Macierzyństwo się zmienia

Rodzimy coraz później i coraz częściej bez tatusiów…

Rodzimy coraz później i coraz częściej bez tatusiów…

Takie są, między innymi, konkluzje z najnowszego badania „Nowa demografia amerykańskiego macierzyństwa” opublikowanego przez Pew Research Center. Naukowcy studiowali różnice w motywach i decyzjach amerykańskich matek rodzących w 1990 roku i tych dwadzieścia lat później. Wyniki, no cóż, w większości można było przewidzieć.

Macierzyństwo się zmienia

Przede wszystkim więc, klientki porodówek są coraz starsze - dwie dekady temu było więcej nastoletnich mam niż tych po 35 roku życia. Dziś jest odwrotnie, 14% rodzących znajduje się już poza granicami optymalnego okresu kobiecej płodności, podczas gdy tylko 10% przypada na te nieletnie. Co ciekawe, najbardziej odsetek rodzących wzrósł w grupie kobiet powyżej 40 lat, a aż 23% z nich rodziło po raz pierwszy! To oczywiście cieszy, bo nauka i medycyna idą naprzód umożliwiając cuda, ale z drugiej strony jest też przecież dzwonek alarmowy - bo po 40-tce ryzyko urodzeń z zespołem Downa rośnie dramatycznie, a i materiał genetyczny obojga rodziców pierwszej jakości już nie jest. Czy więc walka z naturalnym cyklem życia nie okaże się kiedyś zgubna? Czy kolejne pokolenia będą wychowywane przez dziadków?

Jeśli chodzi o motywy rodzicielstwa, to większość ludzi wierzy w radość z posiadania dzieci, choć duża jest też grupa przyznających, że… po prostu się zdarzyło. 73% ulega naciskom partnera, a 70% czeka, aż będzie miało wystarczające środki finansowe, co pewnie właściwe jest raczej dla amerykańskiego modelu edukacji. Czy u nas sytuacja materialna też ma takie znaczenie? Czekam na opinie czytelników.

Nie da się ukryć, że obecna fala urodzeń po 30-tce ma dużo wspólnego z terapiami bezpłodności i sztucznymi zapłodnieniami. Jeden z efektów tego trendu widać nawet na naszych ulicach - wózków bliźniaczych jest coraz więcej. Wedle badania Pew Research Center, wzrost urodzeń wieloraczków w przeciągu 15 lat wynosi 70%!

Dwójka dzieci to wciąż ulubiony model rodziny, choć na przestrzeni lat widać tendencję do zmniejszania liczby krzeseł za kuchennym stołem - całkiem popularna kiedyś czwórka potomstwa dziś ma tylko 9% zwolenników. Podobne pytanie zadane Europejczykom przynosi takie same praktycznie wyniki - 53% chce dwójkę, 22% trójkę, a 2% w ogóle nie chce dzieci. Szczerze mówiąc, to aż ciężko mi uwierzyć, że opcja zero jest tak mało obstawiana przez młodych i wyzwolonych. Jeśli chodzi o Amerykanów, to 38% uważa, że bezdzietność jest negatywnym zjawiskiem społecznym. A co myślą nasi czytelnicy?

Jeszcze bardziej negatywnie odbierane jest zjawisko samotnych matek, które w 2008 roku osiągnęły w USA historyczny poziom 41% wszystkich urodzeń. Czy to tylko kryzys instytucji małżeństwa, czy po prostu wierzymy, że możemy podołać same?
 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/9 lat temu
Finanse owszem ważne, ale czy warto przez długi czas się bawić, zbijać fortunę, budować domy itd. a macierzyństwo ciągle odsuwać na dalszy plan? A potem okaże się, że już za późno na dzieci...i komu zostawić to wszystko?
/9 lat temu
Czasami los tak prowadzi, że jest inaczej niż marzymy, myślimy. Chcemy je mieć, a nagle spada na nas jak grom z nieba wiadomość, że nie możemy ich mieć...Wówczas kochamy wszystkie dzieci naszych znajomych, przyjaciół...każde spotkane na ulicy dziecko i dojrzewamy do decyzji o adopcji serduszka...
/9 lat temu
Ja chciałbym mieć dwójkę, ale nie wiem na ile będzie mnie "stać". Na razie jestem 7 miesięcy po ślubie i zbieram środki na wychowanie dziecka. Mój mąż naciska, ale ja mam dopiero 23 lata, właśnie zaczęłam wymarzoną pracę i nie rzucę wszystkiego ot tak, żeby później siedzieć w domu z dzieckiem, bez pracy, bez doświadczenia i na jednej pensji. Trzeba myśleć realnie. Dziecko to skarb, ale jednak kosztowny. Szczególnie dla kobiety.
POKAŻ KOMENTARZE (2)