"Szczęście nadejdzie jutro". Fragment siódmy

Gdzie spędzają swoje urodziny żony i córki rosyjskich oligarchów? Na przykład w klubie ze striptizem...

7.

Andżela obchodziła urodziny.
Zorganizowała je w klubie ze striptizem. Tylko dla przyjaciół.
Oprócz Andżeli byłam ja, Maszka, trzy trudne do rozróżnienia modnisie, gej Andriusza w skórzanych spodniach i dwóch chłopaków w połyskujących koszulach, chyba hetero.

Niewielka okrągła sala oświetlona na czerwono. Dookoła — miękkie kanapy. Na środku — obity aksamitem podest dla striptizerów. Taka miniarena. Obrotowa. Siedział na niej wielki pluszowy niedźwiedź z różową kokardą. Prezent od geja.
Miś kręcił się na podeście, kierując swój pluszowy uśmiech do wszystkich po kolei.

Była jedenasta w nocy. Wcześniej zjedliśmy kolację na balkonie Andżeli. Lekki poczęstunek z koktajlami i koksem. I z czeburekami z "Białego Słońca Pustyni".
Pięć gramów koksu Andżela skrupulatnie podzieliła na grube kreski. Wyglądały jak nasypy kolejowe. Ja pocięłam rurki do koktajli. "Nasypy kolejowe" zostały przygotowane na oddzielnym stoliku, tuż obok deserów.
Podane na urodzinowy stół przypominały pół-martwe nagie ciała na balu wampirów.

W pokoju i na balkonie paliły się świece. Wazony były pełne białych kwiatów. Tego zażyczyła sobie Andżela — żeby każdy przyniósł jej białe kwiaty. Chciała też, żebyśmy wszyscy byli ubrani na biało, ale na szczęście tylko ja jej posłuchałam. I tak miałam ochotę włożyć białą sukienkę. Kupiłam ją zimą w Courchevel, żeby się wystroić na Nowy Rok, ale wtedy ubrałam coś innego. A sukienka w szafie czekała na swoją kolej z ceną tysiąc dwieście dolarów na metce. Wcale niedrogo.
W białych ubraniach przed obracającymi się na podeście striptizerkami, wyglądalibyśmy jak grupa studentów medycyny na zajęciach z anatomii. Mogliby wziąć nas za zboczeńców i nie wpuścić.

Chociaż nie — na pewno by nas wpuścili, bo wstęp kosztował sto dolarów, a z dziewięciuset dolarów klub by nie zrezygnował.
Zza aksamitnej zasłony wyszła dziewczyna w bikini w tygrysie cętki.
— Mogę przejechać się z waszym misiem?
Pozwoliliśmy jej.
Zrobiła striptiz, adresując go do niedźwiedzia.
Rzucała mu płomienne spojrzenia i części garderoby. Na koniec zdjęła z niego różową kokardę. Występ był bardzo sexy.

Piłam wermut w trójgraniastym kieliszku. Samochód zostawiłam w domu. Przyjechaliśmy do klubu długą białą limuzyną. Miała potem porozwozić nas do domów.
Wynajęcie limuzyny było prezentem od młodych ludzi w świecących koszulach. Jednemu z nich na kolanach siedziała półnaga striptizerka. Wyginała się ponętnie, łasiła i co chwila wyciągała sto dolarów z pliku trzymanego przez niego w ręku, jakby odrywała płatki jakiegoś zielonego kwiatu.
Andżela poprosiła, żeby usunąć z podestu misia i dziewczynę, weszła na niego i wykonała "erotyczny taniec jubilatki". Bez rozbierania.

Ja też nabrałam ochoty, żeby wejść na podest. W końcu od dzieciństwa marzyłam o scenie.
Tego uczucia nie da się z niczym porównać. Maszka i gej rzucali mi banknoty. Czułam się gibka i pociągająca. Gdybym miała na sobie bluzkę, na pewno bym ją zdjęła. Zsunęłam ramiączka sukienki. O mały włos zrobiłabym szpagat, ale w porę się opanowałam. Nie umiem robić szpagatu. Zamiast tego zaprezentowałam coś w rodzaju "psa z głową w górę".
Wydawało mi się, że jestem wyzwolona i pełna erotyzmu. Może zresztą naprawdę tak było.
Postanowiłam zatrudnić się tutaj incognito jako striptizerka i występować dwa razy w tygodniu w masce. Chyba każda kobieta w głębi duszy ma potrzebę striptizu.
Wystarczy, że trochę wypije.

Ktoś zaproponował, żeby wciągnąć po kresce białej damy.
Andżela stwierdziła, że wtedy wezwą milicję. Na podeście tańczyła teraz Maszka. Dołączyła do niej striptizerka. Stanowiły wspaniały duet. Zmysłowość w połączeniu z profesjonalizmem.
Ja i gej poszliśmy obejrzeć klub. Mieliśmy najdroższe bilety, dlatego mogliśmy wszędzie wchodzić.
Sala "Kamasutra". Sala "Show z wibratorem". Na scenie trwał pokaz prawdziwej miłości lesbijskiej. A raczej prawdziwego lesbijskiego seksu. W końcu, nawet u lesbijek, to nie to samo.
Show nie wywołał u mnie żadnych emocji. Wręcz przeciwnie. Ostudził te, które we mnie były.
Zero romantyzmu.
Naga prawda życia.

Nagiej prawdzie przyglądało się hałaśliwe towarzystwo podobne do naszego i samotny pijany Ormianin wysokiego wzrostu. Nie spuszczał oczu z kobiecych organów płciowych i ruchem robota rzucał na scenę sturublowe banknoty. Co dwie minuty jeden. Jak "Siewca rozrzucający obligacje" z Dwunastu krzeseł.

Świecące Koszule poszły do sauny. Z psiapsiółkami Andżeli i dwiema striptizerkami.
Maszka też gdzieś przepadła.
— Poszła na lesbos-party — oznajmiła Andżela z przekonaniem.
Uparcie puszczałyśmy w ruch koło fortuny, z nadzieją, że wygramy samochód. Albo wycieczkę do Egiptu. Ale na razie wygrywałyśmy tylko nagrody pocieszenia — prezerwatywy.
Po pewnym czasie obsługa ulitowała się nad nami i poinformowała, że każde zakręcenie kołem kosztuje dwieście dolarów. Rachunek dostaniemy przy wyjściu.

Dlatego też ociągałyśmy się z wychodzeniem. Dopóki poślinionymi palcami nie zebrałyśmy ostatnich drobinek koko-dżambo ze śnieżnobiałej spłuczki w damskiej ubikacji.

Oksana Robski, "Szczęście nadejdzie jutro", z języka rosyjskiego przełożyła: Katarzyna Maria Janowska, premiera: 5 lipca 2007, Wydawnictwo Literackie.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)