Bigamia fot. Adobe Stock

„Kocham obie moje dziewczyny i chcę je odzyskać. Problem w tym, że się o sobie dowiedziały i nie chcą mnie znać”

Właściwie nie rozumiem, dlaczego polskie prawo zakazuje bigamii. Ja na przykład uszczęśliwiam obie moje dziewczyny.
/ 25.11.2020 14:12
Bigamia fot. Adobe Stock

Siedziałem sobie wygodnie w fotelu i przeglądając poranną gazetę, popatrywałem na baraszkującego u moich stóp Azorka. Szczeniak tarmosił szmacianą lalkę, warcząc przy tym, jakby walczył z nie wiadomo jak groźnym wrogiem. W kuchni krzątała się Maja: słyszałem, jak nastawia kawę w ekspresie (zawsze pamiętała, by dla mnie zrobić taką z dużą ilością mleka i łyżeczką cukru), jak wyjmuje talerze, kroi chleb i otwiera lodówkę.

– Kochanie, zjesz jajecznicę na boczku czy na kiełbasie? – zapytała słodko moja kobieta.
Odwróciłem się w jej stronę: stała boso na posadzce w tej swojej króciutkiej koronkowej koszulce oraz niedbale narzuconym na nią szlafroczku, i uśmiechała tak słodko, że miałem ochotę ją schrupać! Coś musiało być w moim spojrzeniu, bo Maja odłożyła do miski trzymane w ręku jajka, uśmiechnęła się jeszcze cudniej i kołysząc biodrami, podeszła do mnie. Blisko, bliziutko…
Nachyliła się i obdarzyła mnie namiętnym pocałunkiem, a ja przytuliłem ją mocno, zapominając o całym świecie.

„Jestem w raju!” – przeleciało mi przez głowę i nawet wydawało mi się, że słyszę chóry anielskie… Jednak ich dźwięki przechodziły w coraz głośniejsze i bardziej natarczywe. Kiedy uzmysłowiłem sobie, że to nie niebo, tylko rzeczywistość, było już za późno. Dzwonek przy drzwiach zamilkł, a zamiast niego w zamku zazgrzytał klucz.

Zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować, drzwi otworzyły się z impetem i stanęła w nich Weronika. Musiała wracać z porannego joggingu, ale i tak wyglądała uroczo: miała na sobie podkreślający kształty dres, włosy ściągnęła gumką w kucyk.
– Kochanie, niespodzia… – zaczęła radośnie, lecz słowa uwięzły jej w gardle.

W ciszy, jaka zapadła, można byłoby usłyszeć trzepot skrzydeł motyla.
– Kim ona jest?! – usłyszałem.
Pytanie obie dziewczyny zadały równocześnie. Siedząca na moich kolanach Maja wskazywała palcem na zaskoczoną Weronikę, Weronika – na Maję.

Moja tajemnica nie może się wydać

Oblał mnie zimny pot i… obudziłem się. Choć dotarło do mnie, że to tylko koszmarny sen, naprawdę byłem mokry od potu. Moje podwójne życie ostatnio męczyło mnie coraz bardziej. Idąc z Mają do restauracji, nerwowo oglądałem się za siebie, bo wydawało mi się, że widzę Weronikę. Zapraszając Weronikę, nie pozwalałem jej się bawić moim telefonem w obawie, żeby nie znalazła czułych SMS-ów od Mai.

Koszmarnie bałem się, że kiedyś pomylę ich ulubione filmy, wina albo daty urodzenia, a co gorsza – w chwili miłosnego uniesienia – jedną nazwę imieniem drugiej.

Te tajemnice kosztowały mnie coraz więcej pomysłowości, wysiłku i nerwów, i coraz częściej marzyłem o tym, by skończyć ów ryzykowny układ. Niestety, za nic nie potrafiłem zdecydować, którą z dziewcząt wybrać.

Nie wyobrażałem sobie życia bez troskliwej i ciepłej Mai, która umiała stworzyć klimat rodzinnego gniazdka, o jakim marzy każdy mężczyzna. Zarazem jednak nie potrafiłbym już funkcjonować bez zwariowanej Weroniki i jej nieokiełznanej wyobraźni – dziewczyny, dzięki której każdy kolejny dzień był wielką przygodą. Naprawdę kochałem je obie i choć bardzo się starałem, męczyłem i rozmyślałem, nie potrafiłem zrezygnować ani z Mai dla Weroniki, ani z Weroniki dla Mai!

Jeszcze rok temu byłem mężczyzną jakich wielu. Wiodłem beztroskie życie, dzieląc je między pracę (a praca informatyka jest tym, co tygrysy lubią najbardziej: móc siedzieć cały dzień w sieci i jeszcze dostawać za to pieniądze – bezcenne!) a wieczory przed telewizorem i całonocne wypady na piwo z kumplami.

Soboty spędzałem w klubach, gdzie poznawałem kolejne dziewczyny. Były piękne, inteligentne i nieprawdopodobnie nowoczesne. Wcale nie szukały mężczyzny, z którym mogłyby stworzyć związek, lecz takiego, z którym można wyjechać na wakacje, pokazać się na rodzinnej imprezie, żeby ciotki przestały gadać o staropanieństwie, wyjść do kina i miło spędzić kilka nocy.

Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Skakałem z kwiatka na kwiatek, zachwycając się długimi nogami Zosi, pełnymi ustami Eweliny, mięciutkimi piersiami Kingi i aksamitnym głosem Magdy. Spotykaliśmy się potem na imprezach, a moje byłe dziewczyny machały mi z daleka, pobłażliwie patrząc na swoje następczynie.

I pewnie wiódłbym takie beztroskie życie w nieskończoność, gdyby nie to, że kumple zrobili mi głupi dowcip i założyli konto na popularnej stronie randkowej.

Moje życie uczuciowe rozkwitło

Żebyście wiedzieli, co się potem działo! W ciągu jednego dnia dostałem ponad 100 odpowiedzi od kobiet pragnących „czułego, troskliwego mężczyzny, który otoczy je opieką do końca życia” – bo tak właśnie opisali mnie chłopaki. Moja skrzynka się zapchała, a koledzy rechotali, robiąc coraz mniej wybredne uwagi. Wściekły, że przez ich wygłup nie mogę pracować, z zapamiętaniem zacząłem kasować maile, w ogóle ich nie czytając.

Byłem już blisko końca, kiedy przypadkowo nacisnąłem nie ten klawisz i wiadomość zamiast wpaść do kosza, otworzyła się. Ze zdjęcia spoglądała na mnie długowłosa blondynka o łagodnym uśmiechu i wielkich sarnich oczach. Pisała, że ma na imię Maja, pracuje z niepełnosprawnymi dziećmi i marzy o prawdziwej, dającej oparcie rodzinie.

Wydawała mi się tak delikatna, że zwyczajnie nie miałem serca zostawić jej listu bez odpowiedzi. Z rozpędu zacząłem przeglądać pozostałe maile. Wśród formułek o „optymistycznie myślącej dziewczynie potrafiącej dać mężczyźnie szczęście”, które bardziej niż z gorącym romansem kojarzyły mi się z CV, znalazłem zdanie: „Jeśli twój świat jest tak samo zwariowany jak mój, razem możemy się bawić jeszcze lepiej!”.

„Musi być z niej niezłe ziółko” – pomyślałem, patrząc na fotografię hojnie obdarzonej przez naturę brunetki prezentującej kolorowe etniczne kolczyki. „Weronika, lat 26, instruktorka w klubie fitness. Motto: żyć tak, żeby zapamiętać każdy dzień” – pisała dziewczyna.

Patrzyłem na zdjęcia obu dziewczyn i nie mogłem się zdecydować, która podoba mi się bardziej. W końcu… napisałem do obu, proponując spotkanie. Tego, co wydarzyło się potem, nie wymyśliłby scenarzysta najlepszego filmu. Ja, wieczny chłopiec, zawadiaka, wyluzowany przedstawiciel gatunku: „wszystko, tylko nie stały związek”, wpadłem jak śliwka w kompot. Przestały mnie interesować wyjścia do klubów, a w pracy uwijałem się jak mróweczka, żeby móc z niej szybko wyjść i spotkać się z jedną z moich cudownych dziewczyn.

Kocham je obie

Maja ujęła mnie swoim ciepłem i serdecznością. Czułem się dowartościowany tym, jak wychwalała moją męskość, opiekuńczość, zaradność, i to, jak o nią dbam, choć tak naprawdę to ona dbała o mnie. Cierpliwie wysłuchiwała żalów o niesprawiedliwym szefie, który dał podwyżkę koledze, choć należała się ona mnie…

Kiedy się przeziębiłem, Majeczka wzięła urlop w pracy i warowała przy moim łóżku oraz w mojej kuchni, podając mi herbatkę, gotując rosołek i użalając się nad moim stanem, jakbym co najmniej miał połamane obie nogi. Czułem się przy niej niczym puchate szczenię, które zawsze jest w centrum zainteresowania, i nawet przestałem wpadać w panikę na jej – zrazu nieśmiałe – pytania o wspólną przyszłość.

Marzeniem Mai był ślub w białej sukni, domek z kominkiem i gromadka maluchów baraszkujących w ogrodzie. O ile jeszcze niedawno na hasło „dzieci” uciekałem z krzykiem, o tyle teraz coraz częściej łapałem się na myśli, że Maja naprawdę byłaby świetną matką dla moich dzieci.
„Lepszej, baranku, możesz już nigdy nie znaleźć” – powtarzałem sobie.

Jak ja marzyłem, żeby się z nią zaręczyć i wziąć ślub! Chciałem jej wsunąć pierścionek na palec, podnieść welon, pocałować ją, nazwać „żoną” i przeciąć pępowinę naszego maleństwa… Było tylko jedno „ale”. Otóż nie wyobrażałem sobie życia bez Weroniki!

Była jak tajfun, który przewrócił je do góry nogami. Codziennie miała milion pomysłów na to, dokąd pójść, co zrobić i jak sprawić, żebyśmy się razem nie nudzili. Uczyliśmy się tańczyć salsę, jedliśmy ślimaki (fuj, ten pomysł jej nie wyszedł) i skoczyliśmy ze spadochronem. Pamiętam, że spadając w szaleńczym pędzie w dół, pomyślałem, że takiej adrenaliny i takiej kobiety potrzebuje każdy facet, i że jestem niesamowitym szczęściarzem.

Weronika pasjonowała się wyścigami motocyklowymi i oglądała ze mną mecze piłki nożnej, kibicując naszym nie ciszej niż ja. Za dnia była dobrym kumplem, w nocy świetną kochanką. Na dodatek nie przejmowała się konwenansami i powtarzała, że małżeństwo to tylko głupi papierek. Skarb!
Nawet jutro rzuciłbym wszystko i pojechał z nią w podróż dookoła świata, którą zaproponowała, gdyby nie to, że… nie wyobrażałem sobie życia bez Mai.

Na początku liczyłem na wskazówkę od losu, na jakiś znak, z którą z dziewcząt powinienem spędzić resztę życia. Czas jednak mijał, a mnie z każdym dniem coraz bardziej zależało na obu. Musiałem się przy tym nieźle nakombinować – ponieważ moje związki tak pięknie rozkwitły, naturalne się stało, że obie dziewczyny chciały ze mną spędzać coraz więcej czasu.

Ciuciubabka, która na początku była zabawą, teraz przerodziła się w prawdziwe wyzwanie. Tylko mój ścisły informatyczny umysł pozwolił mi nad tym zapanować. Napisałem nawet… specjalny program pomagający mi ułożyć spotkania i wyjazdy, a przy tym kontrolować kłamstewka. Dzięki niemu pamiętałem, jaki jest ulubiony film Mai i jakiego dania nie znosi Weronika.

Wiedziałem, kiedy która z moich dziewczyn wyjeżdża na szkolenia (mogłem wtedy spędzić kilka dni z drugą) i w jakiej restauracji lubi bywać z przyjaciółmi (tej drugiej nie zabierałem tam pod żadnym pozorem). Wzbudzałem sympatię w domach ich rodziców, pamiętając, na co choruje babcia i gdzie pracuje szwagier każdej z nich. I wszystko układałoby się perfekcyjnie, gdyby nie to, że zaczynało mi brakować wykrętów w odpowiedzi na pytanie, które zadawały obie: „Kiedy w końcu razem zamieszkamy?”.

Dla Mai – matki moich przyszłych dzieci – było jasne, że obowiązkiem kobiety jest dbanie o mężczyznę codziennie, a nie tylko w wybrane dni. Weronika racjonalnie stwierdziła, że nie ma sensu płacić za wynajem dwóch mieszkań, skoro można za jedno.

Musiałem się strasznie nagimnastykować, żeby nie dopuścić do ich spotkania na mojej klatce schodowej. Choć ja miałem klucze do mieszkań ich obu, kluczy do swojego nie dałem żadnej, na kolejne pytania pokrętnie odpowiadając, że zgubiłem zapasową parę, że nie ma sensu, bo za chwilę i tak chcę wymienić zamek, że zasuwka się zacina, Azor zaś rzuca się do gardła wszystkim, którzy wejdą do mieszkania, kiedy mnie tam nie ma… Rany, byłem mistrzem konfabulacji!

Wszystko wyszło na jaw

Dlatego teraz zaśmiałem się, wspominając dzisiejszy sen. Z ulgą nachyliłem się nad tabelką, aby sprawdzić, co i z którą z dziewcząt zaplanowałem na dzisiejszy wieczór. Wtedy w zamku zazgrzytał klucz. Drzwi otworzyły się i stanęły w nich… Maja i Weronika. Wyglądały pięknie.
– Kochanie, niespodzianka! – zakrzyknęły radośnie i kołysząc biodrami, ruszyły w moim kierunku; Azor wcale nie zamierzał rzucać im się do gardeł.

Siedziałem przy biurku, nie mogąc ruszyć się z miejsca. Nie zareagowałem nawet wtedy, gdy Maja wymierzyła mi policzek, celując w lewą część twarzy, a Weronika – w prawą. Potem obie zaczęły łamać moje płyty, tłuc ulubione kufle do piwa, a zawartość lodówki wyrzucać na środek kuchni. Przesuwały się metr po metrze, by nie przeoczyć niczego. Na mnie nie zwracały uwagi, gawędząc o ostatnim odcinku „Seksu w wielkim mieście”.

Kiedy mieszkanie wyglądało już jak po tajfunie, dziewczyny zgodnie ruszyły do drzwi.
– Aha – przystanęła na chwilę Weronika.
– Zapomniałabym, po co przyszłam. Chciałam ci oddać książkę… No to pa, Misiu.
Zgubiła mnie moja zbytnia przezorność! Z książki, którą Wera zostawiła na stole, wystawała kartka z tabelką i informacjami o obu dziewczynach… Nie wiem, jakim cudem wpadła w jej ręce. Nie wiem, jak odnalazła Maję ani jakim sposobem dorobiły sobie klucz. Wiem, że straszliwie nabroiłem i teraz zostałem sam. Jestem gotów zrobić wszystko, żeby którąś odzyskać. Tylko którą?

Przeczytaj więcej listów do redakcji:„Czekaliśmy na dziecko 12 lat. Syn urodził się 10 tygodni wcześniej z poważną wadą serca. Dlaczego los tak mnie pokarał?”„Moja żona zmarła przy porodzie. Ja nie byłem gotowy zostać samotnym ojcem i po prostu oddałem córkę do adopcji”„Zaszłam w ciążę w wieku 15 lat i bardzo długo to ukrywałam. Bałam się reakcji rodziców”