Osoba pisząca przy biurku www.unsplash.com

W Raju Krat

Pani doktor Michalska: lekarka, która wygrała własne życie. Jej książka to dramatyczne wspomnienia Polki, której udało się przeżyć w Związku Radzieckim.
/ 25.04.2019 13:55
Osoba pisząca przy biurku www.unsplash.com

Myślę, że Francesca Michalska jest jedną z najbardziej prostolinijnych niewiast, jakie można spotkać nie tylko w Siemiatyczach, gdzie od półwiecza mieszka. A jednak dała swojej książce tytuł szokujący i wręcz perwersyjny. "Cała radość życia", i to gdzie!: „Na Wołyniu, w Kazachstanie, w Polsce”. Nie zdziwiłbym się, gdyby go wymyślili stalinowscy propagandziści. Bolszewicy do perfekcji opanowali wmawianie ludziom, że piekło jest rajem, głód stanem zbawiennym, a niewola upragnioną wolnością. Ale osoba, która nie miała żadnego interesu, żeby zakłamywać prawdę o Rosji?

Czytajmy ten tytuł jeszcze inaczej. "Całą radością życia" może się naprawdę cieszyć ktoś, kto ledwo uszedł zagładzie. Jak Michalska, której przed wojną i w czasie jej trwania wyniszczono pół rodziny, przyjaciół, znajomych, sąsiadów bliskich i dalekich – Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich zagarniętych przez Sowietów. Podobnie jak inne nacje wcielone do ZSRR, Polacy mieli albo powoli roztopić się w Morzu Sowieckim, albo sukcesywnie wyginąć "z przyczyn obiektywnych": nędzy, głodu, wysiedleń, więzień. Michalska miała być jedną z takich Polek skazanych albo na śmierć, albo na zruszczenie.

To, że nie dała się zabić ani zruszczyć, było i tak wystarczającym cudem. Ale ta dzielna dziewczyna, urodzona w 1923 roku w małej wiosce na Wołyniu, dwadzieścia parę kilometrów od polskiej granicy, nie tylko przeżyła. Jakby w odwecie wyrwała stalinowskiej Rosji jedyne, co ta Rosja była w stanie dać sensownego ówczesnym młodym ludziom: darmowe fachowe wykształcenie. Goniła za tym wykształceniem od Kazachstanu, przez Uzbekistan, po ukraiński Charków. Uparła się, żeby zostać lekarzem.

Kiedy wojna się skończyła, a Franciszka Waśkowska (Michalską została po mężu) już prawie ukończyła studia medyczne, pojawiła się możliwość repatriacji do ojczyzny. Dotyczyło to jednak tylko tych Polaków, którzy wywodzili się z terenów obecnej Polski pojałtańskiej. Franciszka urodziła się odrobinę za daleko na wschód. Dzielna młoda lekarka pokonywała przecież gorsze przeszkody. Załatwiła sobie kartę repatriacyjną na cudze nazwisko i przeszwarcowała się do ojczyzny, której nigdy przedtem nie widziała na oczy. Powojenna Polska, biedna i zniszczona, wydawała się jej prawdziwym rajem. Dokończyła studia medyczne we Wrocławiu. W 1951 roku wyszła za mąż za studenta medycyny. Potem oboje wyjechali na północny wschód, do Siemiatycz, leczyć ludzi. Kilkadziesiąt lat później pan Florian Michalski zmarł. A pani Francesca, jak głosi siemiatycka wieść gminna, choć ma dzisiaj 84 lata i jest na emeryturze, nadal leczy dzieci jako wybitny pediatra.


I postanowiła spisać swoje wspomnienia z czasów, gdy jeszcze ścigano tylko ludzi, a nie lekarzy. Ponieważ nie jest zawodowym literatem, używa w swoich wspomnieniach zdań prostych i nieobliczonych na efekt. Zresztą czym tu epatować? "W okolicznych miasteczkach przywożono niekiedy do sklepów trochę chleba. Wówczas już od poprzedniego dnia tłum oblegał sklep. Ale dopychali się tylko najsilniejsi. W Sławucie po takiej dostawie zostawało zawsze pod sklepem kilka trupów ludzi zaduszonych i stratowanych w walce o chleb".


Tadeusz Nyczek/ Przekrój

Francesca Michalska, "Cała radość życia. Na Wołyniu, w Kazachstanie, w Polsce", Noir sur Blanc, Warszawa 2007, s. 176, 29 zł

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)