I zobaczyłam to zdjęcie...

Żyj tak, żeby nikt przez ciebie nie płakał, mawiała moja mama. I ja się starałam. Dziś, gdy znam historię Anki, wiem, że to może nie wystarczyć...
Przypadkiem można złamać komuś serce. Jak z tym żyć?

Pamiętam pierwszy wiosenny dzień zeszłego roku, bo wtedy zrozumiałam, że w życiu zdarzają się rzeczy, o które trudno nawet w filmach. Znam Ankę już kilka lat. Pracujemy nie tylko w tej samej firmie, ale i w tym samym pokoju. Tamtej wiosny Anka, zwykle pogodna, od tygodnia chodziła jakaś zmartwiona. Widziałam, że coś się dzieje, ale nie zadawałam pytań myśląc, że jeśli będzie chciała to sama mi powie. Znałam ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że jeśli będzie miała naprawdę poważny problem, to z pewnością omówi go ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa.
Bo ta ich przyjaźń była naprawdę niezwykła. Poznały się z Ewą pierwszego dnia szkoły podstawowej i odtąd były nierozłączne. Nawet studia, na które Ewa wyjechała do innego miasta, nie oddaliły ich od siebie, choć widywały się już rzadziej. Ewa po studiach została na wybrzeżu i teraz spotykały się raz, czasem dwa razy w roku, ale za to często do siebie dzwoniły i radziły się w każdej sprawie. Czasem zazdrościłam Ance takiej przyjaciółki.
Ja owszem, miałam dobre, nawet bardzo dobre koleżanki, ale jakoś nigdy nie miałam przyjaciółki od serca, takiej "na dobre i na złe".
– Cześć. Jesteś zajęta po południu? Może byśmy wyskoczyły na kawę? Ja stawiam – powiedziała Anka, wchodząc do pokoju i zdejmując płaszcz.
– Pewnie. Coś się stało? – spojrzałam na nią zdziwiona, bo nigdy wcześniej nie zapraszała mnie na kawę. Czasem zagadałyśmy się na przystanku, czekając na autobus, ale tylko tyle.
– Nie. Nic takiego. Po prostu chciałam się ciebie poradzić w pewnej sprawie i pomyślałam, że może będziesz miała chwilę, żeby pogadać – odpowiedziała. Ale czułam, że to będzie coś więcej niż taka sobie babska pogawędka. I jak się potem okazało, moja intuicja mnie nie zawiodła.

Historia Ani
Parę minut po szesnastej siedziałyśmy już w małej kawiarence niedaleko pracy.
– Słuchaj, coś ci opowiem i proszę, żebyś szczerze powiedziała, co o tym wszystkim myślisz – zaczęła niepewnie Anka, kiedy tylko kelnerka przyniosła zamówioną kawę i sernik.
– W porządku – przytaknęłam.
– Ale obiecaj mi proszę, że to zostanie między nami – widziałam niepewność w jej oczach, kiedy wypowiadała te słowa.
To jakaś grubsza sprawa – przemknęło mi przez myśl. Oczywiście zapewniłam, że może na mnie liczyć i że będę milczeć jak grób. Mówiąc to uśmiechnęłam się szeroko, ale widząc jej minę, zrozumiałam, że to nie będzie wesoła historia.
– Dwa tygodnie temu mój narzeczony, Maciek, poprosił, żebym za niego wyszła – zaczęła.
– To świetnie! Kochana i ty dopiero teraz o tym mówisz? I jeszcze każesz zachować to wyłącznie dla siebie. Dlaczego? – zdziwiłam się.
– Nie, to znaczy tak. Zaczekaj. Jasne, cieszę się. Bardzo się cieszę. Wiesz, ja mam już w końcu 28 lat i chcę założyć rodzinę. Poza tym, kocham go. Ale nie o to chodzi – mówiła szybko i nieskładnie, więc gubiłam się w tej opowieści.
– Kochacie się i chcecie wziąć ślub. Przecież to wspaniałe wiadomości. Co w tym złego? – dociekałam.
– Nie wiem od czego zacząć – Anka spuściła wzrok, a ja poczułam się trochę niezręcznie. W końcu, nie byłyśmy przyjaciółkami od serca i nigdy mi się nie zwierzała ze swoich problemów.
– Jak nie wiesz od czego zacząć, to zacznij od początku. Aniu, obiecuję, że cię wysłucham i jeśli tylko będę potrafiła, to doradzę – powiedziałam, żeby dodać jej odwagi.
– Kocham Maćka od dwóch lat. Chcę wyjść za niego za mąż. Gdy zaczęliśmy mówić o ślubie, zaplanowaliśmy huczne wesele. A świadkiem ma być moja przyjaciółka Ewa, o której wiele mu opowiadałam. Oni się jeszcze nie znają. To znaczy, teoretycznie się nie znają.
– Jak to teoretycznie? Nic nie rozumiem – wtrąciłam.
– No właśnie, w tym cały problem. Widzisz, Maciek studiował w tym samym mieście, co Ewa. Więcej nawet – studiował z nią na tej samej uczelni i znał ją. Nawet dość dobrze ją znał. Oni, oni byli razem... – po tych słowach Anka wybuchnęła płaczem. Kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałam ją jakoś pocieszyć.
– Nie płacz. Tak przecież bywa. Ludzie są razem, potem się rozstają, pojawia się ktoś nowy. Przecież wy się poznaliście dwa lata temu, a oni studiowali razem o wiele dawniej – tłumaczyłam.
– To nie tak – Anka wytarła łzy i próbowała się jakoś opanować. – Bo widzisz, oni rozstali się z mojego powodu. Tylko, że żadne z nich nie wie, że to ja... – znów zaczęła płakać.
– Nic już z tego nie rozumiem. Przecież mówiłaś, że oni byli ze sobą dawno temu, a wy jesteście razem od dwóch lat, więc to chyba niemożliwe, żeby rozstali się z twojego powodu – próbowałam to poukładać w logiczną całość.
– Ale tak jest. Poznali się na studiach. Ewa świata poza nim nie widziała. Pamiętam, jak opowiadała mi, że poznała mężczyznę, z którym chce spędzić resztę swojego życia. Cieszyłam się jej szczęściem i żartowałyśmy razem, że będę najpierw świadkiem na ich ślubie, a potem matką chrzestną ich dzieci. Choć wiele razy zapraszała mnie do siebie, to jakoś nie udało mi się poznać jej narzeczonego, bo on już pracował i często wyjeżdżał. Mieszkali razem i w ogóle. Byłam pewna, że ich ślub to tylko kwestia czasu. Już nawet przeglądałyśmy z Ewą katalogi ze ślubnymi sukniami.
Zaraz po studiach znalazłam pracę i poznałam Maćka. Współpracował z naszą firmą. Od razu coś między nami zaiskrzyło. Ale żadne z nas nie zrobiło pierwszego kroku. Spotykaliśmy się najpierw wyłącznie służbowo, potem także towarzysko, ale to były spotkania dobrych znajomych i nic więcej. Po roku, on przeprowadził się do naszego miasta, bo awansował i tutaj była centrala firmy. I dopiero wtedy zostaliśmy parą. Wspomniał kiedyś, że przed przeprowadzką rozstał się ze swoją dziewczyną, ale o szczegóły go nie pytałam.
Nie skojarzyłam tej opowieści z Ewą, bo niby jak? Ona zadzwoniła do mnie kilka miesięcy wcześniej i powiedziała, że rozstała się z narzeczonym. Była chłodna i opanowana, choć czułam, że jest załamana. Na moje pytanie o przyczyny, powiedziała krótko, że on szuka swego miejsca na świecie i ona nie zamierza mu przeszkadzać, skoro dla niej w jego świecie tego miejsca zabrakło.
Wiedziałam, że cierpi, dlatego nawet nie wspomniałam, że poznałam kogoś.
Potem też się jakoś nie składało. Ewa wiedziała, że mam chłopaka, ale bez żadnych szczegółów. Minęły ponad dwa lata od jej rozstania z narzeczonym, a ona ciągle je przeżywała. Nie chciałam afiszować się ze swoim szczęściem. Ale tydzień temu, zaraz po oświadczynach Maćka, pojechałam do Ewy. Chciałam podzielić się z nią wspaniałą wiadomością o ślubie i prosić, żeby była naszym świadkiem.
Chciałam, żeby było uroczyście, więc czekałam do wieczora. Najpierw musiałyśmy się nagadać o takich zwykłych sprawach. Ewa chciała pokazać mi jakieś zdjęcie z pracy, wyjęła cały plik. I wśród nich było to jedno... – Anka urwała.
– Co na nim było? – zapytałam.
– On. Mój Maciek. Z Ewą. Podnosił ją, śmiejąc się, do góry. Na zdjęciu odręczny podpis: "Kochanej Ani, Maciek". Zabrała je szybko, mówiąc, że to jedyne zdjęcie mężczyzny, który złamał jej serce, bo wszystkie inne zniszczyła, kiedy od niej odszedł.
Zamarłam z przerażenia. Nie powiedziałam jej o ślubie. Skłamałam, że ta świetna wiadomość to awans w pracy. Potem się jakoś z tego wykręcę. Ale co ja mam zrobić? Powiedzieć jej o nim?
Anka mówiła do mnie, ale czułam, że pyta też o to samą siebie.
– Możesz zrobić tylko jedno – powiedzieć im prawdę. Nie masz innego wyjścia. Odkładanie ślubu nic nie da.
A zrywać kontaktów z Ewą chyba nie chcesz? Zresztą, to się przecież wyda kiedyś i tak – próbowałam podsunąć jakieś rozwiązanie.
– A jeśli stracę ich oboje? – westchnęła Anka.
– Ale spójrz na to z innej strony – tłumaczyłam – Przecież ty nie wiedziałaś, że on zostawił ją dla ciebie.
A Maciek też, uważam, jest w porządku. Zanim zaczął spotykać się z tobą, rozstał się z nią. Sama to powiedziałaś. Tak
w życiu bywa. Na miłość nie ma rady. A ty, tak naprawdę jesteś ofiarą tej całej sytuacji – pomyśl o tym w ten sposób – próbowałam postawić się na jej miejscu i pomyślałam, że przecież ona naprawdę nie jest niczemu winna.
– Dziękuję ci. Pomyślę o tym. Masz rację. Będę walczyć. O nich oboje. W końcu on chce mi przysiąc, że będzie ze mną na dobre i na złe, a ona była już wiele razy na dobre. Może i teraz będzie "na złe"?

Autorka: Bogna C., lat 31, kadrowa
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
nie chciala bym sie znalezc w takiej sytuacji, a Ty mialas nic nie mowic:P