Letnia kuchnia według Cooking&eating

Nieziemski sernik z jagodami, mocno rabarbarowe muffiny oraz przepyszny różowy chłodnik to tylko kilka z propozycji, które specjalnie dla was przedstawia Karolina Centomirska, autorka bloga kulinarnego Cooking&eating. Koniecznie musicie wypróbować tych letnich rarytasów!
/ 25.06.2013 08:09

Nieziemski sernik z jagodami, mocno rabarbarowe muffiny oraz przepyszny różowy chłodnik to tylko kilka z propozycji, które specjalnie dla was przedstawia Karolina Centomirska, autorka bloga kulinarnego Cooking&eating. Koniecznie musicie wypróbować tych letnich rarytasów!

Letnia kuchnia według Cooking&eating Letnia kuchnia według Cooking&eating Letnia kuchnia według Cooking&eating

"... Uwielbiam nieoczywiste połączenia smaków, a podróże widelcem po mapie fascynują mnie na równi z podróżami w sensie geograficznym. Lubię kuchnię tradycyjną, babciną, smaki dzieciństwa. Lubię i słodkie, i słone. Zdrowo chrupiące i nieprzyzwoicie kaloryczne..."

 

Chłodnik w wersji różowej

Pół kilograma buraczków, a jeszcze lepiej botwinki, trzeba umyć, obrać i pokroić, a następnie ugotować w wodzie z dodatkiem soli, łyżki octu i szczypty cukru. Wystudzone buraki wraz z ok. 100 ml wody w której się gotowały miksujemy na puree.

Buraczaną masę mieszamy z ulubionym nabiałem - jogurtem, śmietaną, kefirem, zsiadłym mlekiem, maślanką lub mieszanką któryś z powyższych. Ogólnie nabiału bierzemy drugie tyle co buraczanego puree.

Jeszcze korekta smaku – może trochę soli, może trochę pieprzu, odrobina cukru – trzeba sprawdzić. Za to obowiązkowo w chłodniku musi wylądować czosnek.

Baza gotowa, czas na suplementy. Wersja absolutnie podstawowa i niezbędna, bez której chłodnik dla mnie nie jest chłodnikiem, to ogórek, rzodkiewka i koper.

Na koniec w chłodniku musi wylądować jajko. Bez jajka się nie da.

Letnia kuchnia według Cooking&eating

Najlepsze jedzenie na lato!

 

Bardzo letni makaron

Cudowność tego przepisu kryje się m.in. w tym, że nie wymaga stania przy buchających parą garach i patelniach. Ugotować należy jedynie makaron i jajka na twardo – żadne z dwojga nie wymaga obecności w kuchni przez czas dłuższy niż minuta. Resztę składników obsługujemy na zimno. Nie trzeba też trzymać się żadnych proporcji - wszystkiego bierzemy tyle ile lubimy.

Pomidory ścieramy na grubych oczkach. Jeśli mają bardzo dużo soku, to tylko połowę pomidorów ścieramy w całości, a z reszty bierzemy jedynie miąższ.

Do pomidorowego przecieru dodajemy cebulę - posiekaną dymkę lub startą na tarce zwykłą cebulę.

Oprócz tego do pomidorów wrzucamy czosnek i chili, z czego to ostatnie nie jest obowiązkowe.

Spora garść siekanej bazylii jest dobrym pomysłem. Alternatywnie nada się szczypior, pietruszka lub kolendra.

Teraz czas na ugotowane na twardo jajka – je również ścieramy na tarce.

Wszystko solimy, pieprzymy i podlewamy hojnie oliwą. Sos mieszamy, po czym wrzucamy nań gorący makaron.

Mieszamy, na talerze przekładamy, szczyptą parmezanu ukraszamy i gotowe.

Letnia kuchnia według Cooking&eating

Wspominałam już, że to danie idealne na lato? Nawet jak wspominałam, to nie zaszkodzi przypomnieć :-)

 

Muffiny rabarbarowe z kremem

Gotujemy na małym ogniu pół kilo pokrojonego rabarbaru z łyżką wody i trzema łyżkami cukru. Gdy rabarbar zacznie się rozpadać rozdrabniamy go blenderem i wrzucamy wszystko na sito wyłożone gazą. Potrzebować będziemy i pulpy, i wyciekającego soku. Gdy pozyskamy już rabarbarową esencję, to 200 g pulpy mieszamy z 2 jajami i 90 ml oleju.

W oddzielnej miseczce łączymy 180 g mąki, 100 g cukru,  płaską łyżeczkę proszku do pieczenia, pół łyżeczki (też płaskiej) sody oraz szczyptę soli.

Łączymy zawartość obu misek byle jak, szybciutko widelcem i ciastem napełniamy muffinowe foremki do 3/4 wysokości.

Pieczemy w 180 stopniach przez ok. 25 minut. Studzimy na kratce.

W zasadzie można od razu przystąpić do jedzenia. Tak jak w przypadku bananowego chlebka, tak i tu owoce nadają muffinom cudnej wilgotności. A kwaśność rabarbaru na dodatek sprawia, że muffiny wydają się leciutkie. Prawdziwie letnie. Jeśli jednak chcecie się przenieść z doznaniami na zupełnie inny level, to zróbcie jeszcze coś – dodajcie muffinom czapy z kremu rabarbarowego. Będzie ekstatycznie!

250 g mascarpone ucieramy z 2 czubatymi łyżkami cukru pudru i sokiem, który odciekł z rabarbarowej pulpy. Soku powinno być ok. 50 ml. Jeśli macie go więcej, to zredukujcie na małym ogniu (i oczywiście wystudźcie przed dodaniem do serka).

Krem wstawiamy do lodówki na pół godziny – dzięki temu zgęstnieje i łatwiej będzie nim przyozdabiać muffinki.

Letnia kuchnia według Cooking&eating

Pyyyyycha!

 

Sernik z jagodami

Sernik jest tak nieprzyzwoicie pyszny, że powinien wymagać ogromnych nakładów pracy. A on lekceważy sobie swą powinność i jest banalnie prosty. Wystarczy skruszyć 250 g ciasteczek digestive i połączyć okruchy z rozpuszczonym masłem w ilości 125 g.

Powstałą masą wylepiamy tortownicę (wszystkie składniki są w proporcji na średnicę 26 cm).
Przygotowaną formę wsadzamy do lodówki na czas dalszych przygotowań. A dalsze przygotowania zakładają połączenie 900 g twarogu mielonego trzykrotnie i 250 g mascarpone. Oba sery powinny być w temperaturze pokojowej. Do serów dodajemy 100 g śmietanki i 250 g cukru.
Miksujemy wszystko porządnie po czym przechodzimy na niższe obroty miksera i dodajemy kolejno, jedno po drugim, 6 jaj. Jajka również powinny mieć temperaturę pokojową.

Następnie rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce 200 g białej czekolady. Ja to robię w mikrofali na niewysokiej mocy (300 W) – czekolada się rozpuszcza, ale nie zagrzewa. Bo chodzi o to, by do masy serowej nie dodawać czekolady gorącej, a co najwyżej letnią.

Ostatnia rzecz – do masy dodajemy 65 g skrobi ziemniaczanej i łyżkę esencji waniliowej lub po prostu budyń waniliowy w tej samej ilości. Ok, masa serowa jest gotowa. Czas ją przelać do formy wyłożonej ciasteczkami. Ale najpierw słowo ostrzeżenia – sernikowi nie można ufać na surowo, gdyż nadmiernie płynny jest. Ryzyko istnieje, że wycieknie szczelinami. Czyli formę trzeba obowiązkowo zabezpieczyć folią, a dopiero potem zapełnić serową masą.

Na wierzch sera wrzucamy jagody – ze dwie garście

Sernik pieczemy w 180 stopniach 1h’10 -1h’20 minut, do czasu aż po brzegach będzie ścięty, ale na środku jeszcze trzęsący jak galareta. Sernik nieco urośnie podczas pieczenia, ale stygnąc opadnie do poziomu sprzed pieczenia.

Sernikowi trzeba dać ostygnąć do temperatury pokojowej, a następnie na parę godzin (a najlepiej na całą noc) wstawić do lodówki. Za to gdy ten czas minie z lodówki wyłoni się kremowa rozkosz w czystej postaci.

Letnia kuchnia według Cooking&eating

Fenomenalna pychota!

 

Wywiad z Karoliną Centomirską, autorką bloga Cooking&eating

Od jak dawna Pani bloguje i skąd pomysł na blogowanie?

Za moim blogowaniem stoi znany stałym czytelnikom Niesforny Mąż, który pewnego dnia, bez wyraźnej przyczyny, jak również bez żadnej zachęty z mojej strony, założył mi bloga. Ciężko zgadnąć czemu to uczynił, ale nie było to pierwsze zagadkowe posunięcie Niesfornego Męża, więc przyjęłam to po stoicku. Jakiś rok później, we wrześniu 2011 roku, zdaje się że w wyniku wyjątkowo nudnego tygodnia, bez konkretnego powodu i pomysłu zamieściłam na blogu pierwszy wpis. I spodobało mi się. Głównie dlatego, że gadanie nawet do wirtualnego i nieobecnego odbiorcy sprawiało, że czułam się bardziej normalna, niż w przypadku gadania do siebie ;-) A czemu piszę akurat o jedzeniu? Po prostu dlatego, że je uwielbiam. I gotować, i jeść.

Jaką kuchnię Pani preferuje - gotować i konsumować?

Smaczną :-) Nie stawiam sobie żadnych innych ograniczeń. Uwielbiam nowości, nieoczywiste połączenia smaków, a podróże widelcem po mapie fascynują mnie na równi z podróżami w sensie geograficznym. Lubię też kuchnię tradycyjną, babciną, smaki dzieciństwa. Lubię i słodkie, i słone. Zdrowo chrupiące i nieprzyzwoicie kaloryczne. Chętnie przyrządzam dania błyskawiczne, jak i takie, które wymagają kilograma czasu i umorusania się po łokcie. Niestety, za te ostatnie chwilowo (mam nadzieję!) nie daje mi się zabrać nowy domownik - Przekorny Kajtek, czyli moja pięciomiesięczna córka. Ale nawet w przypadku absolutnego braku czasu staram się jeść smacznie. Choćby to były najzwyklejsze kanapki, to jakiś atrakcyjny akcent w postaci kapki wasabi czy szczypty gremolaty musi się na nich znaleźć.

Skąd czerpie Pani kulinarne inspiracje?

W kuchni niestety średnio mi wychodzi planowanie i na ogół jest to pełna spontaniczność - coś mi przyjdzie do głowy, zobaczę jakiś niecodzienny produkt w sklepie albo trafię na ciekawy przepis i od razu wszystko we mnie krzyczy chcę to!. I jeśli tylko okoliczności pozwalają, to od razu przechodzę do realizacji.

Czy ogląda Pani programy kulinarne, ma swojego kulinarnego guru?

Śledzę miliard innych blogów. Zasubskrybowałam ich już tyle, że ledwo nadążam z ich czytaniem. Zerkam też co za miedzą słychać i podglądam rosyjską blogosferę oraz parę anglojęzycznych blogów. Codziennie do mojego archiwum trafia kilka, kilkanaście przepisów do wypróbowania. Nie mam pojęcia kiedy zdążę je wszystkie wdrożyć w życie :-) A do tego dochodzą jeszcze programy telewizyjne! Na całe szczęście, na to najzwyczajniej w świecie już nie starcza mi czasu, bo chyba bym zwariowała od nadmiaru inspiracji ;-) Ale Nigellę Lawson muszę sobie czasem zobaczyć - ona była moim pierwszym medialnym guru kulinarnym, a jak wiadomo pierwsza miłość nie tak łatwo ulatnia się z serca.

Co ciekawego możemy znaleźć na Pani blogu oprócz przepisów?

Każdy wpis to mini-historia. Czasem jest to wpis jak z pamiętnika, odkrywający kawałek mojego życia, czasem czysta fantazja, kiedy indziej dykteryjka wyjaśniająca skąd się wziął pomysł na dane danie. Niektóre opowieści są ponoć śmieszne ;-) Na blogu też pojawiają się wspominki z moich podróży, które są dla mnie równie ważne i pasjonujące co gotowanie.

Fot. Cooking&eating