The Stooges „The Weirdness”

The Stooges nagrali po 34 latach nową płytę, która brzmi jak katechizm wiecznego punkowca.
/ 21.03.2007 12:16
Jak nie wyrosnąć z punk rocka? Można się zaprzeć, twardo i z premedytacją stać w miejscu. Nowa, nagrana po ponad 30 latach milczenia płyta The Stooges, pierwszego zespołu garażowej Ameryki, brzmi jakby ją przygotowano właśnie trzy dekady temu.

Nie ma tej siły rażenia co legendarne „Raw Power”, to oczywiste, nic dwa razy się nie zdarza. Ale za to poziom chaosu i zamierzonej niedoskonałości już porównywalny. The Stooges (trzon dzisiejszego wcielenia stanowią trzej żyjący muzycy oryginalnego składu) rejestrowali „The Weirdness” pod czujnym okiem Steve’a Albiniego (realizującego dźwiękowo płyty Nirvany, Pixies i PJ Harvey). Stąd brud, zgiełk, bałagan nieobecny na nowoczesnych, dopieszczonych wydawnictwach. Bezkompromisowe brzmienie stanowi o sile albumu. Bo jeśli traktować go śmiertelnie poważnie – to z pewnością najgorsza płyta w dorobku The Stooges. Banalna, w tekstach prostacka. Złe kobiety, podły świat, ujarzmione rockowe elity i pomiędzy tym wszystkim pociesznie wkurzony Iggy Pop. Ale może jest drugie dno. Może Pop jest świadomy roli, jaką mu przypisano – roli nieokrzesanego, przewrotnego łobuza. Ma do siebie dystans. I dystansu wymaga od publiczności. Puszcza oko, robi sobie test na nietykalność, na którą oczywiście zasłużył.

Angelika Kucińska/ Przekrój

The Stooges „The Weirdness”, EMI, 40’04”, 59 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)