Narodziny, naturalnie

Czy poród naturalny to tylko moda? A może najlepszy wybór?
/ 16.03.2006 16:57
O opinię na temat tzw. porodów naturalnych pytamy dr. n. med. Wojciecha Puzynę, dyrektora Szpitala Specjalistycznego Św. Zofii w Warszawie.

W niektórych ośrodkach amerykańskich odsetek cesarskich cięć sięgał niedawno 50%. Teraz obserwuje się odwrót od porodów operacyjnych. Jak będzie w Polsce? Zdaniem dr. Puzyny liczba „cesarek” będzie wzrastała. A dla dziecka najlepszy jest poród jak najbardziej naturalny.

Panie Doktorze, warto rodzić naturalnie?
Tak, bo to najbezpieczniejsze i dla dziecka, i dla mamy. Wszelkie ingerencje medyczne niosą ze sobą ryzyko powikłań. Nigdy nie wiadomo, czy podanie kobiecie leków, wykonanie pewnych zabiegów medycznych nie zaburzy fizjologicznego przebiegu porodu. Nie stosuje się więc rutynowo na przykład kroplówek z oksytocyny w celu wzmocnienia czynności skurczowej macicy (inaczej mówiąc: przyspieszania porodu), czy nie wykonuje amniocentezy (przebicia pęcherza płodowego). Nie znaczy to, że w trakcie porodu naturalnego nie zdarzają się powikłania i komplikacje. W razie konieczności trzeba wówczas podjąć wszelkie niezbędne działania zabiegowe, z cięciem cesarskim włącznie.

Dlaczego podawanie oksytocyny budzi tak wiele kontrowersji?
Czasem jest to konieczne – gdy słabną skurcze lub poród postępuje zbyt wolno. Może się jednak zdarzyć, że włączenie kroplówki naskurczowej (oksytocyny) tak bardzo przyspiesza schodzenie dziecka w dół kanału rodnego, że pojawiają się u niego wahania tętna. Żaden lekarz czy położna nie są w stanie ocenić przed porodem, czy dana dawka tego leku nie sprawi, że silniejsze skurcze będą dla rodzącego się dziecka zbyt dużym „wysiłkiem”. Natura zaplanowała to tak, że główką naciska ono na szyjkę macicy, rozciągając ją i zwiększając rozwarcie. Niestety, nie można ocenić, czy zwiększenie naporu główki na szyjkę macicy nie będzie tak silne, że dziecko wpychane w dół kanału rodnego „nie zdąży” wykonać potrzebnych zwrotów i przygięć.
Duża dawka oksytocyny może też spowodować, że skurcze staną się nie do wytrzymania dla rodzącej. Będą o wiele silniejsze niż jej naturalny próg bólowy.

A co Pan myśli o cesarskim cięciu na życzenie?
Chociaż wykonanie cesarskiego cięcia jest nieodzowne przy wielu komplikacjach położniczych i ratuje dziecku życie, nie powinno być stosowane, gdy nie ma takiej potrzeby. Ciągle jednak wśród kobiet panuje przekonanie, że zapewnia ono malcowi bezurazowe przyjście na świat, a matce zaoszczędza bólu. Prawda jest jednak inna i są na to dowody. Badania amerykańskie mówią, że dzieci, które urodziły się przez cesarskie cięcie, częściej mają problemy z układem oddechowym i częściej chorują na płuca. Sądzę, że z czasem odkryjemy wiele innych argumentów przeciw.

Czy poród naturalny musi boleć?
W XXI wieku nie musi być przeżyciem traumatycznym. Znieczulenie to jednak zawsze sprawa indywidualna. Poród przebiega zwykle na tyle prawidłowo i szybko, że kobiecie wystarcza opieka personelu medycznego oraz miła atmosfera na sali porodowej, np. pomoc bliskiej osoby. Wiele rodzących nie wymaga lub nie chce znieczulenia. Niektóre kobiety odczuwają jednak skurcze porodowe w sposób szczególnie nieprzyjemny. Wtedy znieczulenie jest rozsądnym wyjściem, bo ból uniemożliwia im współpracę z personelem i utrudnia poród. W wielu wypadkach pozwala ono nawet uniknąć porodu zabiegowego lub nawet cięcia cesarskiego! Najczęściej wykonuje się znieczulenie zewnątrzoponowe.

Czy jest ono absolutnie bezpieczne?
Bezpieczne znieczulanie opiera się na doświadczeniu anestezjologa, zminimalizowaniu dawki leku przeciwbólowego, odpowiednim czasie jego zastosowania, przygotowaniu rodzącej. Takie postępowanie nie wpływa w sposób znaczący na przebieg porodu. Ból zostaje znacznie złagodzony przy zachowaniu odczucia parcia, polepsza się więc stan psychiczny kobiety. Może ona chodzić, rodzić w dowolnej pozycji i cały czas jest świadoma tego, co się z nią dzieje. Należy zaznaczyć, że nie można wyeliminować bólu na początku porodu – znieczulenia nie podaje się, zanim nie nastąpi rozwarcie szyjki na około 3–4 cm (zbyt wczesne podanie leku może zatrzymać akcję porodową, skomplikować dalszy jego przebieg). Znieczulenie działa również przy szyciu krocza.
Kobieta nie powinna jednak z góry zakładać, że będzie rodzić w znieczuleniu. W konkretnym wypadku decyduje o tym lekarz, bo metoda ta ma zalety i wady.

A jakie to wady?
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć indywidualnej wrażliwości kobiety na dawki leków stosowanych do znieczulenia. Czasem ta wrażliwość jest o wiele większa, wtedy może nawet dojść do zahamowania akcji porodowej.
Znieczulanie wiąże się ponadto z opłatą i obecnością anestezjologa. Cewnik jest bowiem zakładany do przestrzeni zewnątrzoponowej i sukcesywnie, co kilka godzin (od 1 do 3), podaje się środek znieczulający.
Niekiedy też, częściej niż przy porodach bez znieczulenia, w końcowej fazie porodu konieczne jest założenie próżniociągu czy kleszczy, ponieważ pod wpływem rozluźnienia mięśni macicy nie zawsze dziecko dokonuje prawidłowych zwrotów i potrzebuje pomocy z zewnątrz. Na szczęście zdarza się to rzadko – 2–3 razy na 100 porodów znieczulanych.
W kilku procentach przypadków zdarzają się także po porodzie znieczulanym uporczywe bóle głowy, co wymaga podawania leków przeciwzapalnych, przeciwbólowych.

A dziecku znieczulenie na pewno nie szkodzi?
Wiele kobiet przeraża perspektywa bólu, ale też ma opory przed znieczuleniem, bo boją się wpływu leku na dziecko. Co prawda kiedyś lekarze mieli do dyspozycji tylko takie środki, które nie były dla niego obojętne. Rezygnuje się już jednak z narkotyków syntetycznych, które jedynie odurzały kobietę i szybko docierały przez łożysko do krwiobiegu dziecka. Powodowały u niego poważne trudności z oddychaniem. Można powiedzieć, że dziś stosowane znieczulenie zewnątrzoponowe wręcz pomaga maluchowi. Skurcze są łagodniejsze, przez co dociera do niego więcej tlenu (w czasie silnego skurczu jego dopływ jest ograniczony). W naszym Szpitalu Św. Zofii znieczulenie stosuje się w niemal 70% porodów.

BoŻena Mucha