Młody mężczyzna odnaleziony przez biologiczną matkę fot. Adobe Stock

„Biologiczna matka urodziła mnie w wieku 15 lat i porzuciła. Teraz wróciła, błagając o przebaczenie”

„Każdy zwrócił na nią uwagę - seksowna, piękna i świetnie ubrana laska stała pod szkołą i przyglądała się mi z uwagą. Odnalazła mnie po 17 latach, by wyznać mi prawdę”.
/ 21.11.2020 06:58
Młody mężczyzna odnaleziony przez biologiczną matkę fot. Adobe Stock

Czasem się mówi, że coś spada na człowieka jak grom z jasnego nieba. Nie wiem, czy to powiedzenie jest w stanie zrozumieć ktoś, kto tego nie doświadczył na własnej skórze. Ja doświadczyłem, prawie 15 lat temu, będąc w pierwszej klasie znanego wrocławskiego liceum.

Pewnego wiosennego dnia wychodziłem ze szkoły z kumplem. Przed bramą stała atrakcyjna blondynka. Michał trącił mnie w bok.
– Ty, patrz, jaka laska – syknął. – Widać, że starsza, ale jakie nogi…
Kobieta rzeczywiście była co najmniej po trzydziestce. I faktycznie miała piękne długie nogi, wyraźnie widoczne dzięki krótkiej spódniczce.
– Ciekawe, na kogo czeka – mruknął Michał. – Pewnie na któregoś belfra.

Kiedy szliśmy w jej stronę, dostrzegłem, że kobieta patrzy na mnie. Jej spojrzenie było skupione, jakby badawcze. Speszyło mnie to. Nigdy nie miałem wielkiego powodzenia u płci przeciwnej, a co dopiero u takich atrakcyjnych, starszych babek. Michał też zauważył spojrzenie kobiety, bo chrząknął znacząco.

Odwróciłem wzrok, poczułem się dziwnie głupio.

Chętnie bym gdzieś w tamtej chwili uciekł, ale nie było innego wyjścia z budy, musiałem przejść obok niej. Miałem tylko nadzieję, że mnie nie zaczepi przy rówieśnikach. Chyba zabiliby mnie śmiechem!

– Janusz? – usłyszałem swoje imię. Próżne były moje nadzieje, kobieta podeszła do mnie.
– Janusz , zgadza się – wykrztusiłem.
– Janusz Ralejczyk? – upewniła się.
– Tak, to ja – zaczęła mnie ogarniać złość; atrakcyjna, bo atrakcyjna, ale czy musiała mi robić obciach przy innych?
– Chciałabym z tobą porozmawiać – powiedziała bardzo poważnie.

Podchwyciłem spojrzenie Michała. Drwina mieszała się w nim z zazdrością i jakby podziwem. Na twarzy miał krzywy uśmiech. No cóż – nie owijając w bawełnę – przecież marzeniem każdego nastoletniego ogiera jest „zaliczyć” taką ładniutką mamuśkę. W gronie kumpli nieraz o tym rozmawialiśmy. Jednak w głosie tej kobiety nie mogłem doszukać się jakiejkolwiek kokieterii. Naprawdę nie wyglądało to na niespodziewany, nachalny podryw.
– O czym mamy rozmawiać? – spytałem ostrożnie, zatrzymując się.
– To bardzo osobiste – odparła.

Czułem, jak oblewa mnie gorący rumieniec

Uczniowie przechodzili obok, patrzyli na nas, słyszałem już stłumione chichoty dziewczyn i jakieś szepty… Nie, nie przesadzajmy, te szepty to była tylko gra wyobraźni. Na ruchliwej ulicy panował zbyt wielki hałas, żebym mógł coś podobnego słyszeć. I tak było mi potwornie głupio. Niewyobrażalnie. Dlaczego przyczepiła się właśnie do mnie? Do jednego z najbardziej nieśmiałych chłopaków w szkole?
– Proszę dać mi spokój – powiedziałem ostro; ostrzej nawet, niż zamierzałem.

Michał stał obok mnie. Już się nie uśmiechał głupkowato. Z boku, dla przechodzących, ta sytuacja mogła wydawać się dwuznaczna, lecz przecież mój kumpel słyszał, w jaki sposób kobieta mówi.
– Bardzo proszę – powtórzyła, a w jej oczach ze zdumieniem zobaczyłem łzy.

Powiem szczerze – przestraszyłem się. „Wariatka!” – przeleciało mi przez myśl, więc odwróciłem się bez słowa, żeby odejść, no i wtedy usłyszałem coś, co sprawiło, że nogi wrosły mi w ziemię.
– Jestem twoją matką – powiedziała kobieta niezbyt głośno. – Biologiczną matką… – dodała zaraz. Siedzieliśmy w kawiarni w Rynku. Wciąż jeszcze byłem oszołomiony. Nie, nie tym, że okazałem się adoptowanym dzieckiem – to wiedziałem, rodzice powiedzieli mi o tym już dość dawno.

Szok miałem za sobą. Wtedy, kiedy to usłyszałem, byłem bardzo rozżalony, ale mama powiedziała tylko: „Prawda jest najważniejsza, synku. Nie da się budować życia na kłamstwie”.
– Oddałam cię jeszcze w szpitalu – opowiadała kobieta drżącym głosem. – Nie miałam przecież jeszcze nawet szesnastu lat. A moi rodzice nie chcieli, żebym rodziła, wyrzucili mnie z domu, mieszkałam u koleżanek, a potem… Potem trafiłam do domu samotnej matki. Ale tam też nie można przebywać w nieskończoność.

Niecałe szesnaście lat… No tak, to tłumaczyło, dlaczego moja biologiczna matka wyglądała tak młodo. Nie wiem, z jakiego powodu od razu uwierzyłem w to, że mówi prawdę, że jest moją matką. Ale w sumie trudno byłoby mi się wyprzeć podobieństwa do niej… Patrzyłem na jej twarz i wyraźnie widziałem własne rysy. Gdyby mnie sama wychowywała, ludzie by mówili „skóra zdjęta z matki”. Tylko że mnie nie wychowywała. Czego więc chciała?

– Chciałam cię tylko zobaczyć i poznać – powiedziała. – Nic więcej. I chciałabym… – głos jej się załamał, chwilę trwało, zanim pozbierała się i dokończyła: – Chciałabym, żebyś mi wybaczył. Żebyśmy mogli się jeszcze spotkać… Przecież jesteśmy rodziną, prawda?

Chciałem na nią nawrzeszczeć

W tej chwili nie potrafiłem nic sensownego odpowiedzieć. Miałem ochotę kazać jej się wynosić, bo przecież mnie porzuciła, zarazem jednak kołatała się w głowie myśl, że przecież to matka. Dzisiaj, jako dojrzały człowiek, wiem doskonale, co powinienem był wówczas zrobić.

Trudno jednak wymagać od siedemnastoletniego chłopca, żeby postępował i rozumował jak dorosły… Pewnie dlatego zgodziłem się na następne spotkanie. W domu przez następne parę dni chodziłem jak struty. Rodzice nie mogli tego nie zauważyć. Ich pytania zbywałem opowieściami, że nieszczególnie się czuję.
– Coś w szkole? – spytał wreszcie ojciec, nie pozwalając mi na uniki. – Jeśli coś się nie udało albo masz problemy, nałapałeś złych ocen, powiedz. Przecież świat się nie zawali.
– Właśnie – poparła go mama. – Wszystko się da załatwić, synku.
– Nie wszystko – burknąłem. – I nie chodzi o szkołę, nie obawiajcie się.
– Więc o co?

Nie miałem ochoty na zwierzenia. Chwilowo wybawił mnie ruch w korytarzu. Ala wróciła od koleżanki z trzeciego piętra. Wpadła do pokoju jak bomba – rudowłosa dziewięciolatka.
– Ale Marysia ma fajnego kota! – wrzasnęła; za każdym razem słyszeliśmy to samo o kocie Marysi. – Ja też chcę mieć kota! Albo chociaż chomika!
– A najlepiej jedno i drugie – roześmiał się ojciec. – Żeby kot i chomik mieli rozrywkę. Kot ścigałby chomika…
– Tato! – zawołała oburzona. – Tak nie wolno! Powiedz mu, Janusz, że tak nie wolno! – skierowała na mnie spojrzenie zieloniutkich oczu.

Ona też była adoptowana i niepodobna do żadnego z rodziców. Oni nie mogli przecież mieć dzieci. I nagle pomyślałem, że do niej też może kiedyś zgłosić się matka. Czy Ala także nie zechce o tym powiedzieć mamie i tacie? Czy będzie się wobec nich czuła równie nie w porządku, jak ja teraz? Ta myśl sprawiła, że wbrew mojej woli puściły mi się z oczu łzy.
– No co ty, Januszek – powiedziała przestraszona Ala. – Przecież nic złego nie powiedziałam. Prawda, tato, że nie powiedziałam?
– Nic nie powiedziałaś, kochanie – odpowiedziała z troską mama. – Januszku, musimy chyba poważnie porozmawiać.

Popatrzyłem na nią i pokiwałem głową

– Alinko, idź do swojego pokoju – poprosił ojciec moją siostrę. Mała oczywiście fuknęła. Ona przecież też była ciekawa, co się stało. Ale była grzeczna, więc z ociąganiem poszła.
– No cóż – odezwał się ojciec, kiedy skończyłem mówić. – Nie powiem, żeby postępowanie tej pani było godne pochwały. Ale też nie mnie ją sądzić.
– Powiedziała, że chciała mnie tylko poznać – nie wiedziałem, czy chcę bardziej usprawiedliwić ją, czy siebie.
– A gdybyś nie wiedział, że zostałeś adoptowany? – teraz odezwała się mama. – Gdybyś się dowiedział dopiero od niej? Przecież to byłby ogromny szok, nie wiadomo, jakbyś zareagował. Tato ma rację. Ta pani myśli tylko o sobie.
– Dlaczego tak uważacie? – nie do końca rozumiałem.

Czułem się naprawdę podle – z jednej strony chciałem być w porządku wobec nich, z drugiej tamta kobieta to była jednak matka…
– Bo gdyby było inaczej, przyszłaby najpierw do nas – warknął ojciec. – Skoro znalazła ciebie, mogła bez trudu namierzyć i nas. Wystarczyłoby pochodzić, popytać, prawda? Więc gdyby chciała to załatwić, jak trzeba, powinna zwrócić się do nas, zapytać, czy w ogóle może z tobą porozmawiać. Powinna tak to załatwić dla twojego dobra. Dowiedzieć się, jaka jest twoja sytuacja. Ile wiesz.
– Przecież wiem, że jestem adoptowany! – odparłem.

– Ale ona nie wiedziała, czy wiesz! – ojca w końcu zirytowała moja gapowatość. – Albo jeszcze nie wydoroślała przez te siedemnaście lat, albo ma innych ludzi gdzieś. Albo jedno i drugie.
– Posłuchaj – powiedziała mama łagodnie. – Przecież nie zabraniamy ci się z nią spotykać. Nie wolno nam. Dla nas zawsze pozostaniesz ukochanym synem, tak jak Ala jest ukochaną córeczką…

I rozpłakała się. Ojciec westchnął, podszedł i położył mi dłoń na ramieniu.
– Nic więcej nie mogę dodać do tego, co powiedziała mama.
– Ale ja nie wiem, co robić! – zawołałem w rozpaczy. – Mój świat odwrócił się do góry nogami.
Ojciec znów westchnął.

– Musisz sam podjąć decyzję – rzekł. – Nikt inny za ciebie tego nie zrobi.
– Ale jeśli będę się z nią widywał to tak, jakbym był wobec was nie w porządku!
– Nie opowiadaj głupstw – ojciec potrząsnął głową. – Byłbyś nie w porządku, gdybyś to robił po kryjomu. Mam taką propozycję. Spotkaj się z nią jeszcze, porozmawiaj szczerze o wszystkim, jeśli wam się uda. Łatwo jest odrzucić człowieka, łatwo kogoś źle ocenić i skrzywdzić. Jeśli okaże się w porządku, możesz ją nawet kiedyś przyprowadzić do domu. Dobrze mówię? – zwrócił się do mamy.

Kurczę, w tamtej chwili w pełni zrozumiałem, za co tak kocham tego faceta! Z biologiczną matką widziałem się jeszcze cztery razy. Tylko cztery razy. Okazało się, że zamierza wyjechać do Australii, a przedtem chciała uporządkować swoje sprawy. Jedną z nich było zyskać moje przebaczenie. Trochę to głupie, ale widocznie było jej to potrzebne.

– Nie gniewaj się, po prostu nie pomyślałam – powiedziała, kiedy zarzuciłem jej, że gdy mnie zaczepiła, nie wiedziała, czy mam świadomość, że nie jestem biologicznym dzieckiem moich rodziców. – Założyłam, że wiesz…

Byłem jednocześnie zawiedziony i zadowolony z tego, że wyjechała

 Zawiedziony, bo w sumie okazała się całkiem miłą kobietą i zacząłem ją nawet lubić. A zadowolenie wynikało stąd, że mimo wszystko czułem się nie do końca w porządku wobec rodziców. Dręczyła mnie myśl, że robię im przykrość. Teraz wszystko samo się rozwiązało.

– Może kiedyś przyjedziesz do mnie, jak już się urządzę w tej Australii? – zaproponowała kobieta.
– Czemu nie? – zgodziłem się od razu. – Jeśli tylko mnie zaprosisz.
– Pewnie! – roześmiała się.

Ale nie zaprosiła. Zresztą wcale na to nie czekałem ani nie liczyłem. Tak naprawdę, mimo wspólnej puli genów, to jest dla mnie obca osoba. A prawdziwymi rodzicami są ci, którzy mnie wychowali. To im należy się moja miłość i wdzięczność.

Więcej listów do redakcji:„Adoptowaliśmy chłopca. Po 7 latach postanowiłam, że oddamy go z powrotem do domu dziecka”„Nie mieszkam z mężem, bo ciągle się kłócimy. Spotykamy się 2 razy w tygodniu i w weekendy”„Mąż miał na moim punkcie obsesję. Nie chciał się mną z nikim dzielić. To doprowadziło do tragedii”