Mąż zataił utratę pracy fot. Adobe Stock

„Próbowałam wyjąć pieniądze z bankomatu, a tam: brak środków. Co nawyprawiał mój mąż?! Byłam załamana...”

„Mąż nigdy się tak do mnie nie odzywał. I nie wracał po nocy pijany. Teraz zachowywał się, jakby go ktoś podmienił”.
/ 11.09.2020 05:00
Mąż zataił utratę pracy fot. Adobe Stock

Gapiłam się w okno od dobrej godziny, wypatrując znajomej sylwetki męża. Dzieci już dawno spały, a ja odpalałam jednego papierosa od drugiego, nie mogąc się pozbyć dziwnego niepokoju w sercu. Dlaczego Tomka jeszcze nie ma? Powinien być w domu od kilku godzin! Zwykle kiedy miał się spóźnić, uprzedzał mnie o tym. Dzisiaj jednak tego nie zrobił.

Oderwałam się wreszcie od parapetu i sięgnęłam po telefon. Wystukałam numer komórki Tomka. Sygnał. Jeden, drugi, trzeci i kolejny, wreszcie usłyszałam głos automatycznej sekretarki.
Zaklęłam pod nosem. Gdzieś w głowie zakołatała mi myśl, żeby zadzwonić do szpitali, może na policję. Tylko... co im powiem? Że mąż spóźnił się do domu? Wyśmieją mnie.
Zerknęłam jeszcze raz przez okno. Ruch na ulicy stopniowo zamierał, a Tomka nie było widać. Krążyłam nerwowo po mieszkaniu, od czasu do czasu przystając i nasłuchując, gdy z klatki dobiegały odgłosy kroków.

Kiedy w drzwiach zazgrzytał klucz, biegiem ruszyłam do przedpokoju.
– Jesteś! – odetchnęłam z ulgą, widząc wchodzącego męża.
A raczej... wtaczającego się. Przyjrzałam mu się uważniej.
– Jesteś pijany?! – zdziwiłam się.
– Ja? – wybełkotał. – Wypiłem tylko jedno piwo. No... może dwa – chuchnął mi w twarz oparami alkoholu.
Cofnęłam się.
– Czyś ty oszalał?! – teraz dla odmiany się wściekłam. – Ja tu umieram ze strachu, a ty sobie balangujesz! Miałeś być w domu popołudniu, jest prawie dziesiąta w nocy! Nie dałeś znaku życia, nie odbierałeś telefonu!
– A co, szpiegujesz mnie? – zadrwił.

Aż otworzyłam usta ze zdumienia. Mąż nigdy się tak do mnie nie odzywał. I nie wracał po nocy pijany. Teraz zachowywał się, jakby go ktoś podmienił.
– Możesz mi to wytłumaczyć?! – naskoczyłam na niego.
– Daj mi spokój, idę spać – mruknął i powlókł się w stronę sypialni.
– Zamierzasz spać w ubraniu?
– Czepiasz się – burknął i tak jak stał, walnął się na łóżko, nawet nie ściągając butów, a chwilę potem zachrapał.
Patrzyłam na leżącego męża i nie wiedziałam, co robić. W końcu go rozebrałam i nie byłam specjalnie delikatna, choć pewnie i tak nic nie poczuł.

Czyżbym w tle słyszała przejeżdżające auta?

Rano wymknął się z domu. Już go nie było, gdy wstałam, żeby zaprowadzić dzieci do przedszkola.  Po powrocie od razu zadzwoniłam do niego. Tym razem odebrał natychmiast.
– Chyba powinniśmy porozmawiać – zaczęłam poważnym tonem.
– Jestem teraz zajęty – burknął niegrzecznie i... po prostu się rozłączył.

Zirytował mnie i zaniepokoił zarazem, bo przez tę krótką chwilę w tle słyszałam przejeżdżające samochody. A przecież o tej porze Tomek powinien być w urzędzie! Fakt, nie znosił swojej pracy, jednak etat to etat – pozwalał na pewną stabilizację. Nie stać nas było na wybrzydzanie, szczególnie od czasu, kiedy zwolnili mnie dwa miesiące temu. Ot, dzisiaj masz robotę, jutro nie, a na twoje miejsce przyjmują stażystę, któremu nie trzeba płacić, bo robi to urząd pracy. Opłacalne dla pracodawcy, dla zwalnianego – wcale.

Westchnęłam ciężko, postanawiając porozmawiać z Tomkiem, gdy tylko wróci. Jednak dziś znowu się spóźniał, a ja pełna obaw krążyłam nerwowo po mieszkaniu. Tak samo jak poprzedniego wieczoru wtoczył się do domu po dwudziestej drugiej i od razu poczłapał do naszej sypialni, choć tym razem przynajmniej sam się rozebrał.

Miałam ochotę go obudzić i zażądać wyjaśnień, lecz nie miałam odwagi

Niestety, kolejne dni nie przyniosły żadnych zmian. Tomasz wymykał się wczesnym rankiem z domu niczym lis, wracał zaś późnym wieczorem i od razu padał na łóżko, zasypiając. Po dwóch tygodniach miałam tego dosyć. Czekałam, byłam cierpliwa, ale która kobieta wytrzymałaby takie zachowanie własnego męża?

Dałam mu czas, bo byliśmy dobrym małżeństwem. Przez siedem lat Tomek ani razu mnie nie zawiódł, ufałam mu. Domyśliłam się więc, że coś go gryzie, coś przetrawia, i czekałam, aż się zwierzy. Jego milczenie bolało mnie najbardziej.

Co takiego się stało? Czemu nie mógł się zdobyć na szczerość?
– Jeśli dzisiaj wrócisz pijany, porozmawiamy inaczej, przez prawnika – zagroziłam mu przez telefon.

Miałam nadzieję, że się przejmie, zrozumie, jak bardzo jestem zdesperowana, skoro zagroziłam rozwodem. Niestety, wieczorem okazało się, że nic do niego nie dotarło. Powtórzył się wcześniejszy scenariusz: Tomek wrócił nietrzeźwy i od razu poszedł spać.

Zacisnęłam pięści. Byłam zrozpaczona. Moja bezradność pogłębiła się nazajutrz, kiedy chciałam wypłacić pieniądze z bankomatu. Brak środków. Brak środków?! Nic nie rozumiałam. Przecież na koncie powinna być już wypłata Tomka... Od razu do niego zadzwoniłam, ale nie odbierał.

A potem wyłączył telefon.

Działo się coś złego, ja zaś błądziłam w ciemnym lesie domysłów i podejrzeń. Nie poznawałam własnego męża, który dotąd był człowiekiem odpowiedzialnym, dbającym o rodzinę. Musiałam wreszcie z nim porozmawiać, wydusić z niego prawdę.

Nie wrócił na noc, szalałam z niepokoju

Jednak tego wieczoru Tomasz... w ogóle nie wrócił do domu! Odchodziłam od zmysłów. Kiedy rankiem nadal nie mogłam się z nim skontaktować – zaraz po odprowadzeniu dzieci do przedszkola ruszyłam na pobliską komendę. Może oni mi pomogą?

Wysłuchawszy mojej relacji, policjant spojrzał na mnie z politowaniem.
– Wytrzeźwieje, to wróci – mruknął, stukając jednym palcem w klawiaturę.
– Nigdy wcześniej tak się nie zachowywał – tłumaczyłam. – Boję się, że mogło stać się coś złego...
– A sprawdziła pani znajomych męża, rodzinę, dzwoniła do pracy?

Może faktycznie histeryzowałam. Wróciłam do domu. Obdzwoniłam rodzinę, najbliższych przyjaciół, ale nikt nic nie wiedział. Wreszcie więc zadzwoniłam do urzędu Tomka.
Pan Tomasz T. nie pracuje u nas od dwóch tygodni – wyjaśnił kobiecy głos, kiedy się przedstawiłam.
– Jak to nie pracuje?
– Przykro mi, nie mogę udzielić więcej informacji – usłyszałam.

Ręce mi się trzęsły, kiedy wybierałam numer komórki męża. Dobrze, że dzisiaj dzieci z przedszkola odbierali moi rodzice; ja miałam jechać do nowo otwartego marketu, by tam złożyć swoje CV. Chociaż teraz nie byłam w stanie myśleć o potencjalnej pracy. Moją głowę zaprzątał strach o męża. O naszą rodzinę, małżeństwo.

Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero szczęk klucza w zamku. Zerwałam się z podłogi i pobiegłam do przedpokoju. W drzwiach stał Tomek, blady, przygarbiony jak zawsze, ale trzeźwy. Zmizerowany, z podkrążonymi oczami.
– Gdzie ty byłeś?! – wyrzuciłam z siebie z ulgą. – Co się stało? W urzędzie powiedzieli, że już tam nie pracujesz!


Tomek przełknął ślinę.
– Nie wiedziałam, jak ci powiedzieć – odezwał się cicho. – Nie wiedziałem, co zrobić... – opuścił głowę.
– Więc piłeś, tak?! Straciłeś pracę i przepijałeś resztkę pieniędzy?!

Nie mieściło mi się to w głowie.
– Tylko raz się upiłem, za pierwszym razem. A potem udawałem. Bo dzięki temu unikałem pytań, tłumaczeń. To głupie, wiem, ale... Tak mi wstyd, zawiodłem, jako mąż, ojciec... Chciałem zachować się uczciwie i przez to wszystko straciłem. Wszystko.

Zrobiło mi się go żal. W jednej chwili wyparowała ze mnie złość, która towarzyszyła mi przez ostatnie dni.
– Ale co się właściwie stało?
Zwolnili mnie dyscyplinarnie za naruszenie obowiązków – wyznał.
– Za co? – zrobiłam wielkie oczy.

Zrobiłam herbatę i usiedliśmy razem w kuchni. Dopiero teraz dowiedziałam się, co się stało. Otóż Tomasz nie zgodził się na przyjęcie łapówki w zamian za zatajenie kilku faktów przed kontrolą. Na jego przełożonego posypały się gromy, kilka osób zostało zwolnionych. Niestety były szef przełożonego postarał się, aby cała odpowiedzialność spadła na mojego męża.

Śledztwo jeszcze się toczyło, jednak on został zwolniony dyscyplinarnie. Próbował znaleźć nową pracę, ale z taką opinią było trudno. A dawni znajomi odsunęli się od niego. Cóż... Przełożony miał sporo znajomości, które umiał wykorzystać. Tomek się załamał. Nawet silnym mężczyznom się zdarza.

– Masz rodzinę – przypomniałam mu. – Póki masz nas, nie straciłeś wszystkiego. Poczekamy na wyniki śledztwa i kontroli, złożymy skargę do sądu pracy – tłumaczyłam spokojnie.
– Poradzimy sobie, zobaczysz!
Zwykle to Tomek był moją opoką. Teraz on potrzebował wsparcia.
Mąż popatrzył na mnie z nadzieją. Uśmiechnęłam się, ocierając łzę.
– Przebrniemy przez to razem.
Na wymizerowanej twarzy Tomasza pojawił się delikatny uśmiech.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”