naukowcy w laboratorium fot. Fotolia

Polki w nauce

Poznaj życie 3 Polek - naukowców, matek i przede wszystkim kobiet.
naukowcy w laboratorium fot. Fotolia

Są naukowcami. Odnoszą sukcesy. Badają ludzki organizm, komórki, układy nerwowe. Pomagają innym, robią habilitacje. Są laureatkami programu L'Oréal Polska "Dla Kobiet i Nauki". Do tego są matkami, żonami, mają hobby, pasje i są kobietami. Zapytałam je o ich karierę naukową, o to, jakimi były uczennicami, studentkami, jak wygląda ich dzień pracy, ale i o to, jak radzą sobie jako kobiety. 

mgr biotechnologii Natalia Małek

Doktoryzuje się w Instytucie Farmakologii Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. W swojej pracy doktorskiej skupia się na zrozumieniu patomechanizmu bólu przewlekłego, w szczególności zaangażowania endogennych układów kanabinoidowego i waniloidowego w procesy przekazywania sygnału w układzie nerwowym.
 
Jak wygląda droga do kariery naukowca?
W uproszczeniu możnaby wyrysować prostą od podstawy do szczytu: student-doktorant-postdoc-samodzielny naukowiec-profesor. Ale taki scenariusz to idealny wzór i jak każdy idealny wzór (patrz lalka Barbie) z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Prawdziwe historie ludzi, którzy osiągnęli wiele w nauce uczą, że nie ma wzoru na naukowca. Nie ma też jednej drogi z jasnymi drogowskazami którędy iść, żeby dojść do tytułu profesora. Większości kroków zrobionych na tej ścieżce towarzyszy niepeność: Czy badania, które prowadzą mają sens? Czy znajdę odpowiedź na zadane pytanie? A co jak nie znajdę? Kobieta naukowiec do tego worka wrzuca wszystkie pytania dotyczące kobiety robiącej karierę: Czy już powinnam zajść w ciążę? A jak po ciąży już nie będę miała do czego wracać, bo moje badania przejmie ktoś inny? A jeśli już ktoś znajdzie odpowiedź na pytanie nad którym pracuję czy znajdę coś nowego interesującego? Czy będę w ogóle mieć całą tą wiedzę w głowie? Te wszystkie pytania sprawiają, że bardzo często zamiast prostej na szczyt mamy przerwy, przystanki, spadki w dół, czy kilometry na jednym poziomie. I dobrze, bo naukowcami zostają przede wszystkim ludzie ciekawi życia, dla nich nudna prosta byłaby zabójcza. 
 
Proszę opowiedzieć jakim była Pani uczniem. Czy już wcześnie w szkole widziała Pani swoje zainteresowanie dziedziną, którą obecnie Pani się zajmuje?
Wiem, że może powinnam skromnie powiedzieć, że byłam uczniem dobrym, ale to nie prawda. Byłam uczniem wybitnym. Uwielbiałam się uczyć i to wszystkiego – naturalny pociąg do wiedzy. Dodatkowo lubiłam wyzwania – po gimnazjum i klasie humanistycznej, poszłam do liceum o profilu politechnicznym, a maturę zdawałam z biologii i chemii. Byłam ambitna, cieszyło mnie zadowolenie "przełożonych", czyli nauczycieli i rodziców. Wyrosłabym na idealnego pracownika korporacji, gdybym usłuszność miała choć trochę większą. Ale możliwe że to właśnie upór najbardziej przydał mi się w pracy naukowej, w której trzeba być przygotowanym na to, że jak się ma szczęście to tylko 80% przeprowadzonych eksperymentów nie wyjdzie – jak się ma pecha to i 99% :)
 
Jakie skończyła Pani studia?
Skończyłam studia na Wydziale Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku biotechnologia (małżeństwo z miłości). Jestem również absolwentką Wydziału Farmaceutycznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku farmacja (małżeństwo z rozsądku).
 
Czy uważa Pani, że można pogodzić rolę naukowca z rolą żony lub matki?
Uważam że pogodzenie życia naukowego z ŻYCIEM per se jest trudne. Nie mam pojęcia jak kobiety godzą życie żon i matek z pracą naukową – wydaje mi się, że niestety rzeczywistości nie da się przeskoczyć i w momencie posiadania dzieci/rodziny trochę cierpi zarówno praca naukowa jak i życie rodzinne. Ale mam nadzieję, że pogodzenie tych dwóch światów jest możliwe.
 
Czy ma Pani jakieś pozanaukowe hobby?
Tu mogę podpisać się rękami i nogami pod stwierdzeniem: "Kocham to co robię". I moja praca jest moim największym hobby. Żeby nie wyjść na kompletnego geeka, powiem jeszcze, że uwielbiam podróże (na nieszczęście mojej mamy, która czasami nie sypia przez moje wojaże). Staram się wygospodarować czas na parę wyjazdów w roku – właśnie przygotowuję się na podbój Japonii. Myślę że ta miłość do podróży to zmodyfikowana miłość do nauki – w końcu nie bez przyczyny mówi się że podróże kształcą!
 
Jak wygląda Pani dzień pracy?
Jedną z najlepszych rzeczy w pracy naukowej jest jej różnorodność. Każdy dzień praktycznie wygląda inaczej. Co prawda przychodząc do pracy mam w głowie plan na dzień, ale zawsze może wydarzyć się coś niespodziewanego, co rozbija plan w perz. Dlatego ważne w pracy naukowej jest ustawianie priorytetów, bez tego człowiek może się pogubić. Myślę, że dzięki takiej "swobodzie czasowej" naukowcy mogą pozostać innowacyjni i kreatywni. 
 
Odsetek kobiet w nauce cały czas rośnie jednak dość wolno (w ciągu ostatnich 20 lat zwiększył się jedynie o 3%*). Jak to wygląda z Pani perspektywy? Czy coraz częściej zdarza się Pani pracować z kobietami?
Ja pracuję prawie z samymi kobietami. :) Promotorkami moich obu prac magisterskich były kobiety, promotorką pracy doktorskiej jest kobieta, podczas mojego stażu zagranicznego bezpośrednią przełożoną jest kobieta, ale..... dyrektorem instytutu jest mężczyzna, profesorem prowadzącym olbrzymie laboratorium jest mężczyzna, szefem ośrodka, w którym odbywam staż jest mężczyzna. Moim zdaniem nie mamy już dużego problemu z liczbą kobiet w nauce, ale raczej z ich równomiernym rozmieszczeniem na drabinie kariery. Ja miałam to szczęście, że nigdy nie dano mi odczuć, że jestem gorsza lub że się nie nadaje, bo jestem kobietą. Mam nadzieję, że na dalszych etapach kariery też tego nie odczuję. Jeśli poczuję to na pewno będę się buntować – obiecuję!
 
Czy może Pani zdradzić swoje naukowe plany na przyszłość?
Właśnie kończę doktorat i przeprowadzam się do Wrocławia (to ŻYCIE per se ). Będę szukała pracy, która zaspokoi mój apetyt na naukę. Jestem w momencie, w którym bardzo dużo kobiet odchodzi z nauki ze względu na trudności w znalezieniu satysfakcjonującej pracy lub przez ciążę, po której już nie czują się gotowe podjąć wyzwania jakie stawia przed nimi świat nauki. Ale jak już mówiłam ja jestem uparta i na pewno ten świat tak łatwo sobie ze mną nie poradzi.
 

Zobacz, jak zachęcić dziecko do nauki

 

dr nauk biologicznych Edyta Brzóska-Wójtowicz

Zajmuje się badaniem mechanizmów warunkujących regenerację uszkodzonych mięśni szkieletowych i możliwościami wykorzystania komórek macierzystych dla poprawy tego procesu. Swoją prace habilitacyjną wykonuje w Zakładzie Cytologii Uniwersytetu Warszawskiego.
 
Jak wygląda droga do kariery naukowca?
Formalnie kariera naukowa w Polsce rozpoczyna się po ukończeniu studiów, uzyskaniu tytułu zawodowego magistra oraz podjęciu studiów doktoranckich. Kolejnym etapem jest publiczna obrona pozytywnie zrecenzowanej pracy doktorskiej i nadanie stopnia doktora. Znaczący dorobek naukowy pozwala ubiegać się o najwyższy stopień naukowy, czyli habilitację. Stopień ten daje upragnioną przez pracowników naukowych samodzielność. Samodzielny pracownik naukowy, czyli doktor habilitowany, może nauczać, ubiegać się o stanowisko profesora, promować kandydatów do stopnia doktora, recenzować doktoraty i czynnie uczestniczyć w życiu uczelni lub wydziału. Pełnię szczęścia i uprawnień zapewnia jednak dopiero tytuł naukowy profesora. To formalności, które obrazują jak długa i trudna jest to droga. Poza ciężką, często żmudną i wymagającą pracą, naukowcy muszą aktywnie zdobywać finansowanie dla swoich badań, upowszechniać i dokumentować swoje osiągnięcia w formie publikacji w czasopismach naukowych oraz wykładów na krajowych i międzynarodowych konferencjach. Na uczelniach ponadto zobowiązani są do prowadzenia zajęć dydaktycznych, opieki nad magistrantami i licencjuszami. Pracy i obowiązków jest naprawdę dużo, ale satysfakcja ogromna. Trudno chyba znaleźć środowisko zawodowe, w którym spotkać można tylu pasjonatów i osób szczęśliwych, że mogą robić to, co kochają.
 
Proszę opowiedzieć jakim była Pani uczniem. Czy już wcześnie w szkole widziała Pani swoje zainteresowanie dziedziną, którą obecnie Pani się zajmuje?
Nie potrafię powiedzieć czy jest to regułą, ale byłam klasycznym wzorowym uczniem. Nie wiem, czy teraz nadawany jest ten zaszczytny tytuł i czerwona odznaka, którą przyszywało się do fartuszka. Zawsze odrobione lekcje, przeczytane lektury, porządek w tornistrze...nudy. Jedno jest pewne, że wbrew pozorom, nigdy nie musiałam poświęcać zbyt dużo czasu na przyswojenie materiału szkolnego. Obecnie wydaje się to niemożliwe, ale podczas edukacji w szkole podstawowej w domu nie uczyłam się chyba wcale. Jestem przekonana, że to dzięki fenomenalnym nauczycielom, których spotkałam na swojej drodze. Z obecnej perspektywy widzę jak ważne są pierwsze lata nauki w szkole. Tylko rzetelna i usystematyzowana wiedza podstawowa pozwala na jej dalsze rozbudowywanie i pogłębianie. Co do zainteresowań to tutaj również nikogo nie zaskoczę zawsze pasjonowała mnie biologia i kupowałam mnóstwo książek, atlasów, albumów.
 
Jakie skończyła Pani studia?
Biologia ogólna
 
Jak godzi Pani pracę naukową z rolą żony/ matki? Czy to jest lub było trudne?
Trudne to mało powiedziane, to coś jak "roller coaster". Bez pomocy najbliższych, współpracowników i przełożonych to chyba niemożliwe. Ale wiele kobiet fantastycznie daje sobie radę – biorę z nich przykład. Są też dobre strony, takie jak nienormowany (co nie oznacza krótszy) czas pracy i ogromne zadowolenie jak się uda.
 
Czy ma Pani jakieś pozanaukowe hobby?
Nic nadzwyczajnego, czym mogłabym zaskoczyć. Uwielbiam podróże. Sport nie jest moją mocną stroną, ale bardzo lubię narty, łyżwy, jazdę na rowerze. Sporo również czytam zwłaszcza Haruki Murakamiego, który pozwala oderwać się od rzeczywistości. Kiedyś nie opuściłam żadnej premiery kinowej czy teatralnej, obecnie z wiadomych względów są to raczej poranki. 
 
Jak wygląda Pani dzień pracy?
Niestety obecnie moja praca polega głównie na biurokracji, czyli nieustannym przygotowywaniu i poprawianiu publikacji, projektów, rozliczaniu grantów, sprawdzaniu prac magisterskich i licencjackich, przygotowywaniu wykładów, materiałów dla studentów, planowaniu eksperymentów, zamawianiu odczynników, sprawdzaniu postępów w realizacji badań i zawsze jestem w niedoczasie. Coraz rzadziej pracuję samodzielnie przy stole laboratoryjnym i bardzo żałuję, ponieważ to jest najprzyjemniejsza część naszej pracy naukowej. Mam nadzieję, że któregoś dnia znikną te wszystkie papiery i proporcje się odwrócą.
 
Odsetek kobiet w nauce cały czas rośnie jednak dość wolno (w ciągu ostatnich 20 lat zwiększył się jedynie o 3%*). Jak to wygląda z Pani perspektywy? Czy coraz częściej zdarza się Pani pracować z kobietami?
Biologia jest dziedziną, w której pracuje bardzo wiele kobiet. Faktem jednak jest, że habilitację i profesurę robią przede wszystkim mężczyźni. Szkoda, że potencjał kobiet nie jest tutaj w pełni wykorzystywany. Wynika to zapewne z uwarunkowań społecznych i sposobu wychowywania dziewczynek, ale również z kilku przyczyn obiektywnych. Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym czas na przygotowanie habilitacji to 8 lat, przy czym urlop macierzyński (obecnie roczny!!!) nie wydłuża tego okresu. Przy dwójce dzieci, kobiecie pozostaje 6 lat na "zrobienie" habilitacji, podczas gdy koledzy po fachu mają na to 8 lat. Wydaje mi się, że w związku z silną maskulinizacją wyższych stanowisk w nauce głos kobiet jest słabo słyszalny. Aby daleko nie szukać, od 1956 roku niezależnie od nazwy Ministerstwa, która ulegała zmianom, funkcję szefa pełniły tylko 2 razy kobiety.
 
Czy może Pani zdradzić swoje naukowe plany na przyszłość?
Obecnie rozpoczynamy dwa duże projekty, w których uczestniczę, nad wykorzystaniem mezenchymalnych komórek macierzystych pochodzących ze szpiku kostnego i tkanki tłuszczowej. Zakład Cytologii Wydziału Biologii na Uniwersytecie Warszawskim, w którym pracuję, od wielu lat bada procesy różnicowania komórek obecnych w mięśniach oraz przebieg regeneracji mięśni szkieletowych. Analizujemy również mechanizmy różnicowania komórek macierzystych w komórki mięśniowe. Obecnie jesteśmy na etapie, w którym chcemy wykorzystać całą zdobytą przez nas do tej pory wiedzę i zająć się możliwością zastosowania mezenchymalnych komórek macierzystych w terapii uszkodzeń mięśni.
 

Polska mama w amerykańskiej szkole: złe jedzenie, dobre wychowanie

 

lek. med., radioterapeuta Justyna Chałubińska-Fendler

Pracuje w Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Badania Pani Justyny dotyczą skutków ubocznych radioterapii występujących w zdrowych płucach, które pojawiają się zwykle po zakończeniu radioterapii u chorych na raka płuca, kiedy nie można już wpłynąć na zmiany w leczeniu.

 

Jak wygląda droga do kariery naukowca?

Zaczyna się ciekawością świata w dzieciństwie, uporem w dążeniu do uzyskania odpowiedzi w liceum, a później, na studiach, na dobre się rozkręca jak trafi się na wspaniałego mentora.  Poza tym to oczywiście ciężka praca, szczególnie jeśli łączy się np. pracę kliniczną z pracą naukową.

Proszę opowiedzieć jakim była Pani uczniem. Czy już wcześnie w szkole widziała Pani swoje zainteresowanie dziedziną, którą obecnie Pani się zajmuje?
Chyba byłam trudnym uczniem bo zadawałam dużo pytań, frustrowały mnie doświadczenia chemiczne w liceum, które nie zawsze wychodziły zgodnie z planem – to pewnie też irytowało nauczycieli, ale byli oni bardzo dobrymi, cierpliwymi pedagogami, za co jestem im ogromnie wdzięczna. W  liceum, od 1 klasy wiedziałam, że wybiorę kierunek medyczny i będzie to wydział lekarski. Alternatywą była Politechnika Łódzka i kierunek Biotechnologia – ale to był plan B. Pamiętam, że w szkole podstawowej myślałam o swojej przyszłości jako stomatologu pracującym we własnym gabinecie – oczywiście leczącym bezboleśnie.  Aktualnie, uśmierzanie bólu jest częścią mojej pracy w postaci prowadzenia radioterapii paliatywnej chorych na nowotwory.
 
Jakie skończyła Pani studia?
Skończyłam Wydział Lekarski UM w Łodzi oraz studia podyplomowe na Politechnice Łodzkiej  "Przetwarzanie i analiza obrazów w medycynie".
 
Jak godzi Pani pracę naukową z rolą żony/ matki? Czy to jest lub było trudne?
Ja mam trochę łatwiej bo jeszcze nie mam dzieci a mąż zajmuje się nauką - na szczęście dzięki temu mnie rozumie. 
 
Czy ma Pani jakieś pozanaukowe hobby?
Bardzo lubię jazdę konną, mimo, że zaczęłam bardzo późno. Nie tylko sprawia, że miło i aktywnie spędzam czas, ale uczy np. jasności i prostoty przekazu informacji.
 
Jak wygląda Pani dzień pracy?
Rytm dnia wyznacza praca w Oddziale Radioterapii i zależy od dnia. Zwykle zaczynam od najtrudniejszych rzeczy – czyli od obchodu na Oddziałach – tam mam pod opieką najciężej chorych. Później zwykle są najpilniejsi chorzy wymagający zaplanowania leczenia i wszelkich konsultacji. W międzyczasie rekrutujemy chorych do badań, pobieramy materiał i zbieramy dane kliniczne. Planowanie nauki i dydaktyki to zwykle już późne popołudnie i wieczór. W trakcie roku akademickiego w oddziale towarzyszą mi studenci, którym w ekspresowym tempie przekazujemy podstawy i założenia leczenia radioterapeutycznego.
 
Odsetek kobiet w nauce cały czas rośnie jednak dość wolno (w ciągu ostatnich 20 lat zwiększył się jedynie o 3%*). Jak to wygląda z Pani perspektywy? Czy coraz częściej zdarza się Pani pracować z kobietami? 
W środowisku medycznym jest dużo kobiet, nawet w specjalizacjach wymagających siły fizycznej i wytrzymałości takich jak chirurgia czy ortopedia, jednak Panie Profesor szefujące oddziałom nadal są rzadkością. Jest ich ciągle za mało, a uważam, że mają potencjał.
 
Czy może Pani zdradzić swoje naukowe plany na przyszłość?
Myślę, że będę kontynuować tematy związane  radiotoksycznością i analizą obrazów na potrzeby radioterapii (radiomiką).
 
*wynik raportu L'Oréal Polska "Piękne umysły – rola kobiet w świecie nauki"
 
 
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)