POLECAMY

Okiem taty - „Sowronek”

Czy ten potworek musi wstawać każdego dnia o szóstej rano, niezależnie od tego, o której pójdzie spać? - jęczałem smętnie, wychodząc z łazienki pewnego poranka.

- Czy ten potworek musi wstawać każdego dnia o szóstej rano, niezależnie od tego, o której pójdzie spać? - jęczałem smętnie, wychodząc z łazienki pewnego poranka.
- Przecież śpi... – podjęła próbę małżonka.
- G...o śpi! - warknąłem. - Słyszę go!
- Widzisz, nie dał się nabrać! - uśmiechnęła się mama do synka siedzącego w fotelu.
- Nie lubię cię – warknąłem zaspany, przechodząc obok, w poszukiwaniu kubka z kawą. - Nie chcę cię dzisiaj.
- A czemu? Przecież on taki ładny i radosny – zaprezentowała mi żona nasze szczęśliwe dzieciątko.
- No właśnie dlatego – jęknąłem, próbując wykrzesać z rodziny choć odrobinę współczucia. - U Talka wyczytałem, że jego Pitu dopiero jak miał dwa lata, to czekał grzecznie w łóżeczku do ósmej trzydzieści aż rodzice wstaną. Poza tym, pamiętam, że jak ty z nim jeszcze byłaś w domu, to o wpół do ósmej, gdy wychodziłem do pracy, oboje sobie słodko spaliście. A jak dzwoniłem około dziewiątej z pytaniem „co słychać?”, to odpowiedź brzmiała „właśnie wstaliśmy!”. Dlaczego, odkąd ja z nim siedzę, taki cud się nie zdarzył?

Okiem taty - „Sowronek”

Co prawda, to prawda. Mały zrywa się świtem, w okresie zimowym na długo przed słoneczkiem, gotowy do zabawy, szaleństw i ogólnie działalności rozrywkowej. Choćby kotłował się poprzedniego wieczoru do północy, rano zerwie się o tej szóstej z minutami i nie ma przebacz. Takie skrzyżowanie sowy ze skowronkiem (tytułowy „sowronek”!). Późnym wieczorem pohukuje, rano zaś świergoli. I tak dzień w dzień – co dla ojca jest drogą przez mękę. O tak wczesnej porze nie wiem zazwyczaj jak się nazywam i niewiele brakuje, by w łazience szczoteczką do zębów do nosa trafiać, a zamiast balsamu po goleniu użyć stojącego obok Amolu. Co z tego, że za godzinę lub półtorej, zlegnie w łóżeczku i sobie „dośpi”? Najsłodsze godziny snu porannego, wtedy kiedy się najsmaczniej i najlepiej śpi przepadną...

- Pójdę to opisać, zanim wyjdziesz do pracy – zapowiedziałem, pociągając łyk zbawczej kawy. - Może kto pożałuje umęczonego ojca...
- Ta... ta... ta... - usłyszałem w odpowiedzi od żony, i to nie we współczującym, a wręcz ironicznym tonie.
- To też napiszę! - zagroziłem i dumnie unosząc głowę opuściłem kuchnię.

I prawie zdążyłem. Ostatnie zdania tego tekstu powstały bowiem już po wyjściu żony do pracy, z Młodym siedzącym na fotelu obok, metodycznie obrabiającym mój kontroler od Xboxa, głośnik, pudełko z płytą DVD i ulubioną niebieską poduszkę z osiołkiem...

Rafał Wieliczko
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)