Tęczowy music box

Gejowskie rytmy pod strzechy, czyli Kayaksu misja społeczna
Nie od dziś ulubieńcami homoseksualnej publiczności są Kylie Minogue, Madonna i szereg światowych gwiazd produkujących hity o parkietowym potencjale (a dostępnych na "Music For Boys & Gays" – obok polskich artystów, choćby Zdzisławy Sośnickiej).




Powyższych słów nie należy traktować jako ironii. Płytę z muzyką gejowską (czy raczej: powszechnie opisywaną w ten sposób) powinien posiadać każdy. Winna leżeć jak dzieła zebrane Prousta w inteligenckim domu albo jak gaśnica w samochodzie. Nie po to, żeby z niej korzystać stale, ale by sięgnąć w sytuacji kryzysowej. Bo kiedy nikt nie rusza do tańca, nie ma nic skuteczniejszego niż hit Village People. Nie od dziś ulubieńcami homoseksualnej publiczności są Kylie Minogue, Madonna i szereg światowych gwiazd produkujących hity o parkietowym potencjale (a dostępnych na "Music For Boys & Gays" – obok polskich artystów, choćby Zdzisławy Sośnickiej). To zaszłość historyczna. Bo nie byłoby nowojorskiej sceny disco bez gejowskich klubów i didżejów, nie byłoby bez nich rytmów house, rewolucji tanecznej lat 90. i tak dalej.

To był prezent, jaki zepchnięte do hermetycznego podziemia, ale uwrażliwione artystycznie środowisko dało w latach 70. całemu światu. Składanka "Music For Boys & Gays" ukazuje się w Polsce w dość szczególnym momencie, gdy przywykło się każdą wypowiedź w temacie traktować jako akcję społeczną. Mam nadzieję, że kolejne części pokażą wprost udział tęczowej mniejszości w historii rozrywki, włącznie z rzeczonymi Village People. Bo zasadniczy morał płynący z tej części słuchacze wszystkich orientacji zapewne już chwycili: w tańcu wszyscy są równi, pod warunkiem że równo tańczą.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Różni wykonawcy, "Music For Boys & Gays", Kayax, 2CD, 151’15”, 43 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)