Matka opiekująca się dziećmi fot. Adobe Stock

„Mam 39 lat, dwóch synów i męża, który traktuje mnie jak kucharkę i sprzątaczkę. Nie chcę tak żyć”

Mam prawie czterdzieści lat, męża i dwoje małych dzieci. Moje życie to kierat. Dawno zapomniałam, że jestem… kobietą. Chcę odmiany!
/ 15.09.2020 05:48
Matka opiekująca się dziećmi fot. Adobe Stock

Ależ mi się podobało mieszkanie przyjaciółki. Nie byłam u niej kilka tygodni. Aldona w tym czasie zrobiła malowanie i kupiła nowe meble. Wnętrze prezentowało się olśniewająco. Z pewnym żalem wspomniałam moje ciasne dwa pokoje, których ściany tu i ówdzie były pomalowane kredkami,  a podłogi i meble wciąż zasłane zabawkami i grami chłopców oraz ubraniami męża, który nie uznawał szaf. W sumie jednak, gdyby nie te jego ciuchy porozwieszane na krzesłach i fotelach, czasem mogłabym zapomnieć, że jestem mężatką. Janek dużo pracuje…

Tymczasem przyjaciółka opowiadała, jak bardzo mi zazdrości męża i synów. Dziwiłam się w duchu, że pragnie zamienić swoje wygodne życie singielki pracującej w dużej korporacji na inne, pełne troski wyrzeczeń. Czułam się przytłoczona codziennością, a wiele spraw między mną i mężem nie układało się tak, jak powinno.
– Coraz trudniej poznać kogoś odpowiedniego – skarżyła się Aldona. – Zalogowałam się więc na portalu randkowym.
– Czytałam sporo o takich znajomościach. Wszystkie się źle skończyły. Nie boisz się, że spotkasz jakiegoś zboczeńca? A co z twoim sąsiadem?  – przypomniałam sobie. – Mówiłaś, że kilka razy wniósł ci zakupy…
– Owszem, miły człowiek, ale jest niższy ode mnie – przyjaciółka aż się skrzywiła. – A na zboczeńca równie dobrze można wpaść na przystanku autobusowym. Chodź, Mirka, pokażę ci, co napisałam. Mój przyszły mąż ma być właśnie taki.

Zerknęłam na ekran monitora: „Przystojny, wrażliwy, czuły, a jednocześnie męski i zdecydowany.  Musi lubić życie w dużym mieście i romantyczne weekendy na wsi, a także kochać podróże i sport. Ma być jednocześnie domatorem i duszą towarzystwa. Powinien dobrze gotować. Kochać piękno. Doskonale zarabiać…”.
– Aldona, tacy faceci nie istnieją. – parsknęłam śmiechem.
– Nie masz racji. Trzeba dobrze szukać. Pokażę ci zdjęcia.
Gdy przeglądałyśmy fotografie na portalu, moją uwagę zwrócił profil pewnego prawnika. Spodobało mi się to, co napisał o sobie. Powiedziałam o tym Aldonie.
– Nie dołączył zdjęcia – skrzywiła się. – Pewnie jakiś brzydal.
– Albo odwrotnie. Może nie chce być oceniany po wyglądzie. Na twoim miejscu umówiłabym się z tym… – spojrzałam na ekran. – Z Hubertem.
– Mirka, a może ty masz na niego ochotę?
– Gdybym nie była mężatką, to kto wie – roześmiałam się. – Ale zostawiam go tobie. Pa, Aldonko, muszę lecieć.
Pojechałam do domu, marząc o ciszy i spokoju. Było już po dwudziestej drugiej; miałam nadzieję, że Janek położył chłopców spać. Tego dnia miał pierwsze od miesięcy wolne popołudnie.

Na klatce schodowej usłyszałam dźwięki muzyki i odgłos rozmów. A w mieszkaniu oprócz męża byli jego dwaj koledzy ze studiów.
– Mirka. Dobrze, że już wróciłaś. Chcielibyśmy jeszcze wyskoczyć na chwilę. Bartek dostał nową pracę. Trzeba to oblać. I nie martw się, dzieci śpią.
– Myślałam, że ten wieczór spędzimy razem – powiedziałam z wyrzutem. – Ciekawe, jak ty wstaniesz rano do pracy.
– Mireczko, nie bądź taka zasadnicza. Wrócę za godzinę.
– To idź sobie – powiedziałam twardo i odwróciłam się plecami do wszystkich.
Tak właśnie wygląda małżeństwo. Wieczne nieporozumienia! Aldona nie zdaje sobie sprawy, czego mi zazdrości. No, chyba że ten nieznajomy z Internetu nie jest taki jak inni faceci.

Snując niewesołe rozważania, wykąpałam się i położyłam do łóżka. Czekałam na powrót Janka, zastanawiając się, dlaczego ostatnio coraz częściej się kłócimy. Kilka lat temu znajomi nazwali nas najszczęśliwszą parą dziesięciolecia. Co się z nami stało?
Zasypiałam już, gdy wreszcie wrócił. Chwilę pohałasował w łazience, potem poczułam na szyi jego usta. Wkurzyło mnie to.
– Zostaw. – fuknęłam.
– Gniewasz się? Daj buzi.
– Nie liczysz się ze mną, robisz, co chcesz, zachowujesz się lekkomyślnie. – wysyczałam.
– Jesteś dziecinna. Nie, to nie – powiedział zgaszonym głosem Janek i odsunął się ode mnie.

Na mężu wiele razy się zawiodłam

Rano pojechał do pracy. Ja zjadłam z dziećmi śniadanie. Posprzątałam mieszkanie, usiłując jednocześnie dopilnować, żeby Antoś i Adaś w ferworze zabawy nie zrobili sobie i kotu krzywdy.
Wreszcie, ubrawszy dzieci, poszłam do parku. Chłopcy szaleli na placu zabaw. Ja, siedząc na ławce, rozmyślałam o swoim życiu. To prawda, że Janek ciężko pracuje, dzięki czemu nawet nieźle wiążemy koniec z końcem. Nie przejął się, kiedy po urodzeniu dzieci straciłam pracę. Przeciwnie: powiedział, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie byłam już przecież najmłodsza, chłopcy przyszli na świat po wielu latach starań. Rodząc starszego, Antosia, miałam 35 lat.

Janek brał nadgodziny i prace zlecone. Dlatego prawie nie bywał w domu. Natomiast mnie dni mijały w kieracie domowych obowiązków – zakupy, gotowanie, sprzątanie, opieka nad dzieciakami. Czułam się równie zmęczona jak mój mąż. I znużona szarą codziennością. Nie wiem, może dlatego zrobiliśmy się dla siebie opryskliwi i czepialiśmy się jedno drugiego o byle drobiazg.

A jeszcze nie tak dawno wieczorami Janek grał na gitarze specjalnie dla mnie skomponowane serenady na dobranoc. Chodziliśmy do kina, wyjeżdżaliśmy za miasto. Gdzie się podział ten romantyzm? Chciałam, żeby magia pięknych chwil wróciła. Postanowiłam działać.
W najbliższy piątek powiedziałam Jankowi, że wieczorem czeka go niespodzianka. Pod koniec dnia zrobiłam ulubione danie męża, schab ze śliwkami. Nakryłam stół pięknym, haftowanym obrusem. Postawiłam nowe talerze, kieliszki do wina i ozdobny lichtarz ze świecami. Położyłam dzieci spać, a potem włożyłam bluzkę z głębokim dekoltem. Starannie ułożyłam włosy

Tymczasem mijały godziny, a mąż nie przychodził. O 22 przysłał mi SMS-a, żebym na niego nie czekała. Zirytowana napiłam się wina. Tuż przed północą Janek stanął na progu.
– Mirka, musiałem zostać dłużej w pracy. Pomagałem nowemu koledze, bo nie radził sobie z projektem. Dlaczego masz taką dziwną minę? Stało się coś?
– To się stało, że przygotowałam twój ulubiony schab, licząc, że zjemy go razem przy świecach. Mówiłeś, że wrócisz wcześnie.
– Ojej, jeszcze będzie okazja. Kumple zamówili pizzę, więc i tak nie jestem głodny… Ej, co ty wyprawiasz? Nie rób tego.
Mąż złapał mnie za rękę. Za późno. Salaterka ze schabem wylądowała na jego butach. Odwróciłam się na pięcie, weszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami.

W domu nastały ciche dni. Janek zupełnie mnie ignorował. Nie widziałam już możliwości pogodzenia się z nim. Co dopiero mówić o jakichś wspólnych chwilach i miłych przeżyciach. Czułam się przygnębiona. Chciałam opowiedzieć o wszystkim Aldonie i usłyszeć jej opinię. Wprawdzie moja przyjaciółka nie radziła sobie z własnym życiem osobistym, lecz często łatwiej jest pomóc innym niż sobie. Aldona zaproponowała, żebyśmy spotkały się po pracy. W lokalu o wdzięcznej nazwie „Gwiazdeczka”.
– Muszę ci coś powiedzieć, Mirka. Umówiłam się tam z Hubertem z Internetu, pamiętasz?
– To po co ja mam przychodzić? – zdumiałam się.
– Pogadamy sobie przed moją randką. Kiedy zjawi się Hubert, pójdziesz sobie. A jeżeli się okaże, że to jakiś odrażający typ, wyjdę za tobą. Dobrze?

Zgodziłam się.

Tego dnia, zostawiwszy szalejące dzieci pod opieką zaprzyjaźnionej sąsiadki, zjawiłam się w „Gwiazdeczce”. Zamówiłam kawę i czekałam na Aldonę, gdy zadzwonił telefon. To była ona.
– Mirka? Kochana, przepraszam. Nie mogę przyjść. Zebranie się przeciągnęło. Proszę, zaczekaj na tego Huberta. Poznasz go bez problemu po bukiecie herbacianych róż.  Przeproś go ode mnie. Umówię się z nim kiedy indziej.
Minęło jakieś pół godziny, gdy podszedł do stolika. Wysoki, ciemnowłosy, ściskał w dłoni piękne róże.
– Pani to pewnie Aldona?
– Jestem jej koleżanką. Aldona przeprasza, ale zatrzymali ją w pracy – tłumaczyłam, przypatrując się wybrankowi przyjaciółki.
Miałam rację. Ten facet był cholernie przystojny i świetnie ubrany.
– Spieszysz się? – zapytał, siadając przy stoliku. – Może wypijemy drinka i porozmawiamy? 
– Dobrze – odpowiedziałam oszołomiona. – Jestem Mirka.
– Hubert, miło mi cię poznać… Pracujesz gdzieś w pobliżu?
– Ja w ogóle nie pracuję – przyznałam ze wstydem. – Opiekuję się dwójką dzieci.
– Wykonujesz bardzo ciężką i odpowiedzialną pracę. Ludzie z reguły jej nie doceniają – powiedział z namysłem. – Twój mąż ma szczęście. Opowiedz mi o nim.
Zawahałam się. Hubert popatrzył uspokajająco.
– Czasem człowiek musi opowiedzieć komuś o swoim życiu. Co ci zależy, przecież nie zobaczymy się więcej. Wyobraź sobie, że spotkaliśmy się przypadkiem w pociągu. Później każde wysiądzie na swojej stacji. Poza tym jestem prawnikiem, zatem potrafię słuchać i dochować tajemnicy.
– Niech będzie – zgodziłam się, walcząc z zażenowaniem. – Mój mąż jest wspaniały i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Tylko… ostatnio często powstają miedzy nami spięcia. Janek bardzo dużo pracuje. Czuję się samotna, a wychowywanie dzieci i prowadzenie domu strasznie mnie męczą. Wpadliśmy z mężem w beznadziejną rutynę. Nie mamy dla siebie czasu, a przez to wszystko zrobiłam się okropnie wybuchowa.
Zamilkłam, zaskoczona swoją wylewnością.

Widywaliśmy się odtąd regularnie

Hubert przez chwilę przyglądał mi się w zadumie.
– Czasem warto zapomnieć o rutynie i zrobić coś szalonego – odezwał się w końcu. – Żeby się zrelaksować, poczuć, że się żyje. Myślałaś o tym, Mirka?
– Mnie ostatnio brakuje czasu nawet na marzenia.
Siedzieliśmy w „Gwiazdeczce” kilka godzin. Hubert był nie tylko świetnym słuchaczem, ale potrafił również opowiadać.

Dowiedziałam się o jego ulubionych filmach i książkach. O tym, że lubi podróżować. Najlepiej na własną rękę lub w małym gronie przyjaciół. O dzieciństwie spędzonym w małym miasteczku. O kolegach w pracy. Słuchałam, coraz bardziej zafascynowana. Późnym wieczorem odprowadził mnie na przystanek.
– Dziękuję za wspaniałe popołudnie – powiedziałam. – Przekażę Aldonie, że jesteś super.
Popatrzyliśmy na siebie. Nagle Hubert otoczył mnie ramieniem, a za chwilę poczułam jego usta na swoich. Poddałam się pocałunkowi z rozkoszą, by szybko wyrwać z miłych objęć.
– Mirka, proszę, nie gniewaj się. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś podobnego. Jesteś piękna i inteligentna. Niesamowita. Spotkajmy się jeszcze, dobrze?

Mimo wyrzutów sumienia zaczęłam regularnie spotykać się z Hubertem. Najczęściej w „Gwiazdeczce”.
Czułam się jak we śnie, wciąż pod jego urokiem. Wreszcie poczułam się nie jak żona i matka, tylko prawdziwa kobieta.
– Nie mogę przestać o tobie myśleć – mówił mi. – Chcę zasypiać i budzić się obok ciebie…
– Hubert, przestań, przecież my nie mamy wspólnej przyszłości. Jestem mężatką, matką…
– A twoje marzenia i potrzeby? – dopytywał. – Chciałbym cię zaprosić do domu i kochać się z tobą. Wiem, że też o tym myślisz. Proszę, Mireczko, nie odrzucaj pochopnie swojego szczęścia.

Wreszcie umówiłam się z Aldoną i o wszystkim jej opowiedziałam. Otwarcie i szczerze do bólu.
– Sytuacja wymknęła mi się spod kontroli. Pogubiłam się i nie wiem, co robić. Czuję się winna wobec Janka i chłopców – zakończyłam roztrzęsiona.
– Przede wszystkim poderwałaś mi faceta – Aldona spojrzała na mnie z wyrzutem; miałam nadzieję, że udawanym.
– Przepraszam, Aldi, to był przypadek. Nie myślałam…
– Mniejsza o to. I tak go już nie chcę. Niechcący otworzyłaś mi oczy. Teraz widzę, że dobrze robię, umawiając się z sąsiadem. To człowiek, który naprawdę się mną interesuje.
– Aldona, ja naprawdę tego nie chciałam, ale przy Hubercie pierwszy raz od dawna czuję się cudownie – przyznałam. – Jak… nie wiem. Jak w kinie na filmie o miłości. Ale boję się, bo nie wyobrażam sobie, że mogłabym odejść od Janka. Co robić?
– Dziewczyno, zejdź na ziemię i pomyśl. Życie to nie film – Aldona była bezwzględna. – Hubert pragnie się z tobą kochać, tak? Ach, jakie to romantyczne… Guzik. Facet po prostu chce mieć niezobowiązujący romans z mężatką, i tyle.
– On wcale tego nie planował. To przeznaczenie, rozumiesz?!
– Przestań. Znam ten typ. Odpowiedz sobie uczciwie na pytanie: czy on chce być z tobą na zawsze? Z twoimi dziećmi?
– Ale… ale… – jąkałam się.
– Z Jankiem życie jest strasznie monotonne, a z Hubertem wszystko było takie romantyczne.
– Nietrudno być romantycznym, kiedy nie trzeba się martwić rachunkami, kredytami. Problem w tym, że od rzeczywistości się nie ucieknie. Mirka, masz udaną rodzinę. Zapewniam cię, że ciebie i Janka łączy romantyczna miłość. Straciliście ją tylko z oczu. Może warto jej poszukać? Nawiasem, powiedz, kto się zajmował dzieciakami, gdy biegałaś na randki?
– Sąsiadka. A potem Janek – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Zaczął wykonywać prace zlecone w domu, więc może teraz pilnować chłopców.
– Widzisz, jaki jest twój Janek. Przy okazji zrozumiał, że potrzebujesz czasu dla siebie, prawda? Pogłówkuj i wymyśl coś, co moglibyście wspólnie robić tylko dla przyjemności.
– Myślisz, że nie próbowałam?
– Więc spróbuj jeszcze raz. Nie wierzę, że wam się nie uda.
– Z nas dwóch ja byłam zawsze realistką, a ty bujałaś w obłokach – mówiłam, ocierając łzy. – Co się z nami stało, Aldi?
– Z boku wszystko wyraźniej się widzi. A ja dobrze ci radzę.
Wieczorem przytuliłam się czule do męża. Dawno tego nie robiłam. Zdziwiony Janek podniósł na mnie rozjaśnione oczy.
– Miruniu kochana. Ostatnio dużo o nas myślałem… Chciałbym, żebyśmy znowu spędzali czas tylko we dwoje.
Przytuliłam go mocniej.
– Może wyjedziemy w jakieś piękne miejsce na kilka dni? – wyszeptałam prosto do jego ucha.

Wkrótce będziemy w Pradze. Zarezerwowaliśmy już pokój przy samej starówce. Dziećmi zajmie się w tym czasie moja mama. Do Huberta napisałam maila z informacją, że więcej się nie spotkamy. Chcę przywrócić urok miłości istniejącej między mną i mężem. Powinno się udać.

Obojgu nam przecież na tym zależy. Oboje potrzebujemy czułości, romantyzmu i oderwania się co pewien czas od codzienności. Żeby było jak w kinie.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”