Reni Jusis „Magnes”

Z zakrętu wyszła na prostą. Nawet zbyt prostą.
/ 26.06.2006 15:00
Kiedyś „zakręcona”, dziś Reni Jusis wyraźnie się rozkręciła. „Trans Misja” sprzed trzech lat okazała się nieoczekiwanie jej największym sukcesem – bo i hity, i dobra stylizacja na muzykę lat 80.
I może dlatego na nowym albumie Reni postanowiła jeszcze bardziej się otworzyć na muzykę klubową, już w jej najbardziej masowym polskim wymiarze, znanym raczej z Radia Eska niż z najlepszych czasów Radiostacji. Nie znaczy to, że pod względem pomysłów „Magnes” to album zupełnie pusty – zabawne są detale, choćby stylowe solo syntezatora z „Ocalę cię” w typie Kombi, a najlepsze fragmenty brzmią jak klasowy taneczny pop spod znaku Pet Shop Boys (pod warunkiem że Reni nie usiłuje śpiewać po angielsku). Tyle że całość sprawdzi się przede wszystkim w odradzających się na prowincji dyskotekach. Dla tych, którzy przy najnowszych nagraniach muzyki klubowej z zagranicy zdarli już cholewki, ta płyta będzie czymś na kształt plastikowego ekwiwalentu magnesu. Wygląda dobrze, ale nie działa tak samo. I nie ten sam ciężar gatunkowy. To fakt, wygląda i brzmi prawie jak klubowa płyta Madonny. Ale prawie, jak wiadomo, robi różnicę.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Reni Jusis „Magnes”, Pink Pong Records