muszę spłacać długi babci fot. Adobe Stock

„Nigdy nie zastanawiałam się, skąd babcia ma na wszystko pieniądze. Kiedy umarła, to ja musiałam spłacać jej długi”

Wydawało mi się, że moja babcia jest rozsądną kobietą. Nigdy więc nie pomyślałam, że kiedy odejdzie, pozostawi po sobie nie tylko żal i smutek...
/ 09.02.2021 08:28
muszę spłacać długi babci fot. Adobe Stock

Nie urodziłam się pod szczęśliwą gwiazdą. Tego byłam pewna. Najpierw, przed kilkunastu laty, mnie i mamę opuścił ojciec. Mama z początku udawała przede mną, że się trzyma. Nie chciała przyjmować od ojca pieniędzy, które przysyłał.

– Nie potrzebuję od niego jałmużny – usłyszałam kiedyś, jak mówiła do babci Zosi, swojej mamy.

Niestety, wkrótce mama załamała się i zaczęła popijać. Babcia zabrała mnie do siebie. U niej przynajmniej miałam codziennie obiad. Czasem odwiedzała nas sąsiadka mamy.

Babcia była dla mnie jak matka

– Pani Zosiu, tam się dzieją straszne rzeczy – opowiadała babci. – Córka pije już z najgorszymi menelami z okolicy. Kilka razy musieliśmy wzywać policję. A raz prawie naga spała pod klatką schodową – od tych słów włosy jeżyły mi się na głowie.

Tamtego wieczoru długo płakałam w poduszkę. Wreszcie stało się: mama zmarła.

Sąd ustanowił babcię rodziną zastępczą dla mnie. Do ojca, który niespodziewanie się pojawił, nie chciałam pójść.

Przeprowadziłyśmy się do bloku, w którym mieszkałam z mamą. Babcia wzięła kredyt w pracy i odremontowała zdewastowane mieszkanie. Dorosłam, poszłam do pracy. Nie zarabiałam kokosów, ale starczało na opłaty i jedzenie. Na ciuchy i kosmetyki dawała mi babcia.

Była już na emeryturze, ale potrafiła gospodarować swoimi i moimi pieniędzmi. Przynajmniej tak mi się wydawało...

Nie brakowało nam niczego: miałyśmy przyzwoite meble, telewizor, wideo.
– Jak już coś kupować, to dobrej marki, żeby starczyło na lata. Znasz przysłowie, że biednego nie stać na byle co? – powtarzała mi często.

– Babciu, koleżanka zaprosiła mnie na wesele, a ja nie mam w czym pójść – zaczęłam jej kiedyś płakać w rękaw.

– Nic się nie martw, Asiu, mam akurat kilka złotych. Wystarczy? – wręczyła mi trzy banknoty stuzłotowe. To była prawie połowa mojej pensji!

– Jesteś kochana – uściskałam ją.

Babcia miała pieniądze zawsze, kiedy ich potrzebowałam

Po weselu jeszcze kilka razy zwracałam się do babci z prośbą o pożyczki. Nigdy nie odmawiała.

– Jesteś niesamowita – stwierdziłam któregoś dnia. – Opłacasz rachunki, kupujesz jedzenie i ciuchy. I jeszcze masz zaskórniaki. Gdybym tylko ja tak umiała... – rozmarzyłam się.

– To jest o wiele łatwiejsze, niż ci się wydaje. Wystarczy tylko bardzo chcieć – stwierdziła babcia zagadkowo i pogłaskała mnie po głowie.

Nawet przez chwilę zastanawiałam się, co miała na myśli, ale wkrótce wyleciało mi to z głowy.

Co tam – myślałam – pewnie te emerytury nie są wcale aż takie małe, jak ciągle mówią w radiu i telewizji. A może babcia ma jakieś zaskórniaki z dawnych lat?

Kilka miesięcy później, w pracy poproszono mnie do telefonu.
– Zosia nie żyje... – usłyszałam w słuchawce głos sąsiadki, pani Kowalik.

Babcia zmarła i wtedy zaczęły się moje problemy

Natychmiast pobiegłam do domu. Dowiedziałam się, że pani Kowalikowa przyszła do babci pożyczyć soli. Nikt nie odpowiadał na pukanie, więc nacisnęła klamkę i weszła. Babcia leżała w przedpokoju, tuż obok stoliczka z telefonem.

Chyba próbowała wezwać pomoc. Lekarza wezwała sąsiadka, ale pogotowie przyjechało za późno. Lekarz stwierdził zawał. Całej tej opowieści sąsiadki słuchałam jednym uchem, bo niewiele do mnie docierało.

Jak ja będę żyć tak zupełnie sama? – to jedno tłukło mi się po głowie. Nie wiedziałam, że najgorsze jeszcze przede mną...

Kilka dni po pogrzebie odwiedziła mnie pewna kobieta.
– Współczuję pani, ale... – urwała.
– Ale co? – chciałam wiedzieć.

Wtedy ona wyjęła z torebki plik kartek i wręczyła mi jedną z nich.

Otrzymałam kwotę 5 tysięcy i zobowiązuję się spłacić ją, wraz z odsetkami, w ratach po 250 złotych, do końca 2018 roku – przeczytałam, zdumiona. Oświadczenie było z całą pewnością napisane przez babcię.

– Jak to? – zapytałam.
– No chyba nie sądzi pani, że kupiła to wszystko z emerytury – kobieta uśmiechnęła się ironicznie i powiodła wzrokiem po mieszkaniu. – Od lat brała u mnie pożyczki.

Babcia była zadłużona, teraz to ja miałam spłacać pożyczki

O Boże! A ja, głupia, myślałam, że babcia Zosia jest taka zaradna!

– Z pustego i Salomon nie naleje – kobieta jakby czytała w moich myślach. – A ja nie jestem instytucją charytatywną i dlatego przyszłam panią poinformować, jak się sprawy mają.

Oszołomiona, usłyszałam, że pieniądze mam spłacać w terminie, jaki ustaliła babcia.

Za każdy dzień zwłoki naliczamy odsetki. Uprzedzam, że są wysokie – zabrzmiał lodowaty głos.
– Ale... – próbowałam jej przerwać.
– Nie obchodzi mnie, kto brał pożyczkę! Miło pani ładnie mieszkać? To niech pani spłaca. Przyjdę za tydzień, po forsę – zapowiedziała i wyszła.

Przez pół nocy nie zmrużyłam oka. Jak babcia mogła się tak zachować? Perspektywa, że co miesiąc, przez kilka lat, mam spłacać po dwieście pięćdziesiąt złotych, przerażała mnie. Przecież kobieta powiedziała wyraźnie, że raty skończą się dopiero w 2018 roku.

– Skoro babcia pożyczyła pieniądze bez twojej wiedzy, nie musisz ich spłacać! – stwierdziła kategorycznie moja koleżanka, Ela.

Łatwo jej było mówić, bo nie wiedziała, od kogo babcia wzięła gotówkę.
– Nie chcesz płacić? To uważaj, bo niedługo będziesz leżała koło babki – wysyczała wściekłym głosem moja wierzycielka, gdy przyszła po pieniądze, a ja nie miałam ani grosza.

Powiedziała, że ten jeden raz przedłuży mi termin o kolejny tydzień, ale potem...

Nie miałam powodów, by jej nie wierzyć. Widziałam, jaki obleśny typ ją podwozi pod mój blok... Pewnie straszyła nim takich jak ja.

Kobieta groziła mi i naliczała odsetki

Co robić? Sprzedać meble? Nikt nie zapłaci za nie tyle, ile są warte. Policja? Zanim oni zajmą się tą sprawą, mną zajmie się kwadratowy goryl, który jeździł z egzekutorką.

Zaciskałam więc pasa i spłacałam zobowiązania babci. Szybko jednak zrozumiałam, że nie dam rady, bo na życie nie zostawało mi już nic. Bywały dni, że jedynym moim posiłkiem był jogurt i bułka, które kupowałam u siebie w pracy, w sklepie...

Na pewno chciała dobrze – próbowałam w duchu rozgrzeszać babcię. Myślała, że sama ureguluje wszystkie rachunki. Nie zdążyła...

Pętla zaciskała się coraz bardziej. Czynszu nie płaciłam już trzeci miesiąc, za prąd też miałam zaległości...

– Nie wytrzymam tego dłużej – popłakałam się, kiedy odwiedziła mnie Ela.
– Nie przejmuj się, na pewno razem coś wymyślimy – Ela przytuliła mnie serdecznie. – Czekaj... A nie spróbowałabyś zamienić mieszkania? – zapytała.

– Co masz na myśli? – spytałam.
– Na razie jesteś sama, Nie masz męża, dzieci. Powinna ci wystarczyć kawalerka – zaczęła mi tłumaczyć.

To nie był zły pomysł. Ela zajęła się wszystkim. Szybko okazało się, że jej daleka kuzynka chce zamienić mieszkanie na większe.

– Z nieba mi pani spadła – powitałam ją, kiedy przyszła zobaczyć mieszkanie.

Zamieniłam mieszkanie na mniejsze

Ustaliłyśmy, że Kasia z mężem i dziećmi wprowadzą się za dwa tygodnie. Następnego dnia spisałyśmy umowę u notariusza i od razu dostałam sumę, która pozwoliła mi załatwić najważniejszą dla mnie sprawę. Resztę pieniędzy miałam otrzymać w ciągu miesiąca.

Kiedy kilka dni później odwiedziła mnie ta okropna baba od lichwiarskich pożyczek, nie mogłam się powstrzymać. Najpierw położyłam odliczoną kwotę raty, a później... jak z cylindra dołożyłam resztę. Patrzyła okrągłymi ze zdziwienia oczami. Pewnie zastanawiała się, skąd nagle mam gotówkę...

– Mam nadzieję, że już więcej nie będę musiała pani oglądać – powiedziałam słodkim głosikiem.

W milczeniu przeliczyła banknoty i schowała je do torebki. Dopiero wtedy oddała mi to nieszczęsne oświadczenie babci.

– Jeszcze proszę tutaj napisać, że oddałam całą kwotę – podsunęłam jej usłużnie kartkę, wyrwaną z zeszytu. A kiedy wyszła, zaczęłam się pakować...

Zamieszkałam w niewielkiej, ale miłej kawalerce. Na szczęście zmieściły się tam wszystkie meble i sprzęty z poprzedniego mieszkania. A ja obiecałam sobie jedno: nigdy w życiu nie zaciągnę u nikogo żadnego długu. Wolę żyć skromnie, na takim poziomie, na jaki naprawdę mnie stać.

Czytaj więcej prawdziwych historii:Latami nienawidziłam ojca, bo odszedł do kochanki. Potem zakochałam się w jej synuZłapałam na dziecko syna znanego polityka. Teraz się nami nie interesujeMoje drugie małżeństwo prawie się rozpadło. Postanowiliśmy starać się o dziecko na zgodę