Do Unii za pracą

Coraz częściej spotykamy sie z sytuacją, że Polacy wjeżdżają za granicę za chlebem. Od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej nie mniej niż pół miliona mln Polaków przynajmniej przez krótki czas pracowało lub obecnie pracuje za granicą.
/ 30.06.2007 14:46

Coraz częściej spotykamy sie z sytuacją, że Polacy wjeżdżają za granicę za chlebem. Od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej nie mniej niż pół miliona mln Polaków przynajmniej przez krótki czas pracowało lub obecnie pracuje za granicą.

Nic w tym dziwnego. Rynki pracy krajów Unii Europejskiej kuszą nas większymi zarobkami, wyższym poziomem życia, a nasz kraj z pewnością nie wiele ma nam do zaoferowania.

Najwięcej zainteresowanych pojawia się zazwyczaj w okresie letnim. Okres wakacyjny sprzyja wyjazdom do pracy sezonowej. Coraz odważniej jednak Polacy rozważają perspektywy osiedlenia gdzieś w Europie na stałe i to z całymi rodzinami. Głównym powodem są zarobki. Polskie płace są sześciokrotnie niższe niż w Unii Europejskiej. Nawet młodzi, zdolni ludzie, po studiach wolą pracę fizyczną, za godziwą płacę.

Obecnie nasze członkostwo w Unii nie pozwala nam swobodne podejmowanie pracy we wszystkich krajach UE - ma to nastąpić dopiero przed 1 maja 2009. Najwięcej Polaków obecnie wyjeżdża do pracy w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Włoszech i Holandii.

Zaraz po przystąpieniu Polski do Unii, Polacy wykonywali prace proste i nie wymagające żadnych kwalifikacji. Zatrudniani w rolnictwie, na budowach oraz do opieki nad dziećmi czy osobami starszymi. Wiele osób, mimo wysokiego wykształcenia decydowało się na pracę w pubach, barach, restauracjach, czy przy zbiorach owoców. Obecnie w krajach Unii coraz częściej potrzebni są specjaliści z różnych dziedzin, głównie takich jak: budowlańcy, kucharze, kelnerzy i barmani, lekarze, informatycy, programiści. Coraz częściej potrzebne są osoby do administracji i marketingu.

Bezrobocie, czy niskie zarobki to jednak nie jest jedyny powód ucieczki. Złe traktowanie młodych ludzi jako pracobiorców, przedsiębiorców także przyczynia się do nagminnych wyjazdów. A w Europie Polacy zyskują coraz lepszą opinię. Są uważani za lojalnych i solidnych. Nie mają tendencji do częstej zmiany pracy, co pracodawcy bardzo sobie cenią. Legalnie zatrudnieni pracownicy z Polski mają takie same prawa, jak pracownicy lokalni. Poza tym młodzi ludzie nie widzą perspektyw na rozwój w kraju. Obce im jest również przywiązanie do Polski, patriotyzm, który w większym stopniu dotyczy ludzi w średnim wieku co również przyczynia się do wyjazdów.

Co to oznacza dla Polski? Emigracja z pewnością pomaga rozwiązać problem bezrobocia w naszym kraju. Ale jednak największym problemem może być utrata wysokiej klasy specjalistów. Unijne rynki pracy coraz częściej zabiegają o polskich pracowników. Najbardziej poszukują takich fachowców, na których prace zapotrzebowanie jest także w Polsce. Zjawisko to jest już bardzo widoczne w służbie zdrowia. Coraz więcej lekarzy oraz pielęgniarek wyjeżdża do pracy na zachód Europy. Jeśli zjawisko to się nasili możemy mieć problem z opieką medyczną.
Poza tym wyjeżdżają młodzi ludzie, co odbija się na tzw. potencjale rozrodczym polskiej populacji. Postępujący niż demograficzny w połączeniu z emigracją zarobkową młodych pracowników może doprowadzić do problemów w utrzymywaniu powiększającej się grupy emerytów i rencistów.
Z powodu emigracji Polaków do krajów Zachodniej Europy już mamy problem z pracownikami budowlanymi i rolnymi. Jedynym rozwiązaniem, aby w naszym kraju nie zabrakło rąk do pracy, jest podniesienie płac pracowników. Z kraju wyjeżdżają bowiem wybitni fachowcy, lekarze, pielęgniarki i jedynym sposobem, by ich zatrzymać jest wzrost wynagrodzeń.

Fala emigracji z jaką mamy obecnie w Polsce do czynienia, nie jest zjawiskiem nowym. W latach 80. XX w. z naszego kraju wyjeżdżało średnio 25 proc. absolwentów szkół wyższych. Aby złagodzić negatywne skutki migracji, Polska również powinna podjąć działania stymulujące migracje powrotne, np.: informować o pozytywnych zmianach w kraju, zachęcać do powrotu.

 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)