Zdradzana kobieta fot. Adobe Stock

„Mąż zdradzał mnie z kim popadnie. Gadali o tym wszyscy, ale mnie nikt nie raczył poinformować”

Czy po tak wielkim rozczarowaniu można zbudować swoje życie na nowo? Przekonałam się, że można.
/ 06.09.2020 08:06
Zdradzana kobieta fot. Adobe Stock

Po latach małżeństwa mój mąż odszedł, by „zaopiekować się” Sandrą. Od tamtej chwili nic już nie było takie samo. Najbardziej przygnębiał mnie widok pustego domu. Kuchnia przypomniała mi kolacje, podczas których planowaliśmy podróże; kanapa w gościnnym kojarzyła mi się z wieczorami przed telewizorem. Starałam się więc jak najrzadziej przebywać u siebie. Nadgodziny w pracy, spacery po mieście, byle tylko oddalić powrót do domu. Unikałam też sąsiadów. Nie miałam siły, by odpowiadać na ich pytania.

Tylko ja, głupia, nie miałam pojęcia o jego zdradach

Niestety, tamtego dnia mi się nie udało. Na klatce schodowej spotkałam Jolę, lekarkę z pobliskiego szpitala, która mieszkała z nami drzwi w drzwi.
– Coś mizernie wyglądasz – powiedziała na powitanie. – Chyba niezbyt dobrze się czujesz. Chodź do mnie, zaraz zmierzę ci ciśnienie.
Niewzruszona moimi protestami zaciągnęła mnie do mieszkania, posadziła na krześle i wyciągnęła aparat.
– Michał się wyprowadził? – spytała bez ogródek i nie zważając na moje zmieszanie, dodała: – No cóż, kochana, dłużej już nie mógł ukrywać swoich romansów. To za mała mieścina. Od dawna było wiadomo, że ten chłop nie oprze się żadnej panience, ale nikt nie miał odwagi ci o tym powiedzieć.

To był szok. A więc wszyscy wiedzieli. Tylko ja nie miałam pojęcia o jego zdradach. Siedziałam jak sparaliżowana, czerwona ze wstydu, upokorzona. Bo przecież tak długo naiwnie wierzyłam w nadgodziny, wyjazdy służbowe, pomoc kuzynce. Rozszlochałam się na dobre. Jola bez słowa zniosła mój wybuch żalu.
– Przydałby ci się wyjazd. Kiedy najwcześniej możesz pójść na urlop? – zapytała w końcu rzeczowo.
– Nie wiem, może za miesiąc albo dwa – odparłam, wycierając nos.
– Dobrze, w takim razie postaraj się wziąć trzy tygodnie wolnego, a ja załatwię ci pobyt w sanatorium. Mam znajomego lekarza, który na pewno wypisze ci skierowanie – oznajmiła mi Jola, uznała naszą rozmowę za zakończoną i odprowadziła mnie do drzwi.

W nocy biłam się z myślami. Przecież wyjazd nie rozwiąże moich problemów. „Ale może pomoże mi nabrać dystansu?” – zastanawiałam się i nad ranem ta druga opcja przeważyła. Następnego dnia poprosiłam o urlop. Za miesiąc mogłam jechać do uzdrowiska.

Nie pamiętam tego miesiąca pracy, ale wiem, że poczułam ulgę. Przestałam bać się swoich czterech kątów, bo z rosnącym podnieceniem odliczałam czas do wyjazdu. Dzień przed podróżą wybrałam się do marketu. Gdy już wychodziłam, omal nie zderzyłam się w drzwiach z roześmianą parą. To był mój mąż i jego „kuzyneczka”. Stanęłam zaskoczona, Michał także. Tylko ona nadal się uśmiechała.
– Nie wiedziałem, że robisz zakupy tak daleko od domu – powiedział. – A w ogóle co u ciebie słychać?
– Świetnie. Wyjeżdżam i zamierzam się dobrze bawić – odparłam, po czym odwróciłam się na pięcie, zostawiając mojego byłego w stanie osłupienia. Byłam z siebie naprawdę dumna.

Kołobrzeg przywitał mnie słońcem. Pensjonariusze, do których dołączyłam, okazali się bardzo sympatyczni. Wśród nich były jedynie dwa małżeństwa. Pozostali – bez pary. „To tak jak ja” – pomyślałam zadowolona. Wszyscy ode mnie dużo starsi, poza Karolem. Dość szybko zaczęliśmy trzymać się razem. Karol stał się towarzyszem moich codziennych spacerów nad brzegiem morza, razem chodziliśmy na ozonoterapię. Odkryliśmy, że oboje interesujemy się psychologią. Słuchaliśmy Starego Dobrego Małżeństwa i Renaty Przemyk.

Ostatniego wieczoru opowiedziałam mu w końcu o moim nieszczęsnym mężu. Zrewanżował mi się równie smutną historią rozpadu jego małżeństwa. Siedzieliśmy na ławce przygnębieni. Dla poprawienia nastroju zaproponowałam wino w pobliskiej kawiarni. Czułam już, że będę tęsknić za Karolem…Nawet nie zauważyłam, kiedy minęły te trzy tygodnie. Było mi coraz bardziej przykro, że nasza znajomość zbliża się do końca, bo dawno nie czułam się tak dobrze w męskim towarzystwie.
– Mogę czasami do ciebie zadzwonić? – zapytał wtedy Karol.
– Tak! – szczerze się ucieszyłam.

A jeśli o mnie zapomni? Nie będzie chciał mnie widzieć?

Następnego dnia stałam na dworcu i żegnałam się ze wszystkimi, próbując ukryć smutek. W końcu podeszłam do Karola. Podziękowałam za mile spędzony czas i omal się nie rozpłakałam.
– To ja powinien ci podziękować za te wspólne chwile. Myślałem, że nie ma już interesujących kobiet, a tu, nagle spotkałem ciebie – Karol mocno uścisnął moją dłoń. – Może na wiosnę wybierzemy się w góry? Jest parę miejsc, które chciałbym ci pokazać.

Zgodziłam się z radością.

Po powrocie przez tydzień zadręczałam się, czy on to mówił poważnie. Bo może uznał, że było miło, ale jednak się skończyło? Dziś wiem, że niepotrzebnie się martwiłam. Zadzwonił i już umówiliśmy się na weekend na Mazurach. A potem – kto wie…

Więcej listów do redakcji:„Przez prawie 20 lat nie miałem pojęcia, że mam córkę. Nie zdążyłem jej poznać, bo.... zmarła”„Moją córkę zabił na pasach pijany kierowca. Zatraciłam się w swojej żałobie i odtrąciłam bliskie mi osoby”„Mam żonę, dwójkę dzieci i kochankę. Żyję tak od kilku lat bez wyrzutów sumienia, bo żona wie o wszystkim”