problemy psychiczne młodzieży fot. Adobe Stock

Wakacje w psychiatryku: oddają dzieci, bo sobie nie radzą

Tak źle jeszcze nie było! Tego lata szpitale psychiatryczne pękają w szwach od przyjęć dzieci. Rodzice przyjeżdżają nawet z kilkuletnimi maluchami i proszą o zabranie, bo sobie nie radzą.
/ 26.07.2018 15:47
problemy psychiczne młodzieży fot. Adobe Stock

Szpitale w Łodzi i w Warszawie z oddziałami psychiatrycznymi dla dzieci i młodzieży są maksymalnie obłożone, a i tak jest problem. Mówi się wprost o zapaści psychiatrii dla dzieci.

Co ja mam z nim zrobić?

"Dziecko nie idzie do szkoły, zostaje w domu i niektórzy rodzice nie radzą sobie wychowawczo" – mówi łódzkiej "Gazecie Wyborczej" dr Aleksandra Lewandowska, psychiatra dziecięcy z łódzkiego szpitala im. Babińskiego. – "Przychodzą nieraz na izbę przyjęć z kilkuletnim dzieckiem i mówią wprost: 'co ja mam z nim zrobić, nie radzę sobie, proszę go przyjąć do szpitala'" – opowiada Lewandowska.

Młodzież cierpi na brak zrozumienia, zaniżoną samoocenę. Z tego biorą się potem zaburzenia prowadzące do agresji, przemocy czy stanów depresyjnych. Coraz więcej nastolatków trafia do szpitali z zaburzeniami po używaniu dopalaczy. – To taki znak naszych czasów – mówią psychiatrzy.

„Nie pamiętam takich wakacji”

W Centralnym Szpitalu Klinicznym w Łodzi wszystkie łóżka są zajęte. W kolejce czeka kolejne 30 pacjentów. W Warszawie, na przyjęcie do Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży czeka 60 dzieci – jest tylko 28 miejsc. Dr Lewandowska mówi, że nie pamięta takich wakacji, "oddział pęka w szwach".

"Rzeczywiście jest gorzej niż rok temu" – przyznaje konsultant krajowy ds. psychiatrii dzieci i młodzieży dr hab. Barbara Remberk. "Mamy zapaść w psychiatrii dzieci i młodzieży" - mówił też kilka miesięcy temu Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. W Polsce na blisko 400 tys. dzieci, które mogą potrzebować fachowej pomocy, przypada 400 lekarzy.

Zobacz Kalendarz Rozwoju Dziecka

Gdzie zamiast szpitala?

Szpital to ostateczność - zanim dziecko do niego trafi, powinno mieć możliwość porozmawiania z psychologiem lub pedagogiem szkolnym. Niestety, jak pokazał raport NIK, na pedagoga przypada 461 uczniów, na psychologa – 1739. Prawie połowa szkół w Polsce nie ma w ogóle tych specjalistów na etacie.

Zostają poradnie pedagogiczno-psychologiczne albo zdrowia psychicznego. Ale one także nie są w stanie przyjąć wszystkich potrzebujących.

Źródło: lodz.wyborcza.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/24.08.2018 20:41
Znam matkę którą celowo nie reagował w roku szkolnym na sugestie nauczyciela , aby zabrała dziecko do psychologa. Patrzyła codzień jak choroba się rozwija , dokladajac obowiązków. Dziecko całymi dniami w pokoju , przy zamkniętych roletach. Marka doczekała do czerwca . Dziecko do szpitala i mamy wakacje . Alimenty , 500+, drugie dziecko do dziadków, także alimenty i itp. NIE WPEDZILA DZIECKA W CHOROBĘ, POPROSTU NIE POMOGŁA. Kasa, Kasa, kasa ....
/27.07.2018 10:01
Jakby dzieciaki siedzialy mniej w internecie i nosemw komorce to by bylo inaczej. Kiedys dzieciaki sie bawily i ganialy po podworku, a jak cos sie przeskrobalo to byla kara albo klaps. Teraz to wszyscy chac byc dorosli i maja gdzies co rodzice mowia. Rodzice tez powinni sie bardziej interesowac dziecmi, rozmawiac, wychodzic do kina a nie miec wszystko gdzies. Niestety rosnie ilosc smaobojcow, depresantow lub psycholi ktorzy znecaja sie nad innymi i dziecmi. Majac 34lata, uwazam ze niestety idziemy w zlym kierunku i sami bedziemy sie lapac za glowe co z tych naszych pociech wyroslo. Pozdrawiam i zycze wiecej milosci do siebie i blizniego