Biedna kobieta fot. Adobe Stock

„Jestem dowodem na to, że można być biednym i szczęśliwym. Najważniejsza jest miłość, ciepło i zrozumienie”

To dom rodzinny pokazał mi, że najważniejsze w rodzinie jest ciepło, zrozumienie i miłość, a nie pieniądze. Jestem dowodem na to, że można być bez nich szczęśliwym...
/ 15.09.2020 05:32
Biedna kobieta fot. Adobe Stock

Mam niecałe 30 lat i pochodzę z bardzo biednej rodziny. Dzisiaj moja sytuacja materialna jest trochę lepsza, ale nadal muszę główkować, na czym by tu zaoszczędzić. To, co teraz napiszę, być może niektórych zdziwi. Nie zazdroszczę nikomu bogactwa, uważam, że bez pieniędzy też można być szczęśliwym. Mam kochającego męża i dwie śliczne córeczki. Dla mnie najważniejsza jest rodzina i miłość małżeńska. O to co dzień się modlę. Poza tym wystarczy mi to, co mam.

Nigdy zresztą nie narzekałam na swój los, choć nie było nam łatwo. Jako najstarsza z rodzeństwa miałam cały szereg obowiązków. Musiałam też pilnować, by nie zniszczyć ubrań, by mogła je jeszcze włożyć moja młodsza siostra. Mama nigdy nie pracowała, nawet nie była zarejestrowana jako bezrobotna, gdyż szkoda jej było pieniędzy na bilet do miasta.

Mój tato to bardzo pracowity człowiek, musiał zarobić na całą naszą rodzinę, ale ponieważ nigdy nie pił, jakoś mu się to udawało. Bardzo go za to podziwiałam i podziwiam. Jest murarzem i pracuje w niedużej firmie budowlanej. Czasem jeszcze dorabiał malując komuś kuchnię lub kładąc kafelki. Ten prosty człowiek nigdy nie podniósł na nas ręki i zawsze miał dla nas czas, nawet gdy był bardzo zmęczony. Nie krzyczał na nas, nawet gdy zasłużyłyśmy. Dlatego głupio nam było go zawieść.
Obiecałam sobie, że mój przyszły mąż będzie podobny do mojego ojca. Nie miałam zamiaru powielać losu innych kobiet, którym zależało na tym, żeby w ogóle mieć męża. Ja wolałam być sama, niż z kimś, kto nie będzie mnie szanował albo nie będzie kochał dzieci.

Nigdy specjalnie nie interesowałam się chłopakami, jestem z natury raczej nieśmiała. Poza tym obowiązki domowe i dojazdy do szkoły zajmowały mi tyle czasu, że niewiele go zostawało na spotkania z chłopakami.

Skończyłam technikum, ale nie znalazłam nigdzie pracy – u nas bezrobocie jest bardzo wysokie. Raz tylko z Urzędu Pracy przyjęto mnie na jakiś staż do biura, ale po jego zakończeniu nie zostałam zatrudniona. To właśnie na stażu poznałam mojego obecnego męża. Byłam co prawda wówczas pracownikiem biurowym, ale od czasu do czasu wykorzystywano mnie jako gońca. Roznosiłam urzędowe zawiadomienia do różnych firm i mieszkańców.

Tak trafiłam na Bogusia. Miałam dla niego jakieś pismo, którego otrzymanie należało potwierdzić. Trudno było mu to zrobić, bo zastałam go leżącego pod samochodem, w dodatku z rękami brudnymi od smaru. Poprosił, żebym zaczekała i pobiegł je umyć. Miał niezwykle ciepły głos i miły uśmiech. Nie był co prawda jakimś przystojniakiem, ale spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Nie mogłam jednak tego okazać, a poza tym nic o tym człowieku nie wiedziałam. Nawet nie przypuszczałam, że go jeszcze kiedykolwiek zobaczę.

Pewnego dnia wracałam z tatą z miasta z zakupami i coś nam stukało w naszym starym gracie. Okazało się, że warsztat, do którego podjechaliśmy, był tym samym warsztatem, do którego dotarłam z pismem. I był tam ten sam młody mężczyzna o ciepłym głosie i miłym uśmiechu. Patrząc na mnie, powiedział:
– My się już chyba znamy?
Mój tato się zdziwił, a ja też byłam zaskoczona, że ten chłopak mnie zapamiętał, bo widzieliśmy się tylko raz. Ale było mi miło. Później pewnej nocy nawet mi się przyśnił. A następnego dnia musiałam dostarczyć mu zawiadomienie. Uznałam, że to zrządzenie losu.
– Do trzech razy sztuka – uśmiechnął się. – Zapraszam panią na kawę. Proszę nie odmawiać.
Miałam ogromną tremę, choćby z tego powodu, że nigdy z żadnym mężczyzną nie umawiałam się w kawiarni. Ręce tak mi się trzęsły z emocji, że na wszelki wypadek powiedziałam, że nie słodzę, żeby nie rozsypać cukru na serwetę. Nie było jednak tak źle – rozmawialiśmy dwie godziny i ani razu nie zabrakło nam tematu do rozmów. Na koniec powiedział mi prosto z mostu, że mu się spodobałam.
– Nie przypuszczałem, że takie dziewczyny jeszcze można spotkać na tym świecie.
Dodał, że od rana do wieczora ciężko pracuje, ale gdybym się zgodziła czasem z nim wyskoczyć na kawę czy do kina, to byłoby mu miło. Nie miałam nic przeciwko temu. I tak to się zaczęło.

Spotykaliśmy się ponad rok, a po roku stwierdziliśmy, że dobrze nam ze sobą razem. I że zbyt dużo czasu tracimy, by do siebie dojeżdżać. Boguś zaprosił mnie do swoich rodziców. Bałam się jeszcze bardziej niż przed tamtą pierwszą kawą. Boguś zapewniał mnie, że jego rodzice są mili, i że na pewno im się spodobam. Rzeczywiście, łatwo nawiązaliśmy kontakt i przypadliśmy sobie do gustu, choć zauważyłam, że martwią się tym, że nigdzie nie pracuję. Oboje byli cisi i spokojni, zupełnie niedzisiejsi. Ojciec Bogusia był po jednym zawale i musiał się oszczędzać.

W tym czasie byłam już po stażu, zarejestrowana jako bezrobotna. Oczywiście gdy miałam okazję, zarabiałam niewielkie sumy, pomagając jako kelnerka na weselach, ale był to tylko doraźny zarobek. Wychodziłam z założenia, że lepszy taki niż żaden. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jestem jakąś szczególnie dobrą partią dla mężczyzny. Jak każdy, miałam swoje wady i zalety, może odrobinę więcej tych drugich.
– Nie miałem przed tobą żadnej dziewczyny i nie bardzo nawet wiem, jak mam cię prosić o rękę. Nie śmiej się ze mnie, ale taki już jestem. Zawsze wolałem samochody niż dziewczyny. Szybko musiałem przejąć część obowiązków ojca w warsztacie, nie miałem głowy, by się żenić. Do momentu, gdy ujrzałem ciebie. Pomyślałem sobie: ta albo żadna. Zapytam wprost: wyjdziesz za zwykłego mechanika samochodowego?

Wzruszenie odebrało mi mowę. Ze szczęścia zdołałam jedynie kiwnąć głową. A potem rozpłakałam się, oczywiście ze szczęścia, bo od dawna byłam już pewna swoich uczuć do niego. Pobraliśmy się 5 lat temu. Ja zajmuję się domem i dziećmi, Boguś zarabia na nasze utrzymanie. Żyjemy skromnie. Mieszkamy razem z teściami, ale mamy osobne wejście i dwa pokoje z łazienką do swojej dyspozycji. Wspólna kuchnia to moje królestwo – teściową czeka operacja biodra. Dzięki mojemu tacie w tym roku zrobiliśmy nową elewację, w przyszłym wymienimy dach. Trudno nam coś odłożyć, a marzy mi się wyjazd całą rodziną nad morze. Dziewczynki dość często chorują, lekarz polecił, żeby im zmienić klimat. Na razie jednak nas nie stać. Ale mocno wierzę, że to się kiedyś zmieni. Czasami myślę
o tym, co już dostałam od życia i uważam, że nie mogę narzekać. I że razem doczekamy jeszcze lepszych czasów.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”