Bóg dla amatorów

Neil Young przeżywa swój wielki renesans jako wybitny muzyk wśród zwykłych ludzi.
/ 14.11.2007 16:05
Kto kiedykolwiek uczył się grać na gitarze, ten wie, że Neil Young jest stokroć ważniejszy niż Steve Vai, Eddie Van Halen i inni legendarni technicy razem wzięci.

Po prostu tamtych zwykły śmiertelnik nie dogoni nigdy. Nie ma więc sensu próbować. Co innego Neil Young – jego gitarowe akordy i solówki, które wychowały całe rockowe pokolenie lat 90. z Pearl Jam na czele, były zawsze dostępne dla każdego. A na "Chrome Dreams II" 61letni Kanadyjczyk wraca do tych właśnie sprawdzonych gitarowych patentów, a mnie łza się kręci w oku, gdy słyszę, jak bardzo są one proste. I w muzyce, i w warstwie lirycznej zwykły śmiertelnik jest dla niego nieustająco w centrum zainteresowania. Nie bez kozery centralne nagranie na tej nowej płycie to 18-minutowy pean na cześć "normalsów" – "Ordinary People". Prosto, szczerze, na kilku akordach gitarowych podbijanych dęciakami Young opowiada historię, która zamienia się we wciągający hit o długości połowy radiowej listy przebojów. I chce to jeszcze wydać na singlu.

"Ordinary People" jest najlepszą wizytówką tej płyty także pod innym względem – to utwór grywany już przez Younga w latach 80.
Jak kilka innych nagrań z przeszłości odkurzonych na nowej płycie. Należą do nich countrowy "Beautiful Bluebird" i folkowy "Boxcar" (a tytuł całości nawiązuje do albumu "Chrome Dreams" przygotowywanego przez Younga w latach 70., ale nigdy niewydanego). Ale i wielbiciele elektrycznego Younga z płyt The Crazy Horse będą usatysfakcjonowani tą różnorodną płytą. Na pewno z myślą o nich powstały świetne "Spirit Road" i kolejny długi utwór "No Hidden Path". W składzie odnajdziemy perkusistę The Crazy Horse Ralpha Molinę i gitarzystę Bena Keitha, który wprowadza trochę wyrafinowania, tam gdzie Young nie jest go w stanie zapewnić. Sam lider, który przeżywa świetny okres (ostatnio nagrywał udane protest songi, a później wydawał wybitne stare nagrania koncertowe), pozostaje bowiem – także na tej płycie – wiecznym amatorem. Muzykiem, który wciąż się zmienia, ale jednocześnie w pełnym pasji podejściu pozostaje taki sam bez względu na konwencję. Ostatnie wydarzenia – operacja tętniaka mózgu, którą przeszedł, bolesna śmierć ojca i wciągnięcie USA w bezsensowną wojnę – tylko tę pasję pogłębiły, każąc mu pracować trzy razy więcej i z efektami, które potwierdzają jego status giganta muzyki rockowej.


Neil Young, "Chrome Dreams II", Reprise, 66’05”, 58,50 zł