Madonna nie kona

Królowa popu spadła z konia, ale już jest z powrotem w siodle, jeszcze pewniej niż dotąd.
/ 16.03.2006 16:57
 
Wystarczyło, że albumem „American Life” zaliczyła najniższe wyniki sprzedaży w karierze, a już odezwali się chętni odtrąbić koniec jej kariery. Otóż trzeba nie mieć pojęcia, jak ciężko 47-letnia dziś Madonna pracowała na swoją pozycję, by liczyć na to, że nagle złoży broń, bez walki ustąpi miejsca młodszej konkurencji. Kto jak kto, ale ona potrafi wyciągać wnioski z porażki – skoro ostatnio nie wyszło, tym bardziej należy wziąć słuchaczy – choćby uporem.
Toteż pojechała na spektakularny show MTV do Lizbony zaledwie dwa miesiące od feralnego wypadku z koniem. Wróciła zresztą i do samej jazdy konnej – mimo protestów wytwórni, której przyszłość zależy od powodzenia nowej płyty Madonny. A gdy zapragnęła wykorzystać w singlu „Hung Up” fragment kompozycji Abby, zdeterminowana – bo członkowie szwedzkiej grupy tylko raz dotąd zgodzili się na podobny ruch – wysłała emisariusza do Sztokholmu i zgodę dostała.
Zapowiedzi, że nagrywa klubowo zorientowaną płytę, na papierze nie budziły sensacji. Nie od dziś przecież Madonna chętnie wykorzystuje w swojej twórczości elementy tanecznej elektroniki, za najbliższych współpracowników mając uznanych producentów tejże, z Williamem Orbitem czy Mirwaisem na czele. Dotychczas jednak odbywało się to w wymiarze, na jaki pozwalają zasady rządzące popowym środowiskiem. Na „Confessions On A Dance Floor” jest inaczej – tu pop podporządkowuje się estetyce klubowych rytmów spod znaku house, a nie odwrotnie.
Narzucając taki rygor, Madonna poczyna sobie jeszcze odważniej. Żadnych łzawych ballad. Brak przerw między kolejnymi piosenkami. Całość skonstruowana jest na wzór wysokooktanowego didżejskiego setu. Zaraźliwie chwytliwego dodajmy, bo pół królestwa Madonny dla tego, kogo ciało pozostanie obojętne wobec tej tanecznej kanonady. Za wszystkie te rewolucyjne dla dorobku amerykańskiej gwiazdy rozwiązania odpowiada młody brytyjski producent Stuart Price, fanom nowych brzmień znany od lat jako Jacques Lu Cont. Odkąd w 2001 roku objął funkcję kierownika muzycznego tras koncertowych Madonny, kwestią czasu było, by wcielił się również w rolę głównodowodzącego produkcją jej płyt. Dziś świeżości jego pomysłów, jego zgrabnym zabiegom studyjnym pani Ciccone-Ritchie zawdzięcza swój najlepszy album od czasu przełomowego „Ray Of Light”.
Trzeba przyznać, że Madonnie do twarzy jest we wcieleniu bogini nocnego życia. Ten powrót na parkiety to dla niej zresztą sentymentalna podróż do czasów, gdy pierwsze kroki kariery stawiała właśnie na deskach nowojorskich klubów. A że jak mało kto wie, w jaki sposób dobrze się zabawić, poruszyć do tańca miliony przyjdzie jej z dziecinną łatwością. Chyba że ktoś nie ma poczucia rytmu.

Bartek Winczewski/ Przekrój

Madonna „Confessions On A Dance Floor”, Warner
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)