To dla twojego dobra

Nie wolno łamać ustalonych zasad. Ale czy czasem nie da się ich jednak trochę nagiąć?
To dla twojego dobra
Niestety, tego co zrobił nie mogę mu podarować! Jeśli puszczę jego wybryk płazem, on już nigdy niczego się nie nauczy.
A są jeszcze inni. Jeżeli zobaczą, że Adamowi się upiekło - stracę autorytet.


Wyrzucę go w cholerę – z obrzydzeniem spojrzałem na mojego najlepszego elektryka, rozwalonego ciężko na leżance w baraku. Wyrzucę w diabły.
– Dosyć tego, Adam. Wstawaj. Miarka się przebrała – tym razem postanowiłem być stanowczy.
– Panie kierowniku, to było ostatni raz. I wcale niedużo. Dwa piwa. Ten nowy, Wiesiek stawiał.
– Jasne, dwa piwa. I po dwóch piwach ledwie się trzymasz na nogach – naprawdę miałem tego dosyć.
– Panie kierowniku – jęknął – stara mnie zabije. Robotę jakąś pewnie znajdę, ale ona mówi, że ja tylko u pana nie piję. I nie piję. Sam pan powie... I tyle lat jestem z panem. Nawet jak bardzo marnie było – jęczał.
– Skończ już – warknąłem. – Jak zaczynaliśmy tę robotę, postawiłem sprawę jasno, prawda?
– No przecież... Dawniej, różnie bywało, wiem. Ale jak kazał się pan leczyć, to do klubu się nawet zapisałem. I jak Janka chciała zabrać dzieci i wracać do matki, to pan pomógł. I wtedy, z kredytem... Strasznie chlałem, sam wiem, ale teraz... No przecież już nie. Panie kierowniku, pan będzie człowiekiem... – gadał i gadał, prawie go nie słuchałem. Miałem dość.

Tylko, że... Sporo mu zawdzięczam. Długo pracowałem za biurkiem, ale czasy się zmieniają i po latach trafiłem na budowę. Teorię miałem w małym palcu, gorzej było z praktyką. Adam, prawie chłopak wtedy, nigdy tego nie wykorzystywał. Przeciwnie, pomagał jak mógł. Gdyby nie on... Stare budowlane wygi, zrobiliby ze mną, co by chcieli. Szybko się nauczyłem, jak trzymać ich w garści, choć na samym początku... Marnie było, nie ma co gadać, że nie.

Alkoholikiem jest się na zawsze. Skoro on znowu zaczął...
I był artystą nie elektrykiem. Umiał wszystko. Najwymyślniejsze alarmy, skomplikowane instalacje, nawet podwodne oświetlenie basenu. Jego roboty nawet nie musiałem sprawdzać. No ale pił, cholernik. Prawda, że odkąd chyba cztery lata temu wysłałem go na leczenie, zaledwie raz czy dwa złapałem go z piwem. Ale dzisiaj, to raczej nie było piwo. A skoro raz zaczął, to już pójdzie.
Nie mogę siedzieć cały dzień na budowie, żeby pilnować, czy akurat dzisiaj nie zachleje. Zresztą, pal diabli jednego Adama, ale co z resztą? Jak mam utrzymać dyscyplinę, jeśli popuszczę jednemu? Kiedy zobaczą, że Adamowi się upiekło, tylko patrzeć, jak się popiją i nieszczęście gotowe. Płacę dobrze, robota jest, to się mnie trzymają, ale teraz dobry fachowiec jest na wagę złota. Wiedzą, że w razie czego każda firma ich weźmie. Nie mogę wyrzucić wszystkich, bo kto będzie robił?
– Nic z tego. Adam. Naprawdę nie mogę – patrzyłem w blat biurka, bo zrobiło mi się głupio. Cholera, znowu przyjdzie ta jego Jasia i będzie mi płakać. Już kiedyś tak było. To w gruncie rzeczy porządni ludzie. I ta jego kobieta, i on.

Adam z budowy nigdy ani pół metra kabla nie wyniósł. A jak nie było komu odbierać Marzenki ze szkoły, bo opiekunka odeszła z dnia na dzień, chyba ze dwa tygodnie to Jasia się nią opiekowała.
No ale, cholera jasna, nie mogę. Żeby to jeszcze był tynkarz, hydraulik, glazurnik. Jakby po pijaku spartolił robotę, poleciałbym po dniówce i trudno. Ale elektryk? Z prądem nie ma zabawy. Wsadzi łapę, gdzie nie trzeba, coś się stanie i to ja pójdę siedzieć. Albo schrzani instalację i chałupa się spali. Tu wiele nie trzeba, toż przecież już dzisiaj widziałem, jak próbował łatać kabel do erbetki na skrętkę. Stąd zresztą wiedziałem, że pił, bo pijany czy nie, swój rozum ma i specjalnie się starał, żeby mi nie włazić w oczy.

Szlag, co za diabeł mnie podkusił, żeby łatać to próchno na szybko. Ale chłopaki pilili, że jak betoniarka zaraz nie ruszy, to nie zdążą z wylewką, że to tylko na godzinę, dwie i dałem się podpuścić.
A dawno mówiłem, że kabel się przeciera, to nie, nigdy nie mieli czasu. I teraz, choć zęby wbij w ścianę i wyj. Pal sześć robotę, choć przez tyle lat człowiek się przyzwyczaja. A inżynier, nie powiem, swój chłop. Jak on zarabia, to ludzie też. I fachowiec dobry. Ale przecież Jaśka mnie zatłucze. Odkąd dzieciaka im pilnowała, bo coś tam mieli nie tak z opiekunką, strasznie jest za nimi. "Już pan Tomek cię przypilnuje" – gada zawsze, jak do kielicha za bardzo mnie ciągnie. Ona tak uważa, bo tak naprawdę, czy ja znowu tak dużo piję? Parę lat temu, przed leczeniem, to tak, nie powiem. Ale nawet wtedy, czy zły dla niej byłem? Po gębie mnie prała i nigdy małego palca na nią nie podniosłem. Ale jak dzieci chciała zabrać, to inżynier od razu zgadł, że coś jest niedobrze, sam do niej pojechał, pogadał i tę terapię mi wyszukał.
A teraz, jeden wyskok i tak mu się odmieniło. Jakby nie ta cholerna erbetka, to by nie wiedział i nic by nie było. A jakby nie ten upał i wczorajsze chrzciny, to dwóch piw nawet policjant z drogówki po mnie by nie poznał.
– Szefie, słowo honoru, dwa piwa – próbowałem się tłumaczyć.
– Adam, naprawdę nie mogę. Sam mówiłeś, że po pijaku żadna robota i młodych też gonisz. Mówisz, że albo robota albo zabawa – patrzył w biurko i widać było, że się w sobie zaciął.
– Ale bo wczoraj te chrzciny – chciałem mu wytłumaczyć. Żeby uwierzył w te dwa piwa. Wie dobrze, że dla mnie to nic.
– Sam wiesz, że niewiele brakowało, żeby erbetkę diabli wzieli, a może i kogoś przy okazji. Zrobiłbyś skrętkę na trzeźwo? – patrzył na mnie, aż spuściłem głowę.

Miał rację, wiem, że miał. Ale żeby za jeden wyskok...
– No sam widzisz – dokończył. A potem walnął mi umoralniający wykład o dyscyplinie w pracy, o przykładzie dla innych i takich tam dyrdymałach.
Prosiłem, przekonywałem, aż mi się coś w środku robiło od tego proszenia. A niechby diabli brali tę robotę. Nie ma obawy, bezrobotny nie będę, ale Jaśka... Ostatnio już tak dobrze nam się układało, a teraz... W innej firmie, wiadomo, nowy musi się wkupić. A jak trafię na taką, gdzie pociągają? No sam wiem, że jak już nie daj Boże zacznę, to po mnie...
– Szefie – przerwałem mu wywód. – Szef mnie posłucha, a potem zapyta chłopaków. Słowo honoru daję. Dwa piwa to były, nic więcej. Tylko że wczoraj mieliśmy chrzciny bratanka i tego... No... mojemu bratu, po trzech córkach, nareszcie chłopak się urodził, to co szef się dziwi, żeśmy czcili. Nazwisko przetrwa. No i jak dzisiaj ten palant, Wiesiek wyskoczył z tym piwem, to nawet do głowy mi nie przyszło, że coś będzie nie tego... Przyrzekłem przecież, że w robocie wódki do gęby nie wezmę. I nie biorę.
Popatrzył na mnie, westchnął. Zgadłem, że podjął decyzję. Tylko jaką...

Tomasz 49 lat, inżynier
Adam 32 lata, elektryk

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)