Piersi po ciąży fot. Adobe Stock

Wstydzę się moich piersi po ciąży - historia naszej czytelniczki

Karmiłam piersią za krótko wg polskich standardów. Za długo, bo widzę, co stało się z moimi piersiami... Kulisy karmienia piersią - bez lukrowania rzeczywistości.
Listy od Czytelniczek / 25.02.2020 05:40
Piersi po ciąży fot. Adobe Stock
Miał być róż, brokat, fajerwerki. Był trudny 24-godzinny poród, trudności z laktacją, obwisły brzuch i rozstępy. Po 2 latach od porodu mogę bez mrugnięcia okiem wyznać, że największym problemem są dla mnie moje piersi po ciąży.
 
Nie piszę tego do matek. Każda kobieta po ciąży ma swoje doświadczenia, niezależnie od tego czy naoglądała się instagramowych mam z domami jak z bajki, których dziecięce pokoje są wielkości mojego mieszkania. Wiem, że jeśli zechcę mogę znaleźć w nich oparcie, spotkać się. Tyle że nie chce babrać się w swoich kiepskich wspomnieniach na co dzień i wysłuchiwać innych.
 
Nie piszę tego do kobiet, które trud ciąży czy porodu mają przed sobą i jeszcze nigdy nie trzymały noworodka w rękach. Nie chcę ich wystraszyć, choć może powinnam? Drogie przyszłe mamy, podczas szukania wyprawkowych gadżetów i wózków, znajdźcie czas na lekturę tekstów o połogu, zastoju mleka, znieczuleniu do porodu.
 
Nie piszę tego też do mężczyzn, bo każdy partner powinien wyrozumiale i z szacunkiem podchodzić do ciała, które wydało na świat życie.
 
Moje piersi po ciąży, czyli po karmieniu piersią, to dwa flaki, którymi mogłaby co najwyżej pochwalić się 60-latka. Jestem zdruzgotana i piszę to Wam dlatego, że tak poradziła mi moja terapeutka.
 
Może zacznę od początku - w ciąży piersi nie urosły mi jakoś dramatycznie o 4 rozmiary, jak koleżankom. Jakby się uprzeć mogłabym nosić niektóre staniki nawet do 7. miesiąca ciąży, bo rozmiar biustu się nie zmienił, a raczej obwód pod nim. 
 
Po porodzie były jak 2 ciężkie kamienie uwiązane do mojego ciała. Twarde i nabrzmiałe. Piersi po ciąży to najpierw tylko narzędzie do karmienia. Byłam kompletnie zafiksowana na punkcie karmienia piersią i nie brałam pod uwagę karmienia butelką - żałowałam tego, gdy dziecko wisiało na mnie godzinami, zasypiało przy piersi i było wręcz nieodkładalne. 
 

Niekontrolowany wyciek pokarmu

Kiedy karmisz piersią nie liczy się to, jak wyglądasz, ale co na siebie zakładasz. Każde wyjście, nawet do lekarza, musi się wiązać z założeniem czegoś, co będzie łatwe do rozpięcia, rozsunięcia. Dekolt w serek nie wystarczy.
 
Nie dbałam o to, że nie mogę założyć sukienki bez ramiączek czy że na rynku nie ma dyskretnych staników do karmienia. Czułam się mocno uprzedmiotowiona, ale z drugiej strony wiedziałam, że to minie. 
 
Do czego musiałam się jeszcze przyzwyczaić? Piersi po ciąży nie są już ukryte pod ubraniem. Wielokrotnie musiałam kombinować, by umiejętnie okryć pierś i dziecko kocykiem czy dużą pieluchą na ławce w parku, w centrum handlowym (jeden pokój dla matki z dzieckiem to za mało) czy podczas wizyty rodzinnej.
 
Najgorszy był też wyciek mleka... Nie wiem ile to trwało, ale chyba całą wieczność, zanim piersi przestały same z siebie dosłownie sikać pokarmem, plamić mi stanik i sukienkę. Mam takie wspomnienie - kiedyś wracałam ze spaceru z dzieckiem, słońce grzało, miałam na sobie sukienkę przed kolano i dekolt. Wyglądałam okej - tak myślałam. 
 
Niemniej jednak nie to zwracało uwagę przechodniów... Wróciłam do domu i w lustrze dostrzegłam ciemne plamy na wysokości biustu. No tak, maluch spał pół godziny za długo, więc z piersi zaczęło wyciekać mleko, a ja zapomniałam włożyć wkładki laktacyjnej. Wstyd? Zażenowanie? Nie wiem jak nazwać uczucie bycia więźniem własnego organizmu.
 

I ten potworny ból piersi 

Apogeum mojego kiepskiego stanu przypadło na zapalenie piersi. Rankiem 3 miesiące po porodzie czułam, że jest mi zimno, miałam dreszcze i nie mogłam ruszyć lewą ręką. Czułam ostry ból i pierś była nabrzmiała do tego stopnia, że w odbiciu lustrzanym było widać, jak dziwnie układa się na niej stanik.
 
Poprosiłam męża, by wziął dzień urlopu i rozpłakałam się. Co mi było? Co to za cholerstwo? Zadzwoniłam do koleżanki, która podała mi numer do certyfikowanego doradcy laktacyjnego.
 
Przez telefon zostałam poinstruowana co robić (mniej więcej pokrywało się to z poradami internetowych matek) i że najpewniej mam zapalenie piersi. Musiałam też szybko pójść do lekarza.
 
Był to piątek, a sytuacji mogły nie polepszyć naturalne metody. Przy zapaleniu piersi, bólu tak wielkim, że chodziłam po ścianach i przytulałam się do drzwi lodówki, często trzeba wdrożyć antybiotyk.
 
Tak też było w moim przypadku. To było 10 dni walki o to, by dziecko dobrze ciągnęło mleko z tej piersi i braniu leków; noce i dni upływały mi też pod znakiem laktatora, miażdżenia liści kapusty, które po 15 minutach kisiły się od przylegania do chorego miejsca. 
 
Zapach w mieszkaniu był nie do zniesienia, ale... jakoś to przetrewaliśmy. Dużo pomagał mi mąż i mama, ale... moje dziecko zaczęło mocno zaciskać się na brodawce. Od zapalenia piersi płynnie przeszłam do kolejnego problemu, jakim były niemalże zmacerowane brodawki. Nazwałabym to żywym mięsem. 
 

Pogryzione sutki i krwawiące brodawki 

Słyszałam, że niektóre kobiety miały tak poharatane sutki, że w pieluszce dziecka była widoczna krew, którą połykały wraz z mlekiem. U mnie nie było takiego horroru, ale to był kolejny cios.
 
Leciały mi łzy strumieniami - miałam do wyboru: kolejne zapalenie piersi, zastój lub zniesienie tego bólu i karmienie dziecka za wszelką cenę, by tylko znowu nie pojawił się problem niedrożności.
 
Wtedy już podjęłam decyzję, by zgłosić się do psychologa.
 
Nie mogłam znieść rutyny związanej ze spryskiwaniem poranionych sutków, smarowaniem ich maściami z apteki, piciem naparów na laktację czy przykładaniem liści kapusty.
 
Nie tak miało to wyglądać. Nie na to się pisałam!!!
 
Zdecydowałam się karmić piersią do 6. miesiąca życia dziecka, to minimalna granica wg WHO. Wiem, że wiele matek mogłoby mnie zlinczować za taki egoizm, ale mój psycholog stwierdził, że kolejne zapalenie czy problemy z piersiami mogłabym przypłacić już depresją poporodową. 
 
Odstawienie od piersi nie jest bardzo skomplikowane, gdy dziecko ma 6 miesięcy. Córka prędko zaprzyjaźniła się z butelką, ja odzyskałam wolność i swój biust. Tak jakby.
 

Moje piersi po karmieniu piersią

Minęły 24 miesiące, a moje piersi wyglądają fatalnie. Nie muszę zakładać bikini, więc mogę ukryć rozstępy na co dzień, udaję że ich nie widzę... Ale to trudniejsze w przypadku piersi. 
 
Zawsze byłam zadowolona z ich rozmiaru i kształtu, uznawałam je za swój atut i pielęgnowałam je maściami i olejkami. Po karmieniu piersią zrobiły się wiotkie, pomarszczone, jakby ktoś spuścił z nich powietrze.

Nie chcę sobie wyobrażać, jak wyglądałyby, gdybym karmiła dłużej. Dodatkowo pierś, która przeszła zapalenie, jest mniejsza. Czy zawsze będę nosić silikonowe wkładki wyrównujące tę różnicę?
 
Nie wierzę już w bajki, że rozmiar piersi wraca po ciąży do normy i różnice między nimi się zacierają. Każda kobieta powinna wiedzieć, że takie szczęście spotyka nieliczne matki.
 
Na domiar wszystkiego, na USG lekarz dostrzegł też torbiele, pozostałości po zapaleniu piersi. Niegroźne, ale wciąż się nie wchłonęły. Karmienie piersią kosztuje kobietę jak widać więcej, niż się przypuszcza.
 

Drogie Mamy, kibicuję Wam z całego serca

Nie chciałabym, by jakakolwiek kobieta czytająca ten tekst zdecydowała się zaprzestać karmienia piersią. Jest to magia, którą nie sposób opisać - widziałam na własne oczy, jak niesamowita więź łączy mamy z roczniakami, które wciąż są karmione naturalnie.
 
Miałam pewien kompleks, gdy wyciągałam butelkę, mieszankę i gotowałam wodę, by potem wciskać tej małej buzi silikonowy smoczek, zamiast swojej piersi. 
 
Moja córka jest radosnym i żywym dzieckiem, nie ma gorszej odporności i mamy wspaniały kontakt. Chciałam jej zrekompensować odstawienie od piersi i myślę, że mi się udało.
 
Nie wiem tylko jak poradzić sobie z piersiami po ciąży, które pewnie z czasem będą wyglądać jedynie gorzej. Nie doradzajcie mi kremów, serum do biustu czy masaży - próbowałam. Może to kwestia genów? Mam nadzieję, że moją córkę ominą te z pozoru nieważne, bo estetyczne problemy.

A, jeszcze jedno.  Nie udawajmy, że wygląd nie ma znaczenia, bo ma. Przynajmniej dla nas samych. Trzymajcie za mnie kciuki. Ewa. 
 
Więcej na temat piersi: