Tęsknota za mężem fot. Adobe Stock

„Wiadomo, że praca za granicą jest lepiej płatna. Mój mąż pojechał 2 lata temu do Anglii, a ja boję się o nasze małżeństwo”

Każdy wie, że za granicą można zarobić dużo więcej pieniędzy niż w Polsce. Tylko jakim kosztem? Ja dowiedziałam się, że to żaden zysk...
/ 28.07.2020 10:58
Tęsknota za mężem fot. Adobe Stock

Dorota, pokaż – wyciągnęła rękę po zdjęcia moja koleżanka Helena. – Szczepan? Proszę, jakie urodziwe kobitki sobie skombinował!
– Dajcie popatrzeć – Edyta i Jola również z ciekawością rzuciły się oglądać fotki, które przysłał z Anglii mój mąż.

Wyjechał ponad 2 lata temu. Przyjeżdżał co drugi miesiąc na weekend. Przyznam, że bałam się go puszczać. Miał 27 lat, gdy wyjeżdżał. Grzeczny, miły i kompetentny. Złote ręce na oddziale opieki medycznej. Świetny pielęgniarz i człowiek.
– Schudł – zauważyła Hela. – I to bardzo – dodała, patrząc na mnie badawczo.
Wzruszyłam ramionami.
– Co się dziwisz? Tyra na dwa etaty, chce zarobić na domek z ogródkiem.

Wiele razy rozmawiałam ze Szczepanem na temat sensowności tego wyjazdu. Mieszkaliśmy u moich rodziców. Oboje pracowaliśmy w szpitalu na oddziale intensywnej opieki medycznej. Gdy pojawiła się okazja, żeby pojechać i zarobić, mąż się do tego zapalił. Przy rodzicach wcale nie było nam źle, ale jego ciągnęło na swoje. Miałam 26 lat, bardzo męża kochałam i nie wyobrażałam sobie dłuższej rozłąki. Obiecał, że to potrwa najwyżej 3 lata. W końcu z oporami się zgodziłam.

Liczyłam upływające dni, a Szczepan odkładał funty i snuł bajeczne plany.
– Zobaczysz, zbudujemy piękny parterowy domek z ogródkiem – mówił.
Moi rodzice dziwili się, że pozwoliłam mu wyjechać tak daleko od domu.
– Kiedyś to mieszkanie będzie wasze – przekonywała mama. – Poza tym na rozstaniu miną wam najpiękniejsze lata…

Szczepana poznałam na studiach pielęgniarskich. Był tam rodzynkiem. Szybko zbliżyliśmy się do siebie, po roku zostaliśmy parą. Oczywiście zapytałam go, czemu wybrał tak sfeminizowany zawód.
– Kiedy miałem 12 lat, tato nagle stracił przytomność. Leżał w kuchni na posadzce, trzymał się za klatkę piersiową, a ja blady ze strachu nie potrafiłem mu pomóc. Zmarł, zanim przyjechało pogotowie. Została mi tylko mama… Wydawało mi się, że będzie żyła wiecznie, nigdy się na nic nie skarżyła. Pewnego dnia powalił ją wylew. Ponad 5 lat leżała sparaliżowana w domu. Od pielęgniarek, które do niej przychodziły, nauczyłem się podstaw pomocy obłożnie chorym. Opiekowałem się mamą do jej ostatnich dni…

Pobraliśmy się zaraz po ukończeniu studiów. Zamieszkaliśmy u rodziców i rozpoczęliśmy pracę w szpitalu. Teraz, kiedy nie było go przy mnie, bardzo brakowało mi tych chwil sam na sam. Z każdym dniem coraz bardziej tęskniłam. Leżałam na naszym małżeńskim łóżku i rozmyślałam, jak to będzie, gdy przyleci w sobotę. Raz na dwa miesiące. Rodzice nie ułatwiali mi życia. Wciąż słyszałam uwagi, że koleżanki pozachodziły już w ciążę, a ja na co czekam?
– Samotny, przystojny mężczyzna to pokusa dla kobiet – mówiła mama. – Wiele nie potrzeba, żeby się zapomnieć…
– Szczepan taki nie jest. On mnie kocha. – broniłam go ze wszystkich sił.
Mama tylko westchnęła ciężko.
– Siedziałby tu, w kraju, a nie podcierał tyłki starym Anglikom – dodał tato.

Mąż pracował w domu opieki nad osobami starszymi w zachodniej Anglii. Praca ciężka. Miał pod opieką osoby leżące, które trzeba umyć, nakarmić, masować, zmieniać im pampersy… Podziwiałam męża za tę jego determinację, ale trudno mi było nie zgodzić się z rodzicami.

Teraz koleżanki też zrobiły dużo, żeby mnie zdołować.
– Przyznaj się w końcu, ile już zarobił – zażądała Helena.
– Wystarczy może na małe mieszkanko.
– To pewnie Szczepan niebawem wróci, prawda? – chciała wiedzieć Jolka.
– Tylko żeby tam sobie kogoś nie znalazł… – zmartwiła się Edyta.

Tego się chyba najbardziej bałam… Zwłaszcza wieczorami, gdy sama kładłam się do łóżka, zastanawiałam się co teraz robi Szczepan. Rósł we mnie lęk, czy rzeczywiście nie pojawił się ktoś w jego życiu. Zebrałam zdjęcia i z grobową miną włożyłam je do koperty. Bardzo żałowałam, że zgodziłam się na jego wyjazd.
– Skoro przysłał zdjęcia, pewnie szybko go nie zobaczysz – zauważyła Helena.
Chciało mi się płakać. One trzy wrócą po zmianie do domów, gdzie czekają ich mężowie i dzieci. A ja? Będę siedzieć sama i wiecznie czekać, aż on wróci… Postanowiłam z mężem porozmawiać.
– Kochanie, przemyślałam sprawę – oznajmiłam mu jeszcze tego samego wieczoru przez telefon. – Ja tak dalej nie jestem w stanie żyć. Albo wracasz i będziemy razem, albo… – głos mi zadrżał i rozpłakałam się, po czym wydusiłam z siebie: – Wróć, bo tęsknię za tobą!

Nie musiałam długo czekać. Zadzwonił z wieścią już następnego dnia po pracy.
– Dorota, wracam do Polski za tydzień. Już na stałe – powiedział, a ja myślałam, że zacznę skakać po mieszkaniu z radości.
Kiedy zobaczyłam go na lotnisku, rzuciłam mu się na szyję. Bałam się tylko, że będzie miał mi za złe to ultimatum…
Nie jesteś na mnie zły? – spytałam.
Uśmiechnął się i pokręcił głową.
– W domu opieki zaprzyjaźniłem się z pewną starszą panią. Opowiadała mi dużo o swoim życiu. Jej mąż pracował jako marynarz. Małżeństwem byli 45 lat, a tylko 15 spędzili razem. Reszta im upłynęła na rozstaniach. Nie chcę, żeby to nam się przytrafiło – zakończył, obejmując mnie. A więc wreszcie uświadomił sobie, co jest naprawdę ważne. Hurra!

Następnego dnia Szczepan pokazał mi wyciąg z konta. Za tę kwotę nie mógł wybudować domu. Powiedziałam mu o tym.
– Na razie nie, ale w niedalekiej przyszłości jak najbardziej – odparł.
– Jak to? – zdziwiłam się.
– Nie wystarczy na dom, ale wystarczy na rozkręcenie interesu – wyjaśnił. – Założymy wypożyczalnię sprzętu rehabilitacyjnego! Mnóstwo starszych, schorowanych ludzi potrzebuje kul łokciowych, balkoników, wózków inwalidzkich, koncentratorów tlenu, łóżek rehabilitacyjnych. Nasz zakład będzie czynny całą dobę!
– Szczepan, chcesz zainwestować wszystkie zarobione pieniądze…?!

Nie podobało mi się to ani trochę. Przecież mogłoby się nie udać – i co wtedy?
– Nie martw się, tylko połowę.
Przytulił mnie. Czułam jego ciepło i siłę. Położyłam mu palec na wargach, żeby już nie mówił o tym pomyśle. Ale on się nadal upierał, że to strzał w dziesiątkę. W Anglii sprawdza się znakomicie.
– U nas w mieście jest sklep, ale nie ma wypożyczalni – powiedział. – Wielu osób nie stać na kupno sprzętu, a my będziemy go udostępniać za przyzwoitą cenę.
Mówił z takim entuzjazmem…. No cóż, w końcu mnie przekonał.

Moi rodzice postanowili się dołączyć. Zdrowie im dopisywało, chcieli pomóc. Przez dwa dni jeździliśmy po sąsiednich województwach, odwiedzając profesjonalne wypożyczalnie. Widziałam nowoczesny wystrój i zadowolonych klientów, wynajmujących sprzęt dla swoich dziadków czy schorowanych rodziców. Byłam pod wrażeniem. Taka wypożyczalnia miała sens i była bardzo potrzebna. Wynajęliśmy parter budynku w centrum miasta. Remont trwał trzy miesiące. Szczepan zadbał o stronę techniczną, ja o estetyczną.

Potem mąż pojechał do Anglii kupić używany sprzęt rehabilitacyjny w dobrym stanie. Nie miałam czasu na pracę w szpitalu. W końcu złożyłam wymówienie.
– Dorota, co ty wyprawiasz? – zdziwiła się Helena. – Tu masz pewną, spokojną pracę. Nie rzucaj tego, mówię ci…
– Wierzę, że nam się uda – odparłam.

Rzeczywiście się udało! Już w pierwszym dniu mieliśmy kilkunastu klientów. Biznes się szybko rozwijał. A kolejną bardzo trafną decyzją było otwarcie wypożyczalni na całą dobę. I faktycznie zdarzało się, że ludzie przychodzili po jakiś sprzęt nocą, bo cierpiący pacjent wymagał natychmiastowej pomocy. Z zaplecza przyglądam się, jak Szczepan rozmawia z klientami. Szczególną troskę okazuje ludziom starszym, schorowanym. Jest wobec nich wyjątkowo miły i delikatny. Czy patrząc na nie, oczyma wyobraźni widzi swoją matkę lub ojca? Mam wrażenie, że tak.

Firma od dłuższego czasu dobrze prosperuje i spełnienie naszych marzeń jest na wyciągnięcie ręki. Przyszłą wiosną rozpoczynamy budowę naszego wymarzonego domku z ogródkiem!

Przeczytaj więcej listów do redakcji:„Czekaliśmy na dziecko 12 lat. Syn urodził się 10 tygodni wcześniej z poważną wadą serca. Dlaczego los tak mnie pokarał?”„Moja żona zmarła przy porodzie. Ja nie byłem gotowy zostać samotnym ojcem i po prostu oddałem córkę do adopcji”„Zaszłam w ciążę w wieku 15 lat i bardzo długo to ukrywałam. Bałam się reakcji rodziców”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)