Zemsta po latach fot. Panthermedia

Zemsta po latach

Długo czekaliśmy na własne cztery kąty. Jednak wraz z mieszkaniem pojawił się sąsiad i zmory z przeszłości.
/ 21.03.2012 11:40
Zemsta po latach fot. Panthermedia
Nie mogłam się doczekać przeprowadzki do naszego pierwszego własnego mieszkania. Przez sześć lat małżeństwa tułaliśmy się po różnych wynajętych miejscach, przez co niejeden raz nasz związek wisiał na włosku. Oboje z mężem byliśmy zmęczeni tymczasowością, ciągłymi zmianami i humorami właścicieli. Teraz miało być zupełnie inaczej.
Kiedy więc stanęłam pod naszym blokiem, aż zakręciło mi się w głowie ze wzruszenia. Spojrzałam na czwarte piętro, na nasz balkon, i już miałam powiedzieć, jaki jest ładny, gdy silne uderzenie w łydkę podcięło mi nogi.
– Kora! – usłyszałam tubalny głos.
Bo tym, co mnie podstępnie zaatakowało, okazał pełen życia i wigoru szczeniak – owczarek niemiecki.
– Bardzo panią przepraszam! Ona jest jeszcze młodziutka i głupia. Po prostu chciała się bawić – usprawiedliwiał się jej pan.
– Ależ nic nie szkodzi – uśmiechnęłam się do niego. – Sama miałam kiedyś psa. I kto wie, może znowu sobie kupię? Wprowadziliśmy się do tego bloku! – pochwaliłam się mężczyźnie z dziecięcą radością.
– Tak? Ja również! – powiedział. – No to jesteśmy sąsiadami.

Wreszcie miało być cudownie
Przyjrzałam mu się uważniej. Dość wysoki, postawny, był chyba mniej więcej w moim wieku. Wyglądał szalenie sympatycznie z tymi
trochę za długimi włosami spadającymi mu na oczy. „Fajnie będzie mieć takiego sąsiada” – pomyślałam.
Pogadaliśmy chwilę o sprawach dotyczących osiedla i wykonawcy, i już mieliśmy się rozejść w miłej atmosferze, gdy pojawił się mój mąż. Nagle poczułam się tak, jakby marcowe słońce przysłoniła wielka czarna chmura.
– Cześć, Tomek – mój mąż zimnym tonem odezwał się do sąsiada.
– Piotrek? – ten się zdziwił.
– Tak, rozmawiasz akurat z moją żoną – mąż nerwowo zacisnął szczęki.
– No popatrz, jaki ten świat jest mały! – roześmiał się facet. – Właśnie się zgadaliśmy, że jesteśmy sąsiadami.
– Serio? Co za przypadek… – wycedził Piotr przez zęby.
– Prawda? – Tomkowi uśmiech nie schodził z twarzy. – No to na razie, do miłego, bo pewnie jeszcze nie raz się zobaczymy – pomachał nam i odszedł, pogwizdując, a pies pobiegł za nim.
– Skąd się znacie się? – spytałam.
– Ze szkoły – rzucił sucho.
Za dobrze go znałam, żeby nie wyczuć w jego zachowaniu wściekłości. Dotarło do mnie z przeraźliwą jasnością, że za tą znajomością kryło się coś więcej niż zwyczajne koleżeństwo z lat szkolnych.
Miałam zamiar dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, bo aż skręcało mnie z ciekawości, lecz nie chciałam nalegać. Gdybym zaczęła naciskać na Piotrka, tylko zamknąłby się w sobie. Musiałam wyczuć odpowiedni moment, a tamten na pewno do nich nie należał.

Wkrótce okazało się, że nasz synek i córeczka Tomka są w tej samej grupie w przedszkolu. Ja odprowadzałam Maciusia, a on swoją Joasię, bo jego żona jeździła do pracy na wcześniejszą godzinę. Spotykaliśmy się więc przed ósmą przy przedszkolnej bramie i zamienialiśmy kilka słów. Nic dziwnego, że po kilku miesiącach wiedzieliśmy już o sobie całkiem sporo. Z czasem te krótkie rozmowy przestały nam wystarczać.
Czy już wtedy czułam coś więcej do Tomka? Nie wiem… Trudno mi na to odpowiedzieć. Faktem jest, że obdarowywał mnie zainteresowaniem, którego tak mi brakowało ze strony męża.
Jęczał, że pracuje na dwa etaty. A ja to niby co?
Piotrek jest szalenie skrytym człowiekiem. Uważa, że każdy powinien radzić sobie sam ze swoimi problemami, i skoro on nikogo nimi nie obarcza, to i jego nikt nie powinien nimi obciążać, nawet żona. Nie rozumie kobiet i ich podejścia do życia. Nie wie, że czasem wystarczy zwyczajna rozmowa, uwaga, z jaką słuchamy drugiej osoby, aby przestały ją dręczyć wątpliwości.
Z seksem u nas także nie było zbyt różowo. Sądziłam, że kiedy się przeprowadzimy, to znikną wszelkie problemy i natychmiast w łóżku znowu zaczniemy czuć się cudownie. Tymczasem nic się nie zmieniło… Może nawet pogorszyło, bo Piotrek twierdził, że jest ciągle przemęczony urządzaniem mieszkania.
– Daj mi spokój, ja teraz pracuję właściwie na dwóch etatach – powtarzał, chodząc z wiertarką po mieszkaniu, jakby chciał pokazać, jak ciężko haruje.
„Dwa etaty? Ja tak mam od zawsze!” – myślałam z ironią.
A Tomek ? Z Tomkiem było zupełnie inaczej. Nadawaliśmy na tych samych falach. Miał cudowny dar podnoszenia mnie na duchu w rozmaitych trudnych sytuacjach. W końcu zaczęłam się łapać na tym, że coraz częściej brakuje mi rozmowy z nim w ciągu dnia.
– Mnie też… – stwierdził, patrząc mi głęboko w oczy, gdy mu kiedyś powiedziałam o tym niby w żartach.

Od tamtej pory zaczęliśmy do siebie dzwonić i esemesować. Tyle razy w ciągu dnia, że w pewnym momencie przestraszyłam się, co pomyśli sobie Piotrek, kiedy przypadkiem odkryje, jak bardzo się z Tomkiem polubiliśmy. Żeby tak się nie stało, kupiłam dodatkową kartę telefoniczną o innym numerze i przekładałam ją do swojego telefonu, kiedy chciałam porozmawiać z Tomkiem.
Wiedziałam, że to, co robię, wobec męża nie jest w porządku. Po raz pierwszy miałam przed nim tajemnice. Jednak nie potrafiłam się powstrzymać. Co więcej, nie chciałam…
Kiedy pojawił się między mną a sąsiadem temat seksu? Jakieś aluzje czyniliśmy już od jakiegoś czasu. Najpierw żartobliwe, potem coraz bardziej serio. Tomek nie nalegał, ale czułam, że mu na tym zależy. Pochlebiało mi to. Któraż kobieta nie chce się czuć pożądana? Tym bardziej, kiedy mąż jej unika…

Drżałam na myśl, że jutro znowu go zobaczę
W końcu podczas jednego z naszych niewinnych spotkań zaczęliśmy się całować. Najpierw nieśmiało, a potem jakby wybuchł między nami ogień. Wtedy stało się jasne, że nic nas nie powstrzyma przed pójściem do łóżka. Ani nasi partnerzy, ani brak miejsca, w którym moglibyśmy się kochać. Oczywiście nasze mieszkania nie wchodziły w grę.
Pewnego dnia, po kilku miesiącach kradzionych pocałunków i pieszczot, Tomek dał mi do zrozumienia, że może od kolegi pożyczyć klucze do jego mieszkania.
Czułam się zupełnie jak przed swoim pierwszym razem.
Umówiliśmy się na spotkanie. Przez ten czas musiałam wymyślić sobie jakąś wiarygodną wymówkę dla Piotrka, dlaczego nie będzie mnie w domu przez kilka godzin. Zastanawiałam się, czy zwalić wszystko na pracę, czy może poprosić o alibi którąś z koleżanek… Nie chciałam przecież zniszczyć mojego małżeństwa, tylko przeżyć coś ekscytującego.
Jednak jakoś nie mogłam się zdecydować, choć już powiedziałam Tomkowi, że wszystko załatwiłam i na pewno się zobaczymy.
Spojrzałam na wyświetlacz i zrobiło mi się gorąco…
Dzień przed schadzką zdecydowałam, że nie będę się zwierzała żadnej znajomej, która może mieć długi język i przysporzyć mi tym kłopotów. Zwyczajnie powiem Piotrkowi, że spotkałam dawno niewidzianą koleżankę i idę z nią na kawę, a jakby coś działo się
z synkiem, to jestem pod komórką.

Proste rozwiązania są najlepsze! Rano w dniu randki szczególnie starannie ubrałam się do pracy. Piotrek akurat brał prysznic, więc szybko włożyłam nową bieliznę, którą kupiłam specjalnie na tę okazję i dotąd trzymałam ukrytą w szafie. Wybrałam takie rzeczy, o których wiem, że się nie gniotą, i będą świetnie wyglądały nawet po tym, jak rzucę je na podłogę. Robiło mi się gorąco, kiedy wyobrażałam sobie, jak Tomek mnie z nich rozbiera…
W końcu zreflektowałam się, że chyba jestem spóźniona, więc zawołałam synka, który bawił się w swoim pokoju, żeby się pośpieszył. W odpowiedzi przybiegł, przynosząc mi komórkę.
– Mamo, był esemes do ciebie – powiedział i już go nie było.
Odruchowo przeczytałam wiadomość. W pierwszej chwili myślałam, że Tomek potwierdza miejsce spotkania, bo w nagłówku widniał numer jego komórki, a pod nim nazwa hotelu i godzina spotkania. Jednak treść esemesa zwaliła mnie z nóg. „Twoja żona będzie dziś w tym hotelu. Nie wierzysz? Sprawdź!”.

Nagle zrozumiałam, co to oznacza, i zrobiło mi się słabo… Komórka, którą mi przyniósł synek, należała nie do mnie, tylko do Piotra! Ktoś właśnie powiadomił go o mojej randce z Tomkiem! Ale kto? Przecież adres i miejsce znały tylko dwie osoby – ja i Tomek!
Oszołomiona natychmiast wykasowałam esemesa i odłożyłam telefon na miejsce. Jak lunatyczka ubrałam syna i bez słowa pożegnania wyszłam z nim do przedszkola spóźniona o dobre dwadzieścia minut, które zresztą uratowały moje małżeństwo. Bo to oczywiście Tomek wysłał tego esemesa, sądząc, że nie ma mnie już w domu. Doskonale wiedział przecież, o której mam autobus do pracy,
w końcu setki razy odprowadzał mnie z przedszkola na przystanek.
„Dlaczego to zrobił?!” – tłukło mi się po głowie, bo niczego nie mogłam zrozumieć. Czułam się zdradzona, oszukana i zbrukana. Zawierzyłam facetowi, który udając szaloną miłość, knuł intrygę przeciwko mojemu mężowi…
Czułam, że jego zachowanie ma coś wspólnego z przeszłością i czasami szkolnymi. Ale co to mogło być?
Co tak silnie zaważyło na stosunku Tomka do Piotra, że był w stanie nawet poderwać jego żonę i w ten sposób zniszczyć mu małżeństwo? Przecież ryzykował też szczęście swojego związku…
Postanowiłam, że tego wieczoru wyciągnę z Piotrka całą prawdę na temat ich wspólnej przeszłości.

Przyznaję, uwiodłam, lecz wcale nie jego
Kiedy zbliżała się godzina mojego wyjścia z pracy, zadzwonił Tomek, upewniając się, czy przyjdę. Głos miał tak uwodzicielski, że z trudem zachowałam spokój. „Kto go nauczył tak grać?” – pomyślałam, udając zniecierpliwienie.
Powiedziałam, że na pewno będę w hotelu i nie zamierzam się wycofać, a on chyba uznał, że głos mi drży z podniecenia, bo tylko zaśmiał się lubieżnie.
Kiedy się rozłączył, wyjęłam z telefonu swoją sekretną kartę, której używałam do rozmów z Tomkiem, i wyrzuciłam ją do koszta pod moim biurkiem. Na zawsze. A potem spokojnie pojechałam jak co dzień do domu.
Nie mam pojęcia, czy mój niedoszły kochanek tamtego wieczoru próbował się ze mną jeszcze porozumieć, bo karty już nie miałam, a na mój zwykły numer nie zadzwonił. Za to ja zamiast niego uwiodłam swojego własnego męża…
Fikuśna bielizna bardzo się do tego przydała, Piotrek się nią zachwycił. Bardzo go też zaskoczyłam otwartością na seks…. Tak więc dzięki Tomkowi kochaliśmy się tamtej nocy jak za dawnych lat.
A potem, kiedy leżeliśmy w łóżku, spleceni ze sobą, zmęczeni i szczęśliwi po fantastycznych doznaniach, Piotrek wreszcie powiedział mi, dlaczego panowie za sobą nie przepadają.
– Mój ojciec miał romans z jego matką – zaczął. – Kiedyś był z niego niezły podrywacz. Podobno żadna kobieta nie mogła mu się oprzeć, w tym matka Tomka. Mieliśmy wtedy obaj po 14 lat.
Słuchałam, głaszcząc go po włosach.
– Co gorsza – ciągnął Piotr – to on ich wtedy nakrył baraszkujących w łóżku, bo wrócił do domu wcześniej. Nawet nie chcę myśleć, co czuł na ich widok… Sprawa się rozniosła, bo od razu powiedział wszystko swojemu ojcu. A ten, zamiast obić gębę mojemu, odszedł od żony. I tak Tomek stracił oboje rodziców, dom i beztroskie dzieciństwo. Wiem, że nigdy mi tego nie zapomni, chociaż nie było w tym w ogóle mojej winy.
„Ani mojej! – pomyślałam. – A przecież mnie chciał użyć do swojej zemsty! Jak on się do tego szykował! Jak mnie oplatał swoim niby zainteresowaniem… To nie jest całkiem normalny facet – uznałam z lekkim przerażeniem. – On się powinien leczyć. Ale to już nie moja sprawa”.
Nazajutrz minęłam Tomka w przedszkolu, nie zaszczycając go spojrzeniem. Nie próbował mnie zaczepić.
Od tamtej pory minęło już pół roku, a ja nadal traktuję go jak powietrze. Czyli tak, jak sobie na to zasłużył.