Skąd się biorą dzieci?

"Skąd się biorą dzieci?", pyta w którymś momencie każdy maluch, i to pytanie, zadane zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie, nieodmiennie zaskakuje nawet najbardziej "przygotowanych" rodziców. Zaskakuje i wprowadza w zakłopotanie, jak i wszystkie inne pytania związane z tzw. "uświadamianiem", a tym samym z koniecznością wprowadzenia w nasze kontakty z dzieckiem tematu seksu.
"Skąd się biorą dzieci?", pyta w którymś momencie każdy maluch, i to pytanie, zadane zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie, nieodmiennie zaskakuje nawet najbardziej "przygotowanych" rodziców. Zaskakuje i wprowadza w zakłopotanie, jak i wszystkie inne pytania związane z tzw. "uświadamianiem", a tym samym z koniecznością wprowadzenia w nasze kontakty z dzieckiem tematu seksu.

Nie zapominajmy jednak, że dla malucha pytanie o to, skąd się biorą dzieci, jest równie naturalne, jak pytanie o to, dlaczego pada deszcz? Dziecko pytając, nie ma żadnych skojarzeń, pyta w dobrej wierze, z czystej ciekawości. Problem więc nie w pytaniu, ale w odpowiedzi, z którą wielu rodziców nie bardzo umie sobie poradzić, właśnie dlatego, że sami wychowywani byli w rodzinach, w których na "te" tematy się nie mówiło. Co rzecz jasna nie znaczy, że nie mówiło się wcale - dzieci edukowały się po prostu na podwórkach. Jeśli nie chcemy, aby w tę, tak ważną dla każdego człowieka sferę życia wprowadzał nasze dziecko syn sąsiadów, spróbujmy przełamać własne opory.Skąd się biorą dzieci?

Jak więc się zachować? Przede wszystkim nie wstydźmy się własnego skrępowania. To naturalne. Postarajmy się jednak, aby nie stało się ono dla naszego dziecka powodem do poczucia winy. Jeśli nie bardzo wiemy co odpowiedzieć, przyznajmy się do tego, np.: "Muszę się zastanowić, jak ci odpowiedzieć, porozmawiamy po obiedzie." Jednak przez ten czas nie przygotowujmy sobie elaboratu z anatomii. Pamiętajmy, że im młodsze dziecko, tym prostszych odpowiedzi oczekuje. Prostych nie znaczy jednak - niezgodnych z prawdą. Dajmy więc raz na zawsze spokój bocianom i kapuście. Z rozmów przeprowadzonych z dziećmi w klasach I-IV wynika, że obok pytania: "Jak to się dzieje, że kobieta jest w ciąży?", równie często - ku zaskoczeniu dorosłych - padało pytanie: "Czy kobieta się cieszy, że będzie miała dziecko?" A więc najprostszą odpowiedzią na pytanie: "Skąd się wziąłem?", wydaje się być odpowiedź: "Z miłości". I co ważne, ta odpowiedź - pierwsza i najprostsza - otwiera jednocześnie drogę odpowiedziom dużo bardziej skomplikowanym. Bo jeśli spróbujemy spojrzeć na problem ludzkiej seksualności oczami własnego dziecka, wszystko wyda się łatwiejsze. Skoro ludzie się kochają, lubią być blisko siebie. Form bycia blisko jest wiele, inaczej przecież okazują sobie miłość rodzice i dzieci, inaczej mężczyzna i kobieta. Pamiętajmy, że dziecko ma naturalną barierę intymności. Ono wcale nie chce wiedzieć wszystkiego naraz i dokładnie. Tę wiedzę, jak i każdą inną, gromadzić będzie stopniowo, w miarę swoich możliwości poznawczych. Dlatego wielu przedszkolakom wystarczy informacja, że przed urodzeniem byli u mamy w brzuszku. Mówmy o tym językiem prostym i obrazowym. I nie zapominajmy o poczuciu humoru! Traktowanie tematu ze śmiertelną powagą rozmowy nie ułatwi, a dziecko znudzi.

Tydzień 1 "A więc zdarzył się cud - żyję! To niesamowite, że nigdy więcej nie przyjdzie na świat człowiek dokładnie taki sam jak ja! Powstałem dzięki spotkaniu i połączeniu się dwóch komórek - plemnika taty i komórki jajowej mamy. Pewnie ciekawi jesteście, jak do tego doszło? Otóż było to tak... Pewnego wieczoru, dokładnie tydzień temu moi rodzice, którzy bardzo się kochają, zapragnęli być blisko siebie. Przytulili się tak mocno, że nasienie tatusia, czyli mnóstwo maleńkich plemników, mogło dotrzeć do wnętrza brzucha mamy. Właściwie to była ich cała armia - kilkaset milionów! I te wszystkie plemniki (są takie malutkie, że nie można ich dostrzec gołym okiem) natychmiast zaczęły się ze sobą ścigać! Każdy chciał pierwszy dotrzeć do jajeczka w brzuchu mamy. Spieszyły się bardzo, bo do maleńkiego jajeczka może wejść tylko jeden plemnik. Ten najzwinniejszy. Aby dotrzeć do jajeczka, plemniki musiały przepłynąć ok. 15 cm. Płynęły tak szybko jak tylko mogły, pomagając sobie swoimi długimi ogonkami. Te najszybsze w ciągu minuty pokonywały prawie pół centymetra. To całkiem niezły wynik, jeśli weźmie się pod uwagę ich wielkość! W końcu jeden z najsilniejszych i najzwinniejszych plemników dopłynął do jajeczka i wszedł do środka, zostawiając swój ogonek na zewnątrz. I tak powstałem ja. Byłem wtedy tylko jedną komórką. To wszystko, o czym opowiedziałem, nazywa się zapłodnieniem albo poczęciem."

Te pierwsze rozmowy na "dorosłe tematy" mogą stać się doskonałym pretekstem do tworzenia uwielbianej przez dzieci rodzinnej kroniki: wyszperane z szafy zdjęcie USG, pieczołowicie przechowywana przez wiele mam szpitalna opaska z przegubu noworodka, pierwszy pukiel włosów. Także zwyczajny album to cudowny i każdemu dostępny pierwszy podręcznik "uświadamiania"; ślubne zdjęcie rodziców, fotografia mamy w ciąży, nasz przedszkolak w beciku to gotowy początek rozmowy na frapujący wszystkie dzieciaki temat: "Jak to było, kiedy byłem malutki".

Tydzień 38 "Mam już imię! Wczoraj wieczorem tata przyniósł do domu strasznie gruby kalendarz i cała rodzina zastanawiała się jak mnie nazwać. Biedna mama upierała się przy Natalii. Nie wie, że jestem chłopcem! Tacie podobał się Jan i Kacper, a Zuzia koniecznie chciała mnie nazwać Baltazar, bo właśnie czyta książkę o przygodach Baltazara Gąbki. W końcu jednak wszyscy zgodzili się na Wojciecha. Tak nazywa się mój dziadek, tata taty. A więc... jestem Wojtek! Okazało się, że to bardzo przyjemnie mieć imię. Skoro już wiem, kim jestem, nie będę chyba dłużej czekał. Zwłaszcza, że tu zrobiło się naprawdę okropnie niewygodnie..."

"Jak zmienia się i rozwija dziecko w brzuchu mamy?" - pytania 8-latka
Pamiętajmy, że pytanie "Skąd się wziąłem?", zadane po raz pierwszy w wieku ok. 4 lat, powróci jak bumerang i dociekliwy 8-latek zainteresuje się przede wszystkim tym, co się zmienia i rozwija. Musimy być więc przygotowani na coraz więcej wnikliwych pytań typu: co to jest jajowód, macica, pępowina, łożysko? Jak poczęte dziecko odżywia się w łonie mamy i w jaki sposób się urodzi? A do tego jeszcze: wody płodowe, cięcie cesarskie, ciąże bliźniacze, inkubatory! A także: Kiedy maluchowi zaczyna bić serce? Kiedy zaczyna widzieć i słyszeć? Czy siusia? Te pytania, a także 60 innych, ściśle "związanych z tematem" zadali uczniowie kl. I-III w jednej z trójmiejskich szkół. Dzieci okazały się więc zaskakująco "otrzaskane" z terminologią, której jednak do końca nie rozumieją. I tu nasza, rodziców rola, a i niemały kłopot, jak dostosować konkretną przecież wiedzę medyczną do możliwości percepcyjnych dziecka? Jak ułatwić dzieciakom podróżowanie po tym skomplikowanym świecie embriologii, anatomii i fizjologii? Sięgnijmy po książki.

Tydzień 19 "(...) Ciągle rosnę i każdego dnia odkrywam u siebie nowe umiejętności. Ostatnio okazało się, że odróżniam smaki. Tak, tak! Któregoś razu napiłem się jak zwykle płynu owodniowego i okazało się, że... jest słodki! Jego smak się zmienia, więc jeśli jest słodki wypijam go więcej, jeśli gorzkawy - mniej. To niesamowite, ile tajemnic kryje się wokoło! Tyle dni piłem ten płyn i pojęcia nie miałem, że on w ogóle ma jakiś smak! Teraz to się zmieniło, bo mam już 'kubki smakowe'.(...) Ta woda tak mi zasmakowała, że czasami piję zbyt łapczywie i dostaję czkawki."

Na rynku księgarskim jest sporo propozycji, z których jednak należy korzystać z rozwagą, króluje bowiem wśród nich dość nieskomplikowany model "kawy na ławę", ograniczający miłość między dwojgiem ludzi do fizjologii. Także język i strona plastyczna pozostawia często wiele do życzenia. Oczywiście można i tak, lepsze to niż milczenie. Jeśli jednak uświadomimy sobie, jak ważną sprawą w życiu każdego człowieka jest zdrowe podejście do własnej seksualności, może staniemy się bardziej wymagający i nie zadowoli nas wesoły komiks o rozmnażaniu? Ale nawet wtedy, gdy wybierzemy już odpowiadającą nam książkę, nie czekajmy niecierpliwie, aż nasze dziecko nauczy się czytać, aby mu ją podsunąć, wierząc, że odpowie za nas na wszystkie trudne pytania. Nie oszukujmy się, żaden "informator" nie zastąpi szczerej, otwartej rozmowy z bliską osobą. Zostawiając nasze dziecko sam na sam z najlepszą nawet lekturą, pozbawimy je możliwości stawiania pytań, a siebie przeżywania razem fascynującej przygody... poznania własnego dziecka. Bo to, czy tzw. "uświadamianie" będzie przykrym obowiązkiem wprowadzenia dziecka w skomplikowany świat fizjologii ludzkiego ciała, czy wspólnym poszukiwaniem wartości i nauką szacunku do samego siebie, drugiego człowieka i życia w ogóle, zależy tylko od nas. I nie wyręczy nas w tym żaden wprowadzony w szkole przedmiot, żaden podręcznik. Dlatego w zabieganej codzienności zróbmy sobie z naszym dzieckiem przystanek. Pochylmy się razem nad tajemnicą życia:

Tydzień 3 "(...) To wszystko co się ze mną dzieje, jest takie tajemnicze i dziwne. Co powoduje, że rosnę? Co każe mi się rozwijać? Nawet uczeni tego nie wiedzą. Chociaż potrafią opisać wszystko, co się ze mnSkąd się biorą dzieci?ą dzieje, to nie potrafią odpowiedzieć na pytanie - dlaczego tak jest?"

Jesteśmy obecnie w punkcie, w którym większość rodziców nie kwestionuje już konieczności wczesnego uświadamiania dzieci, może więc czas zastanowić się, jak to zrobić, nie ignorując dziecięcego prawa do duchowości? Jak mówić prawdę, nie naruszając jego prawa do wstydu? Jak uświadomić własne dziecko delikatnie i taktownie, jak dostosować informacje do indywidualnej wrażliwości konkretnego dziecka? Nie ma na te pytania uniwersalnej odpowiedzi, tej każdy rodzic musi poszukać samodzielnie. Ale już samo ich postawienie skłania do refleksji, uruchamia w nas wrażliwość, o której w pośpiechu dnia codziennego zbyt często zapominamy. A przecież te pierwsze rozmowy z naszym dzieckiem na "trudne pytania", to bardzo ważny moment. Od tego jaką odpowiedź usłyszy, będzie przecież zależało, czy zada następne pytanie. Gorzej, jeśli dziecko pytać przestanie. Bo to wcale nie znaczy, że nie jest ciekawe, ale że straciło do nas zaufanie i znalazło inne, pozadomowe źródło informacji, na które nie mamy wpływu.

Z rozmów z dziećmi wynika, że najbardziej obeznani w temacie są szczęśliwi "posiadacze" młodszego rodzeństwa. To oczywiste, trudno o bardziej sprzyjającą i naturalną sytuację do "uświadomienia" malucha. Pamiętajmy jednak, że sposób w jaki dziecko zostanie poinformowane o swojej nowej roli starszego brata lub siostry, jest bardzo ważny - stanowi podwaliny pod przyszłe stosunki między rodzeństwem. Niektórzy rodzice boją się reakcji dziecka, zazdrości. Żeby temu zapobiec, zadbajmy, by o ciąży mamy dziecko dowiedziało się od rodziców, a nie np. od pani w przedszkolu. A może narysuje, jak wyobraża sobie tego nowego przybysza, wybierze dla niego grzechotkę? Inicjowanie takich zabaw pomoże dziecku nawiązać emocjonalny kontakt z nienarodzonym maluszkiem i złagodzi zazdrość. Częste rozmowy o rozwijającym się w brzuchu mamy życiu, to nie tylko niezwykła lekcja anatomii i embriologii, ale przede wszystkim niepowtarzalna okazja do zacieśniania więzi rodzinnych. Dla tak przygotowanego "starszaka" narodziny brata czy siostry nie będą domowym kataklizmem, ale powitaniem długo oczekiwanego rodzeństwa:

Tydzień 13 "(...) Dzisiaj wieczorem rodzice rozmawiali o tym, jak wyglądam. Było bardzo wesoło. Tata pokazywał Zuzi zdjęcia w takim specjalnym albumie(...) Najbardziej dziwiła się Zuzia, jak to możliwe, że na zdjęciach jestem taki duży, a mama jest jeszcze zupełnie szczupła i w ogóle nie widać, że jestem w środku. Przyniosła nawet linijkę i sprawdziła ile to jest 9 centymetrów, a potem przyłożyła ją do brzucha mamy. Rodzice bardzo się z tego śmiali. Mama wyjaśniła jej, że mieszkam głęboko w środku brzucha, w macicy, i że do tej pory kształtowały mi się wszystkie narządy, więc nie urosłem zbyt wiele. (...) Trochę się na nią obraziłem, że tak o mnie powiedziała. Przecież 9 centymetrów to strasznie dużo, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, jaki mały byłem na początku!"

"Co to jest antykoncepcja?" - pytania nastolatka
Tak więc rozmawiajmy, rozmawiajmy i jeszcze raz rozmawiajmy z naszymi dziećmi. Te rozmowy to bezcenny kapitał w jaki wyposażamy je na przyszłość. Jeśli stosunki z własnym dzieckiem od początku budujemy na szczerości, otwartości i wzajemnym zaufaniu, nie zaskoczą nas trudne pytania naszego nastolatka o antykoncepcję czy niechciane ciąże, a odpowiedzi przyjdą same. Jednak aby nie utonąć w powodzi słów, pamiętajmy, że jeśli to co mówimy sprzeczne jest z naszym zachowaniem, dzieci bezbłędnie wyłapią dysonans. Bo przecież tzw. edukacja seksualna, czyli po prostu wychowanie do życia w rodzinie, to także to, co niewerbalne: stosunek rodziców do siebie nawzajem, czułość i ciepło okazywane na co dzień, akceptacja własnej cielesności i wiele, wiele innych spraw, często nieprzekazywalnych słowem. Dlatego opowiadanie dziecku o ludzkiej seksualności w kontekście rodziny i miłości właśnie wydaje się sytuacją najbardziej naturalną, a co za tym idzie, najmniej krępującą dla rodziców i dzieci. Nie oddzielając sztucznie emocji od fizjologii, a ciała od duszy, pomagamy dziecku zbudować harmonijny obraz samego. Bez miłości opowiadanie maluchowi o fizjologii przekazywania życia traci sens.

Tydzień 39 "(...)No, to już chyba koniec. Pan doktor i położna pogratulowali rodzicom i poszli sobie. Zostaliśmy sami - mama, tata i ja - Wojtek. Zrobiło się cicho i przytulnie. Tata wyjął jakiś śmieszny, czarny przedmiot i przyłożył do oczu. Zdaje się, że tak wygląda robienie zdjęć. Chcę się uśmiechnąć, ale oczy same mi się zamykają. Zasypiając, słyszę głos mamy: "Jaki on śliczny, ten nasz synek!". Kochana mama! Przecież wiem, że cały jestem czerwony i pomarszczony. Jak to dobrze, że jej i tak się podobam... Jak dobrze być kochanym! Przez okno szpitalnej sali zagląda zachodzące słońce. Dzień ma się ku końcowi. Dzień, który odtąd będę obchodził jako dzień swoich urodzin. (...) W cudowny, tajemniczy sposób, z maleńkiej niewidocznej gołym okiem komórki przemieniłem się w całkiem sporego noworodka.(...) Teraz przede mną kolejna podróż - w nieznany, wielki, zupełnie nowy świat. Tak wiele muszę się jeszcze nauczyć. Ale jedno już wiem na pewno - NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ."

Literatura
Wszystkie cytaty i ilustracje pochodzą z książki prof. Włodzimierza Fijałkowskiego i Roksany Jędrzejewskiej - Wróbel pt.: "Oto jestem".

"Skąd się wziąłem?", pyta w którymś momencie każdy maluch, i to pytanie, zadane zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie, nieodmiennie zaskakuje nawet najbardziej "przygotowanych" rodziców. Aby im pomóc, profesor Włodzimierz Fijałkowski - twórca polskiej Szkoły Rodzenia, wybitny ginekolog i położnik - napisał książkę dla dzieci. Ponieważ wcześniej pisał tylko dla dorosłych, pomagała mu w tym, współpracująca z miesięcznikiem dla rodziców "Dziecko", Roksana Jędrzejewska - Wróbel. I tak powstało "Oto jestem" - ilustrowana opowieść o pierwszych miesiącach życia człowieka", podzielona na 39 krótkich rozdziałów, odpowiadających kolejnym tygodniom ciąży - od chwili poczęcia do narodzin. Ponieważ współtworzyły ja dzieci, znajdują się w niej odpowiedzi na wszystkie nurtujące je pytania. A więc dowiedzą się skąd się wzięły, będą mogły obserwować, jak poczęte dziecko (a więc i kiedyś one same) rozwija się w łonie matki, jak się odżywia, w jaki sposób się urodzi, a także co to jest pępowina, łożysko, wody płodowe czy cięcie cesarskie, dlaczego czasami rodzą się bliźniaki i czemu niektóre noworodki muszą leżeć w inkubatorze. Aby dzieciom łatwiej było podróżować po tym skomplikowanym świecie embriologii, anatomii i fizjologii, ich przewodnikiem jest mały chłopczyk - Wojtuś, który z brzucha mamy opowiada swoim dziecięcym - prostym, obrazowym i pełnym humoru - językiem o tym, co się z nim dzieje.

"Oto jestem" jest jedyną proponowaną przez MEN książką do nauczania przedmiotu "Przygotowanie do życia w rodzinie" dla uczniów szkoły podstawowej.

Roksana Jędrzejewska - Wróbel

Rodzicielska www
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/7 lat temu
spytaj sie mamy;p
/8 lat temu
Z seksu. Chłop wkłada jajko do pipy laski...I po jakimś czasie jest smarkacz!