Zabawa w sześć szklanek

Zaskakująco ciekawa historia wiecznie spragnionej ludzkości.
Książki, których tytuł zaczyna się od słów "historia świata", budzą we mnie nieufność. Jeśli ktoś chce naprawdę przedstawić całe dzieje naszej cywilizacji, to po prostu nie podejmuję się przez nie przebrnąć. Zazwyczaj jednak chodzi o jakieś szczególne spojrzenie na historię – czy to przez pryzmat genialnego wynalazku, czy z mniej lub bardziej oryginalnego punktu widzenia – kobiet, psów lub cyklistów.



Z natury rzeczy takie pomysły wypadają nieznośnie pretensjonalnie lub smutno i blado – trudno znaleźć coś, co faktycznie przez ostatnie 10 czy 15 tysięcy lat stale wpływało na ludzkie czyny. Tom Standage znalazł taki punkt zaczepienia – to napoje. Jego "Historia świata w sześciu szklankach" pokazuje, jak piwo, wino, wysokoprocentowe trunki, kawa, herbata i coca-cola kształtowały świat. To kształtowanie to żadna przesada – dość wspomnieć o "bostońskiej herbatce", czyli wielkiej akcji wysypywania do wody herbacianych liści, która stała się początkiem wojny o niepodległość Ameryki.

"Sześć szklanek" czyta się genialnie – tekst skrzy się od ciekawostek, opowiada, jak w starożytnej Grecji można było oszaleć od picia wina nierozcieńczonego wodą i jak cola zaczynała karierę jako lek na ból głowy. No i dobrze – historii świata dogłębnie dzięki temu nie poznamy, ale wieczorem przy piwie/winie/herbacie będziemy się doskonale bawili. No i o to chodzi.

Piotr Stanisławski/ Przekrój

PS Na koniec, już spoza książki, jedna z pierwszych wzmianek o kawie – Andrzeja Morsztyna – z roku 1643:
"W Malcieśmy, pomnie, kosztowali kafy,
Trunku dla baszów Murata, Mustafy
I co jest Turków. Ale tak szkarady
Napój, tak brzydka trucizna i jady,
Co żadnej śliny nie puszcza za zęby,
Niech chrześcijańskiej nie plugawią gęby".


Tom Standage "Historia Świata w sześciu szklankach", przeł. Anna E. Eichler i Piotr J. Szwajcer, CiS, Warszawa 2007, s. 334, 29,90 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)