Tropem SB. Jak czytać teczki

To lektura dla wszystkich zainteresowanych rozliczeniami z peerelowską przeszłością, którym obca jest wizja hurralustracji.
/ 19.02.2007 11:29
Cztery życiorysy, cztery osoby związane z krakowskim Znakiem i „Tygodnikiem Powszechnym” w różnym stopniu uwikłane we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Ich losy na podstawie zachowanych w IPN teczek bierze pod lupę Graczyk, odtwarzając przy okazji sposób działania bezdusznej machiny SB.

Wszyscy bohaterowie „Tropem SB” umiejętnie urabiani przez esbeków podpisali zobowiązania do współpracy. Jednemu udaje się szybko wydostać z pułapki, nie czyniąc nikomu szkody, drugiej podobnie – choć przy większym stopniu uwikłania. Trzeci bohater zabrnął jeszcze dalej, przekazując nawet pewne informacje, ale w końcu i jemu udało się powiedzieć „nie”. Postawa czwartego bohatera opowieści – pracownika administracji „Tygodnika Powszechnego” – budzi najmniej wątpliwości. TW „Erski” był gorliwym współpracownikiem, sowicie opłacanym, którego esbecy nie mogli się nachwalić. Pytanie: którego uznać za agenta?
To lektura dla wszystkich zainteresowanych rozliczeniami z peerelowską przeszłością, którym obca jest wizja hurralustracji. Stanowi trudny do podważenia dowód na to, że formalna współpraca nie zawsze oznaczała współpracę rzeczywistą, a będące wytworem SB dokumenty mogą być wiarygodnym źródłem informacji nie tylko o czasach minionych, ale i o postawach ludzi, którym przyszło w nich żyć.

Grzegorz Rzeczkowski/ Przekrój

Roman Graczyk „Tropem SB. Jak czytać teczki”, Znak, Kraków 2007, s. 312
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)