Odrzucone zaręczyny fot. Adobe Stock

„Oświadczyłem się swojej ukochanej, a ona powiedziała 'nie'. To były zaręczyny jak z bajki. Jak mogła odmówić?”

Kobiety są jak bomby - nigdy nie wiadomo kiedy wybuchną. Trudno je zrozumieć i czasem doprowadzają do szału, ale i tak je kochamy...
/ 13.01.2021 12:06
Odrzucone zaręczyny fot. Adobe Stock

Wszystko sobie dokładnie zaplanowałem. Zacząłem od pierścionka z pięknym, brylantowym oczkiem. Starannie wybrałem czas: dokładnie pięć lat od chwili, kiedy spotkaliśmy się z Magdą po raz pierwszy. Miejsce w stu procentach romantyczne – elegancka restauracja nad morzem, a dokładnie jej taras, z którego można było oglądać zachód słońca. Wokół nas siedziało kilka znajomych par, które towarzyszyły wzlotom i upadkom naszego związku. No i kwartet smyczkowy grający naszą ulubioną melodię.

Miało być idealnie

Sprowadziłem go specjalnie do tej restauracji i zapłaciłem za niego słono. Ale cóż, przecież tylko raz w życiu człowiekowi zdarzają się wymarzone oświadczyny. Kiedy umilkły już ostatnie takty muzyki granej przez kwartet, nikt dookoła nie miał wątpliwości, co za chwilę nastąpi. Uklęknąłem przed Magdą na jedno kolano, wyjąłem z kieszeni pudełko z pierścionkiem, otworzyłem je i wyciągnąłem w jej stronę.
– Wyjdziesz za mnie? – zapytałem.

Nie drżał mi przy tym głos, a odpowiedź uważałem za czystą formalność. W ciągu ostatnich kilku miesięcy wiele razy rozmawialiśmy przecież o małżeństwie i choć nie padły jakieś konkretne deklaracje, sens tych rozmów był jasny: pobieramy się. Dlatego kiedy Magda powiedziała błyskawicznie „nie”, pomyślałem, że albo się przesłyszałem, albo postanowiła zażartować sobie ze mnie i zaraz powie „tak”.

Zamiast tego, moja ukochana wstała i wyszła z tarasu restauracji, zostawiając mnie całkiem zdezorientowanego. Równie zdziwieni byli znajomi, zamówieni przeze mnie muzycy i pozostali goście lokalu. Tylko kelner obserwował tę scenę ze stoickim spokojem, jakby już niejedną podobną widział w swoim życiu…

Dziewczyny zadeklarowały się, że pójdą za Magdą do naszego hotelu i spróbują się czegoś dowiedzieć. Faceci zaczęli mnie pocieszać przy pomocy alkoholu.
– Daj spokój, Pawełku, przecież wiesz, jaka ona jest – poklepał mnie po ramieniu Marek. – Już ze trzy razy cię rzucała… znaczy się rozstawaliście.
– No właśnie, nie ma się czym przejmować – zawtórował mu Jerzyk. – Na pewno wróci i się zgodzi… – nalał mi do kieliszka wódki i szybko podał do wypicia.
– Ale dlaczego tak? Przecież każda kobieta marzy o takich oświadczynach…

Jak ona mogła mnie odrzucić?

Nie mogłem tego zrozumieć, lecz przyznam szczerze, jeszcze wtedy nie brałem na poważnie tych jej fochów. Uważałem, podobnie jak koledzy – przejdzie jej.
– Magda zawsze była narowista – powiedział Marek, po czym stuknął się ze mną kieliszkiem i wypiliśmy. – Może gorszy dzień ma albo co? Mówię ci, nie ma się czym przejmować. Co jest, Jolka? – zwrócił się w stronę swojej dziewczyny, która właśnie wróciła na taras.
– Magda… wyjeżdża – mruknęła.
– Jak to? – wstałem błyskawicznie.
– No… Powiedziała, że cię nie chce znać i z wami koniec – Jola była zmieszana.

Wybiegłem z restauracji i ruszyłem do hotelowego pokoju. Magdy już tam nie było. Kiedy dotarłem na parking, właśnie ruszała samochodem. Widziała moje rozpaczliwe machanie, ale nie zatrzymała się. Mogłem tylko bezradnie obserwować, jak znika za najbliższym rogiem… Ja najchętniej też wróciłbym od razu do domu. W tej chwili jednak byłem pozbawiony środka transportu i musiałem czekać do następnego dnia, na pociąg.

Znajomi wprawdzie namawiali mnie, żebym został z nimi jeszcze te kilka dni. Sugerowali wręcz, żebym się pocieszył jedyną koleżanką, która pojechała na ten wyjazd bez pary, a której ponoć wpadłem w oko. Ale ja nie miałem nastroju na żadne „pocieszanie” ani na dłuższy pobyt nad morzem.

Wyglądało na to, że muszę na nowo przemyśleć życiowe plany, które do tej pory były ściśle związane z Magdą… Choćby, co zrobić z mieszkaniem odziedziczonym po dziadkach, którego remont wkrótce miał się zakończyć. Sprzedać je, czy wynająć? Szykowałem je jako nasze wspólne gniazdko, a gdybym je sprzedał, oznaczałoby to, że nie wierzę w jej powrót.

Tylko czy to kiedykolwiek nastąpi? Owszem, Magda kilkakrotnie już rozstawała się ze mną. Zwykle jednak towarzyszył temu kryzys w naszych kontaktach, można się było tego choć trochę spodziewać. Nigdy nie działała pod wpływem impulsu.

Jeśli teraz zdecydowała się tak zrobić, mogło to znaczyć, że ta decyzja tkwiła w niej od jakiegoś czasu i prawdopodobnie jest definitywna. Bo gdyby się zastanawiała, czy ze mną być, mogła poprosić mnie o czas na przemyślenie odpowiedzi, a nie tak od razu odrzucać moje oświadczyny. Mimo to po powrocie do domu próbowałem się skontaktować z moją ukochaną. Nie odbierała telefonów, więc nagrywałem się na pocztę, a gdy to nie pomogło, wyczekiwałem na nią pod pracą lub domem.
– Nie chce mi się z tobą gadać! – to wszystko, co słyszałem, więc w końcu postanowiłem trochę przystopować.

Nie to, że dałem za wygraną. Po prostu pomyślałem, że Magdzie potrzebny jest odpoczynek ode mnie. Może po pewnym czasie zmieni zdanie, a wtedy ją odzyskam. Należało działać ostrożnie i zachowywać pozory.

Skupiłem się na pracy. Siedziałem w niej po dwanaście godzin, choć dawniej starałem się nie pracować za dużo, bo spieszyłem się na spotkanie z Magdą. Teraz wracałem do domu padnięty, nie miałem sił na nic poza kolacją i prysznicem. Nie miałem też sił na myślenie o niej…

Nie chciałem się poddawać

Tak minęły prawie dwa miesiące. Zrezygnowałem wtedy z życia towarzyskiego. Nie miałem na nie czasu ani też ochoty. Współczujące spojrzenia znajomych doprowadzały mnie do szału. I wtedy szef, widząc moje zmęczenie, dał mi przymusowy tydzień wolnego… Chciałem wykorzystać ten czas na uporządkowanie różnych rzeczy. Jedną z nich miało być oddanie zaręczynowego pierścionka do jubilera. Nie mogłem go jednak znaleźć. Po głębszym zastanowieniu stwierdziłem, że właściwie nie widziałem go od tych feralnych oświadczyn.

Zadzwoniłem więc do hotelu, w którym mieszkaliśmy wtedy z Magdą. Miła pani na recepcji poinformowała mnie grzecznie, że owszem, pierścionek został znaleziony w pokoju dwa tygodnie po naszym odjeździe przez kolejnego gościa i odesłany. Ale ponieważ był to damski pierścionek, odesłano go na adres tej pani, która była zameldowana w pokoju…

Zacząłem się zastanawiać, dlaczego Magda nie oddałała go do mnie. Na pewno nie połakomiła się na sam pierścionek. Może nie chciała wykonywać kolejnego demonstracyjnego gestu, bo uznała, że jeden wystarczy? A może… Już jej przeszło i teraz czeka, abym to ja wykonał kolejny ruch? Tak, już czas, by znów spróbować.

Następnego dnia pojechałem do mieszkania mojej byłej dziewczyny. Kiedy dzwoniłem do drzwi, czułem, że serce podchodzi mi do gardła. W jednej chwili zrozumiałem, że nie jestem jeszcze gotowy na spotkanie z nią. Bałem się… Zanim jednak zdążyłem uciec, drzwi się otworzyły i stanęła w nich Magda. Była chyba jeszcze piękniejsza niż zwykle. Zaniemówiłem na jej widok. Wyglądało, jakbym to ja był zaskoczony spotkaniem z nią, a nie na odwrót. Szybko opracowałem w myślach plan działania.

„Oficjalnie udam, że przyszedłem tylko odebrać pierścionek, a między słowami spróbuję powiedzieć jej co innego. Mam nadzieję, że będzie chciała ze mną rozmawiać…”.
– Będziesz tak stał i milczał, czy jednak wydusisz coś z siebie – przerwała ciszę.
– Przyszedłem po pierścionek…
– Przysłali mi go ponad miesiąc temu – odparła lodowatym tonem.
– No tak – mruknąłem i podjąłem raźniej.
– Dopiero teraz się zorientowałem, bo chciałem go sprzedać.
Spojrzała na mnie uważnie, a ja mógłbym przysiąc, że zobaczyłem w jej oczach rozczarowanie i… smutek?
– Wejdź – wpuściła mnie do środka.
– Lepiej sobie usiądź. Muszę go poszukać.

Usiadłem na fotelu i przez chwilę obserwowałem, jak Magda kręci się przy półce. Z trudem się powstrzymałem, by nie podejść do niej i nie przytulić się. Czułem się tak, jakby tych dwóch miesięcy w ogóle nie było. Ale wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na żadną poufałość. Mógłbym ją zdenerwować, a wtedy wszystko stracone. Należało działać ostrożnie i zachować wszelkie pozory.

Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę…
– Chcesz mnie o coś spytać? – rzuciła Magda, nie odwracając się do mnie.
– Nie, dlaczego? – udałem zdziwienie.
– Tak wyglądasz – rzuciła nerwowo.
– Przecież nawet na mnie nie patrzysz! – odparłem, w duchu się uśmiechając.
– Ale czuję twój pytający wzrok na sobie. A konkretnie w okolicy pośladków.
– Magda, przestań! – tym razem się zdenerwowałem. – Miałaś mi prawo odmówić rok temu, choć wszystko wskazywało na to, że też chcesz małżeństwa. Ale nie masz prawa ze mnie teraz żartować.

Magda odwróciła się do mnie. Miała bardzo poważny wyraz twarzy.
– Więc jak, chcesz o coś spytać?
– Oczywiście, że tak – westchnąłem, dając jej przewagę w tej grze. – Dlaczego?
Nabrała powietrza w usta i zaczęła mówić, a raczej recytować, jakby przygotowywała się do tego wystąpienia od dawna:
– Bo to nie tak miało być. Mówiłam ci wiele razy, jak powinny wyglądać moje wymarzone oświadczyny. Sam na sam. Ale ty zrobiłeś po swojemu, jak zawsze. Poczułam się jak myśliwskie trofeum, które postanowiłeś upolować w blasku świateł, żeby się pochwalić przed znajomymi.

Osłupiałem. I tylko o to chodziło?! Tymczasem Magda sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła stamtąd pudełko.
– Masz ten swój pierścionek! – rzuciła nim we mnie i rozpłakała się. Stwierdziłem, że oto nadszedł moment, żeby postawić wszystko na jedną kartę. Teraz albo nigdy!
Otworzyłem pudełko i wyjąłem z niego pierścionek.
– Magdo, wyjdziesz za mnie? – zapytałem, a ona nagle przestała płakać.
– Tak, wyjdę za ciebie – uśmiechnęła się.

Powiem wam jedno. Kobiety to dziwne stworzenia. Czasem nie sposób ich zrozumieć. Ale, niestety, nie da się bez nich żyć…

Więcej prawdziwych historii:
„Mój mąż zdradził mnie i zostawił biedną kobietę z brzuchem. 20 lat później zaproponowałam jej, by zamieszkała z nami”
„Córki traktowały mnie jak służącą i opiekunkę. Po latach zorientowałam się, jak bardzo przez to zaniedbałam męża”
„Po śmierci ojca musiałem go zastąpić matce i siostrom. Były tak zazdrosne, że nie pozwalały mi na szczęśliwy związek”
„Pogodziłam się z tym, że mogę nie dożyć 30. Bolało mnie tylko to, że nie dam mężowi upragnionego dziecka”