Pieśniarz dobrze wyreżyserowany

Maleńczuk i Waglewski, czyli same pożytki z kolegów.
Skąd tak symbiotyczny efekt całości? Maleńczuk daje głos, a Waglewski know-how. Maleńczuk i Waglewski, czyli same pożytki z kolegów.



Duet z Wojciechem Waglewskim to najlepsze, co mogło się przydarzyć Maćkowi Maleńczukowi na niezbyt fortunnym etapie jego kariery, gdy porzucił jedne projekty, a inne straciły siłę napędową. Z Waglewskim już kiedyś współpracował – przy tworzeniu jednej z najlepszych płyt Homo Twist. Tu odnajdują się w akustycznym repertuarze składającym się po trosze ze znanych piosenek innych autorów (Cash, Dixon, Grzesiuk) i własnych. Wykonywanych ogniście, gdy trzeba, gdy nie trzeba – refleksyjnie. Rozpisanych na dwie gitary i dwa głosy, oszczędnie, bluesowo, choć nie bez ozdobników, ze szczególnym naciskiem na pojedyncze instrumenty dęte (świetna trąbka "Ziuta" Gralaka) i harmonijkę ustną.

I właśnie dobór dodatków decyduje o wielkości producenta, bo przecież sam fakt porwania się na granie po raz kolejny "Ring Of Fire" czy "Balu na Gnojnej" nie ma w sobie jeszcze niczego niezwykłego. Skąd tak symbiotyczny efekt całości? Maleńczuk daje głos, a Waglewski know-how. Popchnął w odpowiednią stronę ekswokalistę Püdelsów, udowadniając raz jeszcze, że ten jest pieśniarskim aktorem, który marnuje się bez dobrego reżysera.

bach/ Przekrój


MM & WW, "Maleńczuk Waglewski – Koledzy", Agora, 60’51’’, 29,90 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)