Some Loud Thunder

Nowa płyta Clap Your Hands Say Yeah, poszerza formułę utworów, ale wszystko odbywa się pod pełną kontrolą i w ramach przyjętej konwencji.
Zdecydowanie burza, jak w tytule płyty, choć hałaśliwe skojarzenia towarzyszą grupie od początku. Debiut w sumie był głośniejszy – zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę wszelkie skutki uboczne.

Media, histerie, tytuł największego wydarzenia w nowej amerykańskiej alternatywie. Nie do końca zasłużony, bo mimo poważnych wzorców Clap Your Hands Say Yeah byli tylko jednym z wielu współczesnych wtórnych zespołów. Z tą różnicą, że bardzo sprawnym kompozytorsko. Płyta numer dwa to porównywalnie wysoki poziom piosenek minus męcząca atmosfera sensacji plus pomysł. „Some Loud Thunder” poszerza formułę utworów CYHSY więcej niż dyskretnie, ale wszystko odbywa się pod pełną kontrolą i w ramach przyjętej konwencji. Nachalne skojarzenia z Talking Heads, które utrudniały odbiór debiutu, tracą na intensywności. Zaczął się etap efektownego budowania własnej rozpoznawalnej marki. Aranżacyjnie dzieje się znacznie więcej niż poprzednio i mimo momentów smutku i powagi króluje klimat przewrotny jak w najlepszym na płycie utworze „Satan Said Dance”. Jasne polecenie, można tylko przyklasnąć, szatanowi trudno odmówić.

Angelika Kucińska/ Przekrój

Clap Your Hands Say Yeah „Some Loud Thunder”, Wichita
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)