Wilcza krew, smoczy ogień

Romuald Pawlak próbuje humoresek fantasy w stylu Terry’ego Pratchetta i gęstej fantastyki historycznej.
/ 31.01.2007 13:39
Romuald Pawlak to autor schizofreniczny i trochę pechowy. Pechowy, bo zaczął dwie dekady temu, ani na chwilę nie zamilkł, a dopiero niedawno załapał wydawniczą ciągłość; schizofreniczny, bo próbuje humoresek fantasy w stylu Terry’ego Pratchetta i gęstej fantastyki historycznej. „Wilcza krew, smoczy ogień” to najlepsza rzecz tego autora.

Otwierająca zbiorek „Armia ślepców” łączy gwałtowność debiutanta z wyczuciem zawodowca i choć Pawlak jest nazbyt polonistyczny, umie tchnąć sporo życia w tradycyjny sposób wysławiania się. Dalej jest ciekawie – tajemnicze starcie rycerza zakonnego ze smokiem, skarb w wieży, pan karłów zmieniający ludzi w konie, a wszystko na tle historii. Wydawca nietrafnie reklamuje „Wilczą krew, smoczy ogień” jako połączenie historii i fantastyki, co stawia czytelnika w sytuacji osła między żłobami. Żadnego wybierania – Pawlak pisze prozę historyczną, ale tak, jak czyniłby to skryba sprzed 500 lat, który wie świetnie, że koło dziejów napędzają nie tylko władcy i rycerze, ale też smoki, diabły i demony.

Łukasz Orbitowski/ Przekrój

Romuald Pawlak „Wilcza krew, smoczy ogień”, Fabryka Słów 2006
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)