Zmorojewo - recenzja

Tytus Grójecki ma 15 lat. Jest fanatykiem horrorów, gier komputerowych i zjawisk nadprzyrodzonych. Kończy się rok szkolny. Podczas gdy przyjaciele Tytusa wyjeżdżają na obozy ze swoimi rówieśnikami, chłopak zmuszony jest spędzić wakacje u dziadków, w Głuszycach, małej mazurskiej miejscowości, która niebawem stanie się polem walki z siłami Ciemności...
/ 20.11.2011 22:03

Tytus Grójecki ma 15 lat. Jest fanatykiem horrorów, gier komputerowych i zjawisk nadprzyrodzonych. Kończy się rok szkolny. Podczas gdy przyjaciele Tytusa wyjeżdżają na obozy ze swoimi rówieśnikami, chłopak zmuszony jest spędzić wakacje u dziadków, w Głuszycach, małej mazurskiej miejscowości, która niebawem stanie się polem walki z siłami Ciemności...

Zmorojewo to całkiem przyjemna baśń stworzona na kanwie warmińsko-mazurskich wierzeń. Zbrukana krwią. Tak jak na prawdziwe baśnie przystało. W końcu zanim masową wyobraźnią zaczęły rządzić ociekające lukrem animacje Disney'a, świat należał do braci Grimm. A tam, jak wiadomo, nikt się z nikim nie cackał. Bardzo dobrze, że Jakub Żulczyk podążył tą drogą, że wykreował szereg intrygujących, pozbawionych ludzkich uczuć, wręcz przerażających postaci, które z impetem chcą wtargnąć w ludzki świat, których nikt z nas nie chciałby spotkać w realnym życiu! Żarłacze, karmiące, węszacze, Wężun... Autora poniosła wyobraźnia. Szkoda tylko, że jedynie w tym zakresie...

Czytając Zmorojewo odniosłam wrażenie, że to wszystko już się gdzieś wydarzyło. Naznaczony znakiem Zmory na czole główny bohater, chcąc nie chcąc przywodzi na myśl Harry'ego Pottera. Ot mizerny okularnik, który, znając życie, z każdą kolejną częścią tego cyklu (jestem pewna, że to nie koniec, a dopiero początek przygody Tytusa Grójeckiego) będzie nabierał wprawy w walce z siłami Ciemności, która rozprzestrzenia się dlatego, że ludzie zapomnieli o Zmorojewie, że przestali wierzyć w miejscowe legendy. Owa Ciemność do złudzenia przypomina zatem Nicość, która swego czasu ostrzyła zęby na wykreowaną przez Michaela Ende Fantazjanę. Nie wiem, czy to przypadek, czy celowe zamierzenie. Może nawet nie zwróciłabym na to uwagi, gdyby Żulczyk tego tak dosadnie nie eksponował.

Pomimo tego, że autor podążał dość utartymi szlakami, że w gruncie rzeczy zabrakło elementu zaskoczenia, uważam, że Zmorojewo to kawał świetnej roboty. Żulczyk bawił się konwencjami. Postacie były świetnie wykreowane. Opisy dość plastyczne, silnie oddziałujące na wyobraźnię. Język, którym posługiwał się autor, niesamowicie lekki i barwny. Napięcie dozowano z umiarem. Do pewnego momentu trudno było przewidzieć, co się wydarzy.

Zmorojewo to naprawdę zręcznie opowiedziana historia walki Dobra ze Złem, nieco wtórna, lecz mimo to godna polecenia.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)