Życie w toksycznym związku fot. Adobe Stock

„Po 10 latach uciekłam od przemocowego męża. Tajemniczy nieznajomy z internetu miał być dla mnie szansą”

Musiałam zacząć wszystko od zera. Sama, z dzieckiem. Ale wolałam to niż życie w poniżeniu. Czułam, że tracę wiarę w samą siebie.
/ 15.10.2020 06:56
Życie w toksycznym związku fot. Adobe Stock

Siedziałam na podłodze i spoglądałam na puste ściany i piętrzące się kartony z naszymi rzeczami. Obok mnie leżało pudełko z resztkami pizzy i stała butelka po winie. Tamtego dnia wyprowadziłam się z córką od męża i uznałam, że jest to powód do świętowania.

Znalazłam dodatkową pracę, wynajęłam kawalerkę i kupiłam kilka podstawowych mebli. Zamierzałam urządzić przytulne gniazdko dla mnie i mojego dziecka. Byłam dumna, że odważyłam się zostawić męża i spróbować żyć samodzielnie, choć zarazem bardzo bałam się przyszłości.

Złego dobre początki

Z Jackiem byliśmy małżeństwem od 10 lat. Na początku mąż mnie kochał, wspierał i szanował. Był opiekuńczy, gdy byłam w ciąży i pomagał mi zajmować się maleństwem. Niestety, z czasem nasze relacje bardzo się pogorszyły. Jacek chciał, abym wzięła urlop wychowawczy.
– Dziecku najlepiej będzie z mamą, a i tak niewiele zarabiałaś – przekonywał.

Odpowiadało mi to rozwiązanie. Lubiłam domowe obowiązki i cieszyłam się, że nie muszę oddawać dziecka do żłobka ani wynajmować opiekunki. Jednak Jacek szybko zaczął mi wypominać, że nie pracuję zawodowo i rozliczać z każdej wydanej złotówki.
– Ciężko pracuję, nie mogę pozwolić, żebyś szastała pieniędzmi – powtarzał.
– Ja też pracuję, wiesz, ile kosztuje wynajęcie niańki i gospodyni domowej?
– Nie gadaj głupstw, jesteś żoną i matką i masz obowiązek zająć się domem i dzieckiem – śmiał się w odpowiedzi.

Nie mogłam się doczekać, kiedy Julka pójdzie do przedszkola i będę mogła wrócić do pracy. Na szczęście udało mi się znaleźć wolny etat w bibliotece.
– Co to za praca? Układanie książek na półce? – Drwił Jacek. – Ale ty się nawet nie nadajesz do ambitnej pracy.
– Dlaczego ciągle mnie krytykujesz i poniżasz?! – złościłam się. – Jeśli się nie zmienisz, to odejdę od ciebie, gdy tylko usamodzielnię się finansowo!
– To chyba w przyszłym wcieleniu – drwił. – Twoja pensja wystarcza ci zaledwie na trochę szmat z ciucholandu.

Początek końca

Po pół roku pracy dostałam podwyżkę, ale nie wspomniałam o tym mężowi. Nie wiedział też, że w tajemnicy przed nim założyłam konto i odkładałam niewielkie kwoty. Czułam, że pewnego dnia nie wytrzymam z nim psychicznie, a wtedy te pieniądze pozwolą mi stanąć na nogi.
– Może powinniśmy pójść na terapię do poradni rodzinnej, tak dłużej nie możemy razem żyć – mówiłam, gdy pakowałam rzeczy moje i Julki.
– Tobie by się przydała wizyta u psychiatry, mnie to niepotrzebne – odparł.

Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Na progu stał mój ojciec. Przywiózł Julkę, moją córkę, którą poprzedniego dnia zawiozłam do rodziców na czas przeprowadzki.
– Dobrze, że jesteście – ucieszyłam się. – Tato, pomóż mi złożyć biurko dla Julki i szafkę – poprosiłam.
– Co ci przyszło do głowy, żeby uciekać od Jacka i to do takiej wynajętej nory? – Dziwił się zbolałym głosem. – Chłopak zaradny, zarabia, nie pije, nie bił cię.
– Robił awantury, obrażał mnie, kłóciliśmy się ciągle, a dziecko na nas patrzyło i słuchało – próbowałam tłumaczyć.
– Dziecko to powinno się wychowywać w pełnej rodzinie, poza tym jak ty sobie sama poradzisz z małą? – biadolił.
– Daj spokój, tato, lepiej zacznij składać biurko, a ja spróbuję napompować materace – westchnęłam ciężko.
– Ojej, to nawet łóżka normalnego nie macie? – kręcił głową z niedowierzaniem.

Z domu zabrałam tylko dokumenty i ubrania. Jacek wiele razy powtarzał mi, że to jego dom, bo odziedziczył go po dziadku, a na urządzenie go sam zarobił. Kilka dni po mojej wyprowadzce przyszedł do mnie zabrać Julkę na weekend.
– I co, zadowolona jesteś? Wyprowadziłaś się do tej nory, rozwaliłaś rodzinę, zmarnowałaś dziecku dzieciństwo – mówił wyniosłym tonem. – Co zamierzasz? Bo ja już cię z powrotem nie przyjmę.
– Nie będziesz musiał, nie wrócę do ciebie! – powiedziałam i zatrzasnęłam drzwi.

Wiedziałam, że małżeństwa nie da się uratować. Złożyłam pozew rozwodowy bez orzekania o winie. Nie chciałam opowiadać o naszych problemach i przeżywać je na nowo. Jacek zobowiązał się regularnie płacić alimenty, a ja obiecałam nie utrudniać mu kontaktu z dzieckiem.

Nowe życie

Zaczęłam nowy rozdział w życiu. W dzień pracowałam, wieczory spędzałam z córką, a bezsenne noce na przeglądaniu portali internetowych. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby włączyć się w dyskusję o rozwodach. Zainteresowały mnie wypowiedzi faceta o nicku Stanley.

„Niedawno się rozwiodłem, żona mnie zostawiła, nie rozumiem, jak mogłem do tego dopuścić?” – pisał. „Ja też jestem świeżo po rozwodzie, wiem, jak trudno jest się pozbierać, gdy rozpada się rodzina” – odpisałam. „Powiedziałem wiele przykrych słów żonie, nie przeprosiłem, nie chciałem rozmawiać o naszych problemach, a teraz mam za swoje” – żalił się. Zrobiło mi się szkoda tego faceta. „On chyba naprawdę kochał swoją żonę, tylko się pogubił” – myślałam. Wymieniliśmy się numerami gadu-gadu i często pisaliśmy do siebie. Lubiłam te nasze rozmowy internetowe, ale obok komputera toczyło się normalne życie.

Jacek przychodził po Julkę i nie przepuścił okazji, żeby mi dokuczyć.
– Ale schudłaś! To chyba ze zmartwienia, co? Rozumiem, że samotnej matce jest ciężko, ale sama tego chciałaś – mówił, uśmiechając się ironicznie.
– Niewiele schudłam, tylko inaczej się ubieram, nareszcie mogę sobie kupić fajny ciuch i nie żałuję na fryzjera, bo nikt mnie nie rozlicza – odparowałam.
– Będę musiał się przyjrzeć, na co wydajesz alimenty dla Julki! – rozzłościł się.

Tego wieczoru znów pisałam do Stanleya: „Jest złośliwy, uwielbia sprawiać mi przykrość” – żaliłam się. „Mnie też jest dziś smutno, zauważyłem, że była żona jest beze mnie szczęśliwa i w ogóle dobrze sobie sama radzi.” Pewnego dnia Stanley zaproponował mi spotkanie w kawiarni.

Nie liczyłam na romans, ani nawet nie myślałam, że to będzie randka. Pomyślałam, że fajnie byłoby się spotkać od czasu do czasu w realu, pogadać, napić się kawy, wyjść na spacer. Umówiliśmy się, że on będzie miał czerwoną różę, a ja będę ubrana w zielony płaszcz. Weszłam do kawiarni i zauważyłam pod oknem przygarbioną postać bruneta. Na stole leżała róża, a on sam był do mnie odwrócony plecami.
– Witaj Stanley – powiedziałam, podchodząc do niego. Spojrzał zaskoczony, a ja ze zdumienia przez chwilę nie mogłam ruszyć się z miejsca. To był Jacek!
– Co ty tu robisz?! – wydusiłam.
– Umówiłem się z kobietą w zielonym płaszczu – odparł, patrząc na mój prochowiec.

Patrzyliśmy na siebie i nagle zrozumiałam. To on był tajemniczym przyjacielem z Internetu. Odwróciłam się do wyjścia.
– Majka, zaczekaj, porozmawiajmy, proszę – usłyszałam jego głos.
Tamtego dnia po raz pierwszy poważnie i szczerze rozmawialiśmy o nas.
– Przepraszam, że byłem dla ciebie taki okropny – tłumaczył, patrząc mi w oczy. – Jeśli mi wybaczysz i zechcesz wrócić, to ja przyrzekam, że nie pożałujesz, możemy nawet pójść na tę terapię, jeśli chcesz, tylko daj mi szansę – prosił.

Przez chwilę się wahałam, a w mojej głowie przewijały się wspomnienia z naszych kłótni, rozpraw rozwodowych i z ostatnich miesięcy, gdy odzyskałam równowagę emocjonalną i cieszyłam się odzyskaną wolnością.
– Nie, Jacku, nie wrócę do ciebie, ty już miałeś swoją szansę, a teraz po prostu ci nie wierzę i nie ufam i cieszę się, że odważyłam się odejść od ciebie, mam nareszcie poczucie własnej wartości i wiem, że poradzę sobie – wyjaśniłam. Wstałam i z podniesioną głową wróciłam do domu.

Więcej listów do redakcji: „Teściowa to hetera, która ciągle mnie krytykuje i poucza. W uszach mam tylko jej ciągły jazgot”„Nasza miłość przetrwała życiowe burze, a pokonały ją drobne nieporozumienia. Mąż odszedł bez wyjaśnienia”„Mąż zdradził mnie z moją przyjaciółką, a ja postanowiłam, że już zawsze będę sama. Życie zdecydowało inaczej...”