Bardzo mała apokalipsa

Trent Reznor z Nine Inch Nails sądzi, że przepowiada koniec świata. My – że swój własny.
/ 07.05.2007 13:11
mala1.jpgTrent Reznor z Nine Inch Nails sądzi, że przepowiada koniec świata. My – że swój własny.


Pierwszy rzecznik emocjonalnych masochistów. Patologicznie mroczny, a przy tym absurdalnie popularny. Niedługo minie 20 lat, od kiedy Trent Reznor, mózg i jedyny permanentny członek amerykańskiego Nine Inch Nails, przekuwa elektroniczną klasykę spod znaku Gary’ego Numana na brutalną muzykę o industrialnym zabarwieniu. Wykorzystał ten czas sprytnie. Z upubliczniania intymnych, psychicznych traum uczynił prężny biznes – płyty NIN sprzedają się w milionowych nakładach. Ma wierną publiczność jak każdy cierpiący idol. Ceni go przy tym krytyka. "The Times" kilka lat temu uznał Reznora za jedną z najbardziej wpływowych postaci show-biznesu, natomiast "Rolling Stone" zaliczył go do setki artystów wszech czasów.

Przydarzyły się Nine Inch Nails albumy solidne, Reznor szybko osiągnął poziom autora charakterystycznego, łatwo rozpoznawalnego, ale równie szybko rozpoczął taśmową produkcję autoplagiatów. Kompozytorski talent Reznora wyraźnie objawił się raz – przy okazji nieśmiertelnego "Hurt", ale wyłącznie w poruszającym wykonaniu Johnny’ego Casha. A żeby w pełni wydobyć parkietowy potencjał "With Teeth" poprzedniego albumu NIN, trzeba było remiksu nowojorskiego producenckiego duetu DFA.

Obróbki "Year Zero" nie podejmie się pewnie nikt, bo byłby to akt tyleż brawurowy, co bezsensowny. Pierwszy kwadrans nie zapowiada tragedii – jest dość różnorodnie, gdy apokaliptyczna łupanka przechodzi w posępne elektro, pojawiają się nawet zalążki popowych przebojów. Potem jednak zamienia się to w formalnie bełkotliwy zlepek tych samych trzasków i zgrzytów. Miał być z tego koncept album o końcu świata i upadku współczesnej Ameryki zarazem, a są niedobre teksty, przemoc, propaganda, płomienie, blizny, krew, Bóg. Reznor korzysta z dość ograniczonego słownika i szczytem jego literackich możliwości wydają się aforyzmy typu "matka natura to suka". Całość przypomina ścieżkę dźwiękową pod niewyszukaną wirtualną rzeźnię. Co by się zgadzało – Reznor już raz stworzył muzykę do gry komputerowej. I może przy tym zajęciu powinien pozostać.

Angelika Kucińska/Przekrój

Nine Inch Nails "Year Zero", Interscope, 63’53’’, 57 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)