Salony piękności dla dzieci

Beauty biznes kwitnie! Klientami salonów piękności coraz częściej są małe dzieci. Czy makijaż, manicure i pedicure u kilkuletniej dziewczynki to efekt zabawy „w dorosłość”, a może niebezpieczny przejaw "kultu urody", który towarzyszy nam od najmłodszych lat?

Beauty biznes kwitnie! Klientami salonów piękności coraz częściej są małe dzieci. Czy makijaż, manicure i pedicure u kilkuletniej dziewczynki to efekt zabawy „w dorosłość”, a może niebezpieczny przejaw "kultu urody", który towarzyszy nam od najmłodszych lat?

Salony piękności dla dzieci

Wystarczy pójść do dowolnej drogerii, by przekonać się jak wiele firm oferuje kosmetyki dla dzieci. Lakiery do paznokci, cienie do powiek, szminki, róże do policzków, a nawet maseczki na twarz! Wszystkie bardzo kolorowe, intensywnie pachnące, mieniące się brokatem. Zdaniem dermatologów, te kosmetyki wcale nie są przeznaczone dla dzieci. W czasach, gdy co trzecie dziecko rodzi się z alergią i atopowym zapaleniem skóry, wsmarowywanie w skórę barwionych preparatów może skończyć się podrażnieniem, wysypką i wysuszeniem skóry.

Salony piękności dla dzieci

Jednak problemy zdrowotne to nie jedyne zagrożenie. Najbardziej niepokojące jest wpajanie dzieciom „kultu urody”. Idealna dziewczynka ma wyglądać jak mała księżniczka. Być szczupła, mieć nieskazitelną cerę, wyraziste oczka i błyszczące usteczka. Wygląd staje się sposobem na zjednywanie sobie przyjaciół, wpływa na samoocenę i status społeczny w grupie rówieśników. Dzieci bez modnego stroju i fryzury spychane są na margines życia przedszkolnego i szkolnego. Nawet jeżeli dziewczynki same nie czują potrzeby robienia makijażu czy kupowania modnych ubrań, to presja ze strony pop kultury, mediów i będących pod jch wpływem rówieśników jest tak duża, że właściwie nie mają innego wyjścia. A wiadomo, nic nie ma takiego znaczenia jak akceptacja grupy, z którą dziecko chce się utożsamiać.

Fot. Depositphotos

Dzieci uczą się przez naśladownictwo. Małe dziewczynki w wieku dwóch, trzech lat próbują naśladować swoje mamy, nieudolnie malując usta i paznokcie. I na tym eksperymenty z „emanowaniem kobiecością” powinny się skończyć. Niestety tak się nie dzieje. Nowym trendem wśród rodziców jest zabieranie dziecka do salonów piękności. W Polsce zabiegi dla dzieci oferuje tylko kilka zakładów (głównie fryzjerskich). Jednak na Zachodzie, skąd czerpiemy inspiracje, salonów kosmetycznych jest coraz więcej i cieszą się one bardzo dużą popularnością.

Najbardziej znanym gabinetem jest „Dimples Kids Spa” w Nowym Yorku. Salon przyciąga swoim wnętrzem: górą maskotek, lalek Barbie, automatami do gry, maszynami z watą cukrową i popcornem. Dziewczynki mogą tam poddać się zabiegom fryzjerskim i kosmetycznym – zrobić sobie manicure, pedicure, makijaż, tatuaż z henny. W salonie organizowane są także przyjęcia dla dzieci, np. urodziny, czy „Dzień Dziecka”, podczas których zabiegi pielęgnacyjne są jedynie dodatkiem do całej zabawy. Drugim tak znanym salonem jest gabinet w Essex w Wielkiej Brytanii, który oferuje zabiegi wyłącznie dla dzieci do 13 roku życia. Największą popularnością cieszy się manicure, pedicure, strzyżenie oraz maseczki na twarz. Na prośbę rodziców, kosmetyczki wykonują także makijaż lub sztuczną opaleniznę. Najmłodszą klientką salonu była półtoraroczna dziewczynka.

Salony piękności dla dzieci

Fot. parentdish.co.uk

Zabiegi dla dzieci szokują zarówno obrońców praw dziecka, jak i rodziców. Z drugiej strony nie słychać, by ktoś bił na alarm i nawoływał, by ratować dziecięcą niewinność. Półki w drogeriach nadal uginają się od kosmetyków dla dzieci, a niemal wszystkie dziewczynki przychodzą do przedszkola z pomalowanymi paznokciami. A jakie jest wasze zdanie na ten temat?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/6 lat temu
Ta ,nawet wcześniej :)
/6 lat temu
Masakra- taka dziewczynka w wieku 30 lat będzie miała twarz jak "próchno".