historia miłosna fot. Panthermedia

To tylko dawny kolega

Wstydziłam się tego uczucia przed samą sobą i przed ludźmi. Bałam się, że otoczenie źle mnie oceni.
/ 21.05.2012 10:10
historia miłosna fot. Panthermedia
Haniu – usłyszałam w słuchawce głos przyjaciółki i zaczęłam żałować, że odebrałam telefon. – Wspominałaś, że na spotkaniu waszej klasy licealnej, spotkałaś kolegę, który jest teraz prezesem banku – kontynuowała Ula.
No tak, pamiętam. To było jakieś trzy lata temu. Pojechałam na to spotkanie jeszcze z Adamem. Było miło spotkać tych wszystkich ludzi po latach. Dobrze się bawiliśmy. Wtedy do głowy mi nie przyszło, że niedługo będę wdową. Niesamowite, ile złego może wydarzyć się przez trzy lata. Świat może ci się skończyć, a ty dalej musisz żyć...
– Pomyślałam sobie, że mogłabyś zadzwonić do tego kolegi… Moja Renatka skończyła studia licencjackie z ekonomii, może pomógłby jej w znalezieniu pracy? – padła w końcu zasadnicza treść, która była powodem telefonu mojej koleżanki.
– Ula… – zaczęłam. – To było jedno spotkanie, trzy lata temu. Zamieniłam z nim kilka zdań. Nie wiem, czy tak wypada… No głupio mi będzie – próbowałam jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.
– Haniu, proszę cię, nie żartuję. Dzisiaj trzeba wykorzystywać takie znajomości. Inaczej nie ma szans, żeby coś w życiu osiągnąć. Przecież zapytać możesz, to nic cię nie kosztuje – marudziła.
– Dobrze. W takim razie nie obiecuję, ale spróbuję do niego zadzwonić – przerwałam jej wywody.
– Jesteś kochana – ucieszyła się Ula.
– No to będziemy w kontakcie – pożegnała się i rozłączyła.
Siadłam w fotelu zmęczona tą rozmową. Ze zdjęcia na komodzie zerkał na mnie Adam. Uśmiechnięty jak zwykle.
– Gdybyś żył, pojechalibyśmy razem do Mirka zapytać, czy pomoże Renatce w znalezieniu pracy – powiedziałam.
Mój mąż zmarł dwa lata temu. Zginął w wypadku samochodowym. Od tamtego czasu wciąż tak samo za nim tęsknię. Rozmawiam z nim. Godzinami potrafię siedzieć na cmentarzu przy jego grobie. Radzę się w ważnych sprawach...
Popatrzyłam w swój notesik z telefonami. Odnalazłam kontakt do Mirka, a w zasadzie wklejoną wizytówkę. Chciałam to mieć za sobą, by móc z czystym sumieniem powiedzieć przyjaciółce, że zrobiłam, co mogłam. Komórka Mirka nie odpowiadała, więc wybrałam numer służbowy. Odezwała się sekretarka.
– Gabinet prezesa, słucham?
– Dzień dobry – przedstawiłam się zmieszana i poprosiłam o rozmowę z „panem prezesem”.
– Pana prezesa nie ma w tej chwili. Jest na spotkaniu – odpowiedziała grzecznie młoda dziewczyna.
– W takim razie… mhm… proszę przekazać, że dzwoniłam – powtórzyłam jeszcze raz swoje imię i nazwisko.
„No, teraz, Uleńko, nie możesz mi już nic zarzucić” – szepnęłam zadowolona z siebie, gdy już odłożyłam słuchawkę.
Dużo zawdzięczałam Uli, więc nie chciałam jej zbyć. W trudnych chwilach była ze mną. Wspierała. Nieraz wpadała z butelką wina. Dbała, żebym nie czuła się samotna. Ale jednocześnie to, o co mnie dziś poprosiła, było ponad moje siły i cieszyłam się, że jest już po sprawie. Niestety, tak mi się tylko wydawało.

Następnego dnia zadzwonił mój telefon. Wyświetlił się jakiś nieznany numer.
– Dzień dobry, Haniu, sekretarka przekazała mi, że dzwoniłaś do mnie – usłyszałam głos Mirka.
„Od kiedy sekretarki są takie sumienne” – pomyślałam ze złością.
– Taaak rzeczywiście – wyjąkałam.
– Co się stało? – zapytał serdecznym głosem. – Ostatni raz widzieliśmy się…
– Na spotkaniu klasowym – przerwałam mu zawstydzona. – Mam pewną sprawę do ciebie – zaczęłam się jąkać.
– Słucham – zachęcił mnie Mirek.
– Moja znajoma ma córkę, która skończyła bankowość i od roku szuka pracy…
– Haniu, słyszę, że to nie jest sprawa na telefon – przerwał mi. – Może spotkamy się gdzieś w neutralnym miejscu?
– Oczywiście. Przepraszam, że przeszkadzam ci w pracy...
– Nic się nie stało. Odezwę się do ciebie – pożegnał się.
Czułam się strasznie. Przecież mogłam spodziewać się, że tak będzie. „Co on sobie o mnie pomyślał? Kretynka!”.
Wybrałam się na zakupy, żeby nie myśleć o tej sprawie. Modliłam się tylko, aby nie zadzwoniła Ula, bo chyba powiedziałabym jej kilka przykrych słów. Jak ona mogła narazić mnie na taki wstyd. Zresztą byłam też zła na siebie, że dałam się tak podpuścić. Ula jednak nie zadzwoniła.
Minęło kilka dni. Zapomniałam już o całej tej historii, gdy na mojej komórce znowu wyświetlił się numer Mirka.
– Odzywam się tak, jak obiecałem – zaczął. – Wiesz co, jestem teraz blisko twojego domu rodzinnego, na Kwiatowej. Chyba dalej tu mieszkasz, prawda? – zapytał. – Mogę wpaść do ciebie...
„Aha więc to jest to neutralne miejsce!” – pomyślałam zaskoczona. Nie byłam przygotowana na przyjęcie go w moim domu. Odkąd zmarł Adam nie było tu żadnego mężczyzny. Pocieszyłam się, że przecież Mirek jest żonaty i przychodzi tutaj w konkretnej sprawie. Nie powinnam tego wyolbrzymiać.
– Trafiłem tu bez problemu, bo tak mi utkwiły w pamięci te imprezy po maturze – przywitał się, całując mnie w rękę.
– Tak, jest co wspominać – pokiwałam głową, wiedząc, co ma na myśli. Maturalny sukces oblewaliśmy przez kilka dni.
– Cieszę się, że miałem pretekst, żeby znowu tu wpaść – powiedział.
– Mirek, naprawdę nie musiałeś. Trzeba było od razu mi powiedzieć, że nie możesz mi pomóc, przecież bym zrozumiała – zaczęłam się tłumaczyć.
– Spokojnie, dziewczyno… – roześmiał się. – Ty wiecznie taka przestraszona?
Spuściłam wzrok niczym zawstydzona nastolatka.
– Dobrze się składa, że córka twojej znajomej szuka pracy, bo mam wolną posadę – mrugnął do mnie zadowolony.
– Żartujesz sobie? – upewniłam się.
– Nie jest to wprawdzie stanowisko z wysoką pensją, ale jak się sprawdzi, postaram się, żeby była doceniona – dodał.
– Dziękuję. Koleżanka na pewno bardzo się ucieszy. Napijesz się kawy? – zaproponowałam.
– Chętnie – uśmiechnął się.
Dopiero teraz rozejrzał się z ciekawością po salonie. Jego wzrok padł na czarną ramkę, w której stało zdjęcie Adama. Popatrzył na mnie zaskoczony.
– Odszedł dwa lata temu – wyjaśniłam.
– Przykro mi – podszedł do mnie i pogłaskał moją dłoń. – Nie wiedziałem.
– Tak to jest, człowiek cieszy się w tłumie, smuci w samotności – odparłam.
– Wiem, że tego nie da się porównać, ale moja żona też odeszła… do innego – uśmiechnął się gorzko.
– Tak, tego nie da się porównać – odpowiedziałam urażona.
– Hanka… wiem, że cierpisz… ale przynajmniej twoja miłość była prawdziwa i do końca… – próbował naprawić niefortunne porównanie. – Ale zapewniam cię, że zdrada bliskiej osoby też boli.
Drugą filiżankę kawy wypiliśmy rozmawiając już o naszych wspólnych znajomych. Rozstawaliśmy się w dobrych humorach. Mirek zostawił wskazówki dla córki Uli, gdzie i jakie dokumenty ma złożyć. Pożegnał się i wyszedł.
Zadzwoniłam do Uli, by wszystko jej opowiedzieć.
– Haniu, dziękuję. Widzisz, mówiłam, że dziś znajomości to podstawa.
– Tylko pamiętaj, że dużo zależy od niej samej – powtórzyłam słowa kolegi.
– Hanka, czy mi się wydaje, czy ty o tym mężczyźnie mówisz trochę cieplej niż kilka dni temu – zauważyła przyjaciółka.
– Co ty!? – zganiłam ją. – Był u mnie. Rozmawialiśmy o pracy i to wszystko.
– A… ja swoje wiem – roześmiała się pod nosem.
Może i faktycznie swoje wiedziała, bo odtąd Mirkowi zawsze było do mnie po drodze. Lubiłam jego towarzystwo, choć czułam, że to niestosowne. „Jak mogę myśleć o innym mężczyźnie? Przecież tak bardzo kochałam Adama” – zadręczałam się. Jednak mimo to chętnie wychodziłam z Mirkiem do kina, przyjmowałam od niego bukiety kwiatów i cieszyłam się, kiedy dzwonił wieczorem, a w nocy słał śmieszne SMS-y. Czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie, ale jak dotąd nigdy nie rozmawialiśmy o uczuciach.

Pewnego razu zadzwonił, że wraca z konferencji i wpadnie do mnie.
– Zapraszam. Zaraz będzie obiad – odparłam.
Nie powiedziałam mu, że są u mnie znajomi.
– Masz gości? – zapytał zaskoczony, wręczając mi w progu bukiet kwiatów.
– Wpadli sąsiedzi z osiedla.
Gdy weszliśmy do pokoju, zaległa cisza. Zobaczyłam głupi uśmiech Uli, wścibskie spojrzenia i... stchórzyłam:
– Kochani, to Mirek, mój dawny kolega ze szkoły – przedstawiłam go.
Popatrzył na mnie takim dziwnym wzrokiem, po czym podał każdemu rękę. Widać było, że czuł się nieswojo. Wyszedł, nie próbując nawet ciasta.
– Twój znajomy chyba się obraził? – zgadywali goście.
– Może mu towarzystwo nie odpowiadało – wygłupiali się.
Miałam potworne wyrzuty sumienia. Przedstawiłam go jak obcego człowieka, a przecież czułam coś innego.
Miałam nadzieję, że Mirek zadzwoni jak zwykle i powie dobranoc, ale nie zrobił tego. Czekałam tydzień...
– Niepotrzebnie, Haniu, próbujesz podtrzymywać naszą znajomość – usłyszałam, gdy w końcu do niego zadzwoniłam. – Twoja koleżanka niech będzie spokojna. Jej córka to zdolna dziewczyna, więc na pewno będzie miała przedłużoną umowę...
– Nie po to dzwonię – wyjaśniłam.
– Nie? A po co się dzwoni do dawnego znajomego z klasy? – zapytał złośliwie.
– Przepraszam. Głupio wyszło. Nie byłam gotowa, żeby przedstawić cię inaczej.
– Haniu… Miałem wrażenie, że zbliżyliśmy się do siebie, bo łączy nas coś więcej niż licealne wspomnienia – dodał cicho.
– Mirku… Jestem ci wdzięczna za to, że pomogłeś córce Uli. Ale tak naprawdę chcę podziękować ci, że pojawiłeś się w moim życiu. To prawda, myślałam tylko o tym, co powiedzą inni, a nie pomyślałam, co ty możesz czuć. Jest mi z tego powodu wstyd i chcę cię przeprosić...
– Jestem blisko. Mogę wpaść na herbatę? – zaproponował życzliwym głosem.
– Czekam na ciebie.
Odetchnęłam szczęśliwa.