Kristin Hersh

„Learn To Sing Like A Star” to najlepsza płyta w całym solowym dorobku Kristin Hersh, ot co.
Głos bardziej schrypnięty i surowy. Piosenki coraz mocniej skondensowane w formie i treści, a tu – po prostu udane i równe. Agresja, szorstkość prostej gitarowej muzyki obłożonej tu i ówdzie lekkimi, uskrzydlającymi smyczkowymi aranżacjami daje tu rewelacyjny efekt.

Hersh, gwiazda zza oceanu, jest w takim momencie kariery, gdy ma publiczność, która doskonale wie, czego szuka. Lecz „Learn To Sing Like A Star” ma siłę, którą przekona i niewtajemniczonych. Jest bowiem coś z olśnienia w słuchaniu takich piosenek, jak „Day Glo”, „Sugarbaby” czy „Winter” – to narastająca świadomość, jak wielki wpływ musiały mieć kiedyś na Nirvanę grupy z wytwórni 4AD. Nie tylko osławione Pixies, ale i Throwing Muses, macierzysta formacja Kristin Hersh. Gdy ta gra gitarowe akordy, to i bez hardrockowego rzężenia potrafi pokazać emocjonalny ogień. To pochodna tego szczególnego rodzaju złości, który potrafi wywoływać trzęsienia ziemi w muzycznym świecie. Tu słyszymy go co prawda w wersji kobiecej i dojrzałej (40 lat minęło bohaterce w sierpniu), ale i to fanom rocka da nirwanę. Taką bardziej w stylu „Lithium” niż „Smells Like Teen Spirit”, jeśli już – by się dobrze zrozumieć – zostaniemy przy terminologii słynnego zespołu ze Seattle.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Kristin Hersh „Learn To Sing Like A Star”, 4AD
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)