanotechnologii, prędzej czy później umożliwią ludziom zatrzymanie wskazówek ich biologicznego zegara. Wielu badaczy przekonuje, że ta chwila wcale nie jest tak odległa. Spowolnienie starzenia i uwolnienie ludzkości od wielu ciężkich schorzeń prowadzących do śmierci może udać się już za kilkanaście lat. Entuzjaści, wśród których nie brak ludzi poważnych, przewidują, że kolejnym etapem będzie zdolność utrzymania organizmu człowieka w stanie metabolicznej równowagi. Co będzie, jeśli okaże się, że taki organizm wcale nie obumiera? Stanie się rzecz niesłychana. Narodzi się Homo sapiens immortalis.

Religia przez wieki dawała ludziom pewność, że śmierć oznacza „prawdziwy początek” dalszej, lepszej egzystencji przed obliczem Boga. Dziś wciąż blisko połowa chrześcijan deklaruje w sondażach, że niebo wyobraża sobie jako spotkanie z bliskimi. Wśród katolików amerykańskich popularne jest przekonanie, że w niebie będzie można osobiście objąć Pana Boga.
Ale współczesne chrześcijaństwo – z wyjątkiem fundamentalistycznych odłamów – takich przyjemności nikomu nie obiecuje. Dzisiejszy obraz nieśmiertelności jest minimalistyczny, a dawne niebo pełne anielskiego śpiewu zastąpione zostało milczeniem i niepojętym zjednoczeniem z Bogiem, które niektórzy teolodzy przyrównują do buddyjskiej pustki.
Czy wobec takiego stanu rzeczy podejmowana przez naukę próba wydłużenia w nieskończoność ludzkiego życia jest „zabawą w Pana Boga”? A może interpretować ją jako trud budowania Królestwa Bożego na ziemi? Jako wyraz wypełniania posłannictwa człowieka? Jedno jest pewne – biologiczna możliwość odroczenia śmierci spowoduje gigantyczny zamęt pojęciowy.
Dzisiejszy spór o aborcję i eutanazję to nic w porównaniu ze skalą problemów, jakie wywoła medycznie osiągalna nieśmiertelność. I jak nazwać przyszłą działalność hipotetycznej spółki Infinity SA? Budowaniem cywilizacji życia czy cywilizacji śmierci?

Natura stworzyła już organiczne byty, które są nieśmiertelne. Ich istnienia domyślał się Arystoteles. Chodzi o geny. Niemiecki biolog Georg Weismann w 1892 roku ogłosił swoją teorię plazmy zarodkowej, która odnawia się w każdym kolejnym pokoleniu wśród organizmów, które rozmnażają się płciowo. Dziś plazmę zarodkową nazwalibyśmy genomem. Dla Weismanna śmiertelna była tylko cielesna powłoka plazmy zarodkowej, którą nazwał somatoplazmą. To budulec cielesny żywych organizmów, naczynie, którego geny używają do własnych celów.
„Wszystko, co dziś żyje, otrzymało plazmę zarodkową od swoich biologicznych rodziców, którzy uzyskali swoją plazmę zarodkową od przodków, którzy najwyraźniej uzyskali swoją plazmę zarodkową dawno temu w erze prekambryjskiej, kiedy rozmnażanie płciowe przyjęło się u zwierząt” – pisze genetyk Stanley Shostak w książce pod znamiennym tytułem „Jak stać się nieśmiertelnym: o połączeniu klonowania z terapią komórkami macierzystymi”. Ten tytuł wystarcza za wyjaśnienie tego, jak naukowcy chcą osiągnąć swój cel, czyli nieśmiertelność człowieka. Bieżących informacji na temat badań nad komórkami macierzystymi, klonowaniem i poszukiwaniem genu starzenia się „Przekrój” dostarcza właściwie co tydzień.
Nieśmiertelność genomu to fakt. Faktem jest też to, że choć ssaki mają genetycznie zaprogramowane rozmiary ciała i tempo starzenia się, to wśród gadów i ryb istnieją gatunki, które mogą rosnąć w nieskończoność, wcale się przy tym nie starzejąc. Chodzi przede wszystkim o aligatory i rekiny. Do tej pory nauka nie odkryła ich zegara biologicznego – jeśli giną, to na skutek zdarzeń losowych, a nie ze starości.

W laboratoriach udało się już wyhodować muszki owocówki, które żyją kilkaset razy dłużej, niż powinny. Praca nad myszami, które dożyją matuzalemowego wieku, trwa. Jeden z czołowych propagatorów badań nad fizyczną nieśmiertelnością, Brytyjczyk Aubrey de Grey, ma plan. Chce przeprowadzić „naukowe zatrzymanie starzenia” u dorosłych myszy – to ma przemówić do ludzi aktualnie dorosłych, ma im udowodnić, że wieczna młodość jest możliwa. Daje sobie na to 10 lat. Kolejne 15 zamierza poświęcić na badania nad przeniesieniem swoich metod z myszy na ludzi.
Podobny horyzont czasowy dostrzega Amerykanin Ray Kurzweil, który głosi, że postanowił nie umierać i już teraz nad tym pracuje. Co dzień przyjmuje 250 rozmaitych suplementów diety mających przeorganizować całkowicie jego metabolizm i cofnąć wiek biologiczny jego ciała, dzięki czemu ma dożyć chwili, kiedy gotowe już będą odpowiednie biotechnologie przedłużające życie. Kurzweil rozkręcił też potężny biznes na rynku rozmaitych suplementów, które mają całościowo zapobiegać chorobom przewlekłym: rakowi, cukrzycy, wieńcówce, schorzeniom nerek i wątroby.
De Grey, Kurzweil i inni naukowcy o podobnych zapatrywaniach przyznają, że specjalna dieta, terapia genowa, a w dalszej przyszłości także nanoterapia, czyli naprawianie organów za pomocą mikroskopijnych robotów wpuszczanych do krwiobiegu, będą przez długi czas przywilejem nielicznych. Przewidują, że co kilka lat ich pacjenci będą musieli poddawać się „regeneracyjnym” terapiom szpitalnym, czyli kilkutygodniowym remontom z wymianą „części” włącznie.


Postęp medycyny jest główną przyczyną eksplozji demograficznej, do jakiej doszło w minionym stuleciu. W wielu rejonach świata przeludnienie stało się społecznym dramatem, bo w ślad za programem szczepień i poprawą opieki zdrowotnej nie przyszła poprawa w zakresie edukacji, także tej seksualnej. Poprawa poziomu życia jest pozorna, a nędza przybrała nowe, industrialne oblicze. W rezultacie coraz większe połacie globu ulegają rabunkowej dewastacji, która ma zaspokoić doraźne potrzeby ludzkości. Kraje rozwinięte borykają się tymczasem z problemem starzenia się społeczeństw. To głównie z myślą o nich prowadzi się badania nad wieczną młodością. Rynek jest faktycznie ogromny.
Nie potrafię wskazać żadnego pozytywnego skutku przezwyciężenia śmierci. Ale jak się ludziom wmówi, że tego potrzebują, to koniec – mówi Daniel Callahan, jeden z czołowych amerykańskich bioetyków. Jego zdaniem współczesnym przemysłem medyczno-farmaceutycznym rządzi „zasada nieskończoności”, czyli ciągłe poszukiwanie wciąż nowych leków, terapii i technologii, bez względu na to, czy okażą się skuteczne w leczeniu i – docelowo – posłużą podwyższaniu średniej długości życia.
Ciągłe poszukiwania, nawet ze szkodą dla starych, skutecznych leków i metod terapeutycznych, to sposób na stałe pomnażanie zysków przynoszonych przez tę potężną gałąź gospodarki. Choćby dlatego, że wciąż nowe leki można obciążać niebotycznymi marżami. W ten sposób na badania nad nieśmiertelnością, której – jak uważa Callahan – nie potrzebujemy, składają się wszyscy klienci aptek i pacjenci szpitali, a także podatnicy. Callahan podobnie jak inni bioetycy, ale również filozofowie i socjologowie, wzywa do opamiętania, zanim będzie za późno.
Może się bowiem okazać, że za kilkadziesiąt lat obok siebie będą mieszkały nie trzy-cztery pokolenia, ale sześć, osiem, a nawet dziewięć pokoleń. Dojdzie między nimi do gigantycznej rywalizacji na rynku pracy. Młodzieńczy stulatkowie mogą nie czuć potrzeby zrobienia miejsca na stanowiskach dla swoich prawnuków.
Przedsmak problemu widać już dziś w bogatych krajach Europy Zachodniej, gdzie pokolenie baby boomu. blokuje awans zawodowy coraz liczniejszych roczników opuszczających szkoły wyższe. Decyzja o poczęciu kolejnego, nieśmiertelnego człowieka będzie jeszcze bardziej brzemienna w skutki i mniej beztroska niż dzisiaj.
Jeśli przywilej długowieczności dotyczyć będzie głównie zamożnych elit, umrze dążenie do awansu społecznego, a wraz z nim zaniknie ferment intelektualny, który napędza postęp. Innowacyjność ustąpi miejsca stagnacji, demokracja może niepostrzeżenie przekształcić się w gerontokrację. Długość kadencji na stanowiskach wybieralnych będzie musiała zostać wydłużona, w najlepszym razie przez całe dekady będziemy oglądać na plakatach wyborczych te same twarze. Zniknie za to problem finansowania ZUS oraz elektorat emerytów i rencistów – w społeczeństwie nieśmiertelnych starość przestanie być wymówką od pracy. Wszyscy będą musieli harować na swoje utrzymanie.

Aubrey de Grey przyznaje, że swoją pogodną, aktywną starość chciałby spędzić na czytaniu książek i słuchaniu muzyki, bo dziś nie ma na to w ogóle czasu. Można przypuszczać, że czytanie i słuchanie może stać się na nowo ulubionym zajęciem ludzkości. To akurat dobrze. Ale powód tego powrotu do staroświeckich, mało ryzykownych sposobów spędzania czasu wcale nie będzie przyjemny. Lęk przed śmiercią, jedna z podstawowych emocji i myśli człowieka, nie przeminie.
Paniczny strach przed rakiem czy też niepokój związany z ewentualnością zawału lub wylewu być może pójdą w zapomnienie. Ale w obliczu śmierci na drodze wszyscy będziemy wciąż równi. Przypadkowa śmierć stanie się bez porównania większym dramatem niż dziś. Bo głupio będzie zginąć jak James Dean w wieku 24 lat, mając w perspektywie 200 lub nawet więcej lat dobrego życia. Spaść z roweru i rozbić sobie przypadkiem głowę? Nie, dziękuję. Kąpiel na falach? Następnym razem. Prognoza pogody zapowiadająca burzę sprawi, że na cały dzień ludzie będą się zamykać w domach.
Lęk o własne życie może jeszcze nie być najgorszy. Koszmarem okaże się troska o bliskich. Pomyśl o swoim partnerze wychodzącym właśnie do pracy. Jeśli potrąci go dziś pijany kierowca, tęsknić będziesz nie 40, tylko 140 lat. O ile oczywiście tak długotrwała miłość okaże się w ogóle zgodna z naturą nieśmiertelnego człowieka. Czy związki wytrzymają taką próbę czasu? Czy więź rodzinna poprzez więcej niż trzy pokolenia da się zachować? Co z rodziną? Nie wiadomo.
Może być za to kłopot z zachowaniem zimnej krwi. Wielokulturowości i wieloetniczności towarzyszyć będzie wielopokoleniowość. Czy będzie to pożywka dla nienawiści? Zabijanie nieśmiertelnych może stać się jakąś potworną, patologiczną rozrywką, a wśród znużonych życiem młodo-starych mogą rozwinąć się jakieś nieznane formy celebrowania własnej śmierci. Także grupowej. W świecie długiego trwania jedynym aktem gwałtownej ekspresji może stać się właśnie śmierć – zadana sobie lub obcym.

A może świat bez naturalnej śmierci okaże się bardziej pokojowy niż nasz. Powolne, leniwe trwanie unikające bodźców zewnętrznych może zatriumfować nad ludzką aktywnością, dociekliwością, szukaniem ryzyka i stymulujących przeżyć. Argentyński pisarz Jorge Luis Borges opisał kiedyś wyimaginowane Miasto Nieśmiertelnych. Wszyscy byli w nim równi, bo każdy zdążył w swej bezkresnej egzystencji osiągnąć tyle samo czynów wielkich, co nikczemnych. Nie było łotrów ani bohaterów. Tylko nagie, zobojętniałe istoty, które budziły w śmiertelnikach odrazę.

Jest jeszcze jedna, optymistyczna możliwość. Naukowcy spod znaku „nieśmiertelności” często się na nią powołują. Otóż jest pewna szansa, że bezprecedensowe przełamanie bariery człowieczej śmiertelności jest częścią większego planu. Być może Bożego planu.
Zatrzymanie procesów starzenia nie pociąga przecież za sobą naruszenia praw fizyki. Jak dotąd ludzkości się to nie udało, bo to jest w ogóle mało prawdopodobne. „Milcząco uważamy znane nam formy przez ewolucję wyłonione na ziemi w teraźniejszości i przeszłości za jedyne, które mogły się zrealizować” – pisał zmarły w 1989 roku niemiecki filozof i psychiatra Hoimar von Ditfurth.
Von Ditfurth i wielu filozofów, a nawet teologów skłonnych jest sądzić, że stałe prawa fizyki, takie jak prędkość światła w próżni, nie są dziełem przypadku. To one umożliwiły powstanie człowieka. Dalsze jego poczynania, także prowadzące do osiągnięcia fizycznej nieśmiertelności, są naturalnym etapem rozwoju życia na ziemi i znacznie mniejszą rewolucją, niż nam się wydaje z perspektywy własnej śmiertelności.
Pomysł, że wszechświat powstał w takim, a nie innym kształcie specjalnie po to, by umożliwić rozwinięcie się ludziom, bywa nazywany kosmologiczną zasadą antropiczną. Zasada ta nie mówi nic o przyczynach takiego stanu rzeczy, nie można jej zweryfikować. Równie dobrze może być ona nic niewarta. Ale, jak zauważył 300 lat temu wielki niemiecki filozof Gotfried Wilhelm Leibniz, we wszechświecie istnieje raczej coś niż nic.

Tekst: Marcel Andino Velez /Przekrój

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)