Poród w domu - rozmowa z młodą mamą

idea porodu w domu polega na zaufaniu kobiecie i jej przeczuciom czy odczuciom (jeżeli czuje niepokój to należy brać pod uwagę, że coś jest nie tak, jeśli jest spokojna, nie należy jej straszyć, tylko pozwolić samej reagować na „mowę ciała”, ono wie jak rodzić) – nie ufać sprzętowi i ludziom...
/ 22.04.2008 20:51

Poród w domu - rozmowa z młodą mamą TTSama rodziłaś dwukrotnie w domu. Należysz do nielicznego grona moich znajomych, którzy zrezygnowali ze szpitala. Skąd w ogóle taki pomysł?
 

Zobacz też: Poród naturalny film

Mam słaby kręgosłup (skoliozę) i chciałam wybrać inną niż leżąca pozycję porodową. Zwiedziliśmy wszystkie trakty porodowe w Krakowie. Okazało się, że owszem, w I fazie porodu można się już poruszać, ale w II fazie (kiedy ostatecznie wychodzi dzidziuś) trzeba położyć się na fotel-stół. Tylko w szpitalu im. S. Żeromskiego można było rodzić na specjalnym krzesełku (ale i to nie zawsze - w zależności, który lekarz odbierał poród). Ja nie chciałam przeć „pod górkę”, więc zaczęliśmy się interesować alternatywnymi sposobami porodu. Tu kolejne odkrycie, że TYLKO w Polsce tak jest – na Zachodzie i w USA (moja siostra uczestniczyła jako osoba towarzysząca koleżance) poród przebiega inaczej. Przeczytaliśmy m.in. statystyki - ilość interwencji i zgonów przy porodach w domach, książki Michela Odenta, Ireny Chołuj itp.i stwierdziliśmy, że nie rozumiemy, dlaczego takie rozwiązanie u nas nie funkcjonuje, skoro jest bezpieczniejsze dla matki i dziecka.

Czy mąż od razu z entuzjazmem podszedł do Twojej decyzji, czy też był z początku nastawiony nieco sceptycznie?

Na początku, gdy usłyszał o takim pomyśle, to nie był jego „gorącym” zwolennikiem, ale też go nie wykluczał z zasady – mąż uważa, że żeby podjąć dobrą decyzję, trzeba zapoznać się z problemem. Jak poczytał i sprawdził badania w tym zakresie (jest inżynierem - liczby do niego przemawiają), dał się przekonać. Po pierwszym porodzie w domu nie wyobrażał sobie porodu w szpitalu. Jak się potem okazało, sam przyjął maleństwo (bo położna nie zdążyła przyjechać na czas), no i oczywiście przez cały czas dyskretnie mnie wspierał. Nie narzucał swojej pomocy
a robił tylko to, o co prosiłam wiedząc, że nadmierna troska i niektóre działania mogą działać odwrotnie i denerwować. W porodzie domowym dużo zależy od psychiki kobiety – znał mnie
i wierzył, że sobie poradzę.

Jak zareagowała dalsza rodzina i znajomi? Miałaś wsparcie, czy raczej ludzie próbowali odradzić Wam domowy poród?


Dalsza rodzina to nie wiem czy wie, że tak rodziliśmy. Bliższa (rodzice) przy pierwszym porodzie nie była informowana o naszym zamierzeniu (właśnie ze względu na bardzo prawdopodobny nacisk psychiczny na zmianę decyzji), więc dowiedziała się po fakcie. Przy drugim z oporami, ale przyjęli do wiadomości, ze tak rodzimy. Znajomi za każdym razem odradzali taki typ porodu, święcie przekonani, że oni wiedzą najlepiej, co jest najlepsze dla naszych dzieci - mimo że nie mieli pojęcia o wadach (nie mówiąc o zaletach!) takiego porodu. Rzetelna dyskusja i argumenty nie była możliwa.

Wciąż można spotkać się z głosami, że osoby rodzące w domu to egoiści, liczący się jedynie z własnymi potrzebami. Jak zadbaliście o bezpieczeństwo mającego przyjść na świat dziecka?

Jak już z powyższych wypowiedzi pośrednio wynika, idea porodu w domu polega na zaufaniu kobiecie i jej przeczuciom czy odczuciom (jeżeli czuje niepokój to należy brać pod uwagę, że coś jest nie tak, jeśli jest spokojna, nie należy jej straszyć, tylko pozwolić samej reagować na „mowę ciała”, ono wie jak rodzić) – nie ufać sprzętowi i ludziom, którzy „odbierają” poród (nie towarzyszą i przyjmują), bo to raczej oni myślą o swojej wygodzie, nie rodzącej (pozycja na fotelu z rozszerzonymi nogami daje świetną widoczność dla lekarza, co z tego że jest niewygodna dla kobiety. Co gorsza, gdy kobieta leży, macica uciska tętnicę brzuszną, która zaopatruje dziecko w tlen oraz żyłę główną dolną, która odprowadza krew z dwutlenkiem węgla, a zbytnie rozszerzenie nóg wręcz blokuje poród (złe ustawienie kości). Sam brak interwencji medycznych jest już bezpieczny dla mającego przyjść dziecka (oczywiście przy ciąży fizjologicznej, nie patologicznej). Podanie oksytocyny powoduje, że poród nie idzie w tempie rodzącej (podanie jej w szpitalu przyspiesza poród). Organizm kobiety nie jest jeszcze na niego odpowiednio przygotowany i „rozszerzony”, stąd pęknięcia wymagające zszywania, nacięcia itp. – ja przy pierwszym porodzie pękłam nieznacznie, przy drugim w ogóle, stąd chodziłam i siedziałam parę minut po porodzie bezproblemowo. Dzieci mają rzadko żółtaczkę fizjologiczną (moje nie miały). Procedury golenia, lewatywy, przebijania pęcherza płodowego, oglądania przez 3 lekarzy itd. też nie służą rodzącej, a nie są konieczne – raczej upokarzają, można się poczuć przedmiotem a nie podmiotem. Dziecko po porodzie domowym nie jest odśluzowywane (można uszkodzić malutki, delikatny nosek), kąpane (maceruje się skórka, można uszkodzić stawy), nie jest narażone na obcą florę bakteryjną wywołującą różne zakażenia (zamiast domowej ma szpitalną). Dlatego wg nas wybór porodu domowego był już zapewnieniem bezpieczeństwa. Drugim elementem było oczywiście – jako ludzie odpowiedzialni (w porodzie domowym sam bierzesz odpowiedzialność, nie przerzucasz jej na lekarzy i personel medyczny) – branie pod uwagę przejazdu do szpitala w przypadku komplikacji (opracowany czas i trasa dojazdu do szpitala). Wiadome, że zarówno w porodzie szpitalnym, jak i domowym mogą się one pojawić.

Gdzie znaleźliście położną? Czy prawdą jest, że poród w domu to przywilej bogaczy?

I poród – położną znaleźliśmy przez Fundację „Rodzić po ludzku”,
II poród – przez położną, która odbierała I poród: położna, która odebrała II poród miała uczestniczyć w naszym I porodzie jako „widz” (po wyrażeniu przez nas zgody), by nauczyć się postępować „nieszpitalnie” (niestety, nie mogła być wówczas obecna).

Wydaje mi się, że kwota za poród domowy nie jest zawrotna – tyle samo lub więcej płaci się za indywidualne sale, kliniki położnicze, „swoje” położne i lekarzy przy porodzie w szpitalu czy zakup jakiś dóbr materialnych (a w końcu rodzi się stosunkowo rzadko). A tak w ogóle ten typ porodu powinien po przedstawieniu rachunku Kasie Chorych być refundowany z naszego ubezpieczenia, które jak normalny obywatel płacę (korzyść dla Kasy, bo jest o wiele tańszy niż szpitalny) – nie rodząc w szpitalu nie mogę skorzystać z własnej wpłaconej składki zdrowotnej ….(moim zdaniem bezprawie w państwie prawa).

Ceny w Krakowie (nie wiem jak w innych miastach):
I poród w 2006r. – 1000 zł (ze względu na dojazd z pod Katowic)
II poród w 2008r. – 1500 zł

Przygotowani byliście na ewentualne komplikacje? Tak – psychicznie i organizacyjnie.

Wiele osób po wyjściu ze szpitala nie chce wracać wspomnieniami do porodu. Jak sama wspominasz, już dwukrotnie zresztą, tak ważny dla Was dzień?

Pięknie i z sentymentem – za długo, by się rozpisywać w szczegółach. Za pierwszym razem zostało mi w pamięci gotowanie zupy i pieczenie placka w I fazie porodu (dla położnej, żeby mieć ją czym poczęstować) a który się przypalił, bo zapomnieliśmy go wyjąć z piekarnika. Skurcz i krzątamy się dalej, skurcz, solimy, skurcz itd. Ciepło maleństwa na sobie (nikt mi go nie zabierał, potem okazało się że ciepło to nie tylko JEGO ciepło - mały na dzień dobry mnie obsikał i za chwilę wydalił smółkę). Radość, że już jest (z wrażenia nie sprawdziliśmy czy to chłopiec, czy dziewczynka - dopiero położna nas uświadomiła). Za drugim – tempo bardzo szybkie. Dopiero oglądaliśmy film („Kryminalne zagadki Las Vegas” na TVP 2), a tu już przytulam naszego synka, który wcale nie płakał tylko patrzył ciekawym wzrokiem (dlatego Paweł pytał kilka razy – czy wszystko w porządku). No i to, że Oskar obudził się „w sam raz” na przywitanie brata i pomagał nam go ubierać – zakładał czapeczkę, całował). Na pewno poród nie kojarzy mi się z bólem (choć bolało mnie jak wszystkie rodzące, no poza tymi ze znieczuleniem oponowym), ale to nie było dominujące, oddychałam i zastanawiałam się, na którym etapie jest nasze maleństwo (wcale nie miałam ochoty krzyczeć, a jak to Paweł określił tylko z lekka „sapałam i furczałam” – w każdym razie Oskara nie obudziłam). Żartuję, ale porody domowe odbywają się raczej w atmosferze spokoju i ciszy. Nie spotkałam się jeszcze z opisem, żeby ktoś na nich wrzeszczał, choć nikt tego nie zabrania, jeśli by to komuś miało ułatwić znoszenie bólu – szkoda energii, którą rodzące kierują „do środka”. Myślę raczej, że to takie święto rodzinne przywitania nowego życia – małego cudu. Każdy był inny, ale oba niezapomniane.

O czym należy pamiętać już po urodzeniu dziecka?

Właściwie o niczym …. – cieszyć się chwilą (bo nigdy się nie powtórzy, nawet przy drugim dziecku, bo każdy poród i maleństwo jest inny).

A w dalszej perspektywie o szczepieniach, w które standardowo są zaopatrzone maluchy w szpitalu – tj. na gruźlicę i WZW typu B, a tutaj trzeba sobie załatwić indywidualnie: pierwsze w poradni wojewódzkiej, drugie w przychodni rejonowej (my dodatkowo immunoglobulinę, bo mamy konflikt serologiczny, synkowie mają Rh +, ja Rh-).

Czy choć przez chwilę, tuż przed porodem, przeszło Ci przez myśl, że źle wybrałaś? Miałaś ochotę się wycofać?

Nie, decyzja o takim porodzie byłą świadoma i przemyślana, nigdy jej nie żałowałam.

Masz kontakt z mamami, które rodziły w domu?


Na co dzień nie - chociaż kilka osób kontaktowało się z nami „pocztą pantoflową”. Dowiedzieli się o sposobie, w jaki rodziliśmy z prośbą o informacje i podzielenie się wrażeniami. Trochę też odpisywałam na forum internetowym. Warto wspomnieć, że z końcem maja 2008 roku w Warszawie szykuje się zjazd mam dzieci urodzonych w domu, więc może jakieś bliższe znajomości się nawiążą.

NAJWAŻNIEJSZE

W ogonie Europy

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) 80 proc. porodów powinno odbywać się w sposób normalny.

"Poród normalny to taki, który zaczyna się i toczy w sposób spontaniczny. Przy takim porodzie muszą zaistnieć ważne powody, które by usprawiedliwiały interwencję w ten naturalny proces".

Z badań ankietowych fundacji Rodzić po Ludzku wynika, że w Polsce tylko 7 proc. kobiet rodzi bez żadnej interwencji (dane z 2001 r.).

W 2003 r. nacięciu krocza poddanych było średnio 57,5 proc. rodzących (Wlk. Brytania - 12 proc., Szwecja - 9,7 proc.). WHO mówi, że nacięcie powinno dotyczyć od 5 do 20 proc.

Rozmowę z Joanną Sobusiak-Płatek przeprowadziła Anna Curyło

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/11.12.2016 03:16
A refundacji nadal nie ma. Durny rząd PO i PiS. Poród bez asysty to jedyne wyjście.
/11.06.2009 16:12
Ja rodziłam synka w szpitalu w Brukseli,poród nie był ciężki i wspominam go bardzo dobrze:)Ale kolejne dzieciątko chciałabym urodzić w domu lub innej pozycji niż leżąca:(Pozdrawiam wszystkie mamy te już obecne i te przyszłe!
/03.06.2009 17:53
Dzien dobry, uwazam, za wspanialy taki porod domowy! jestem zachwycona!!! Sama bede rodzic za niecale 7tygodnii. Czy moglaby mloda mama podac drugiej mlodej mamie, kontakt do jakiejs milej poloznej z Krakowa, ktora odebralaby moj porod?
POKAŻ KOMENTARZE (1)