"Szczęście nadejdzie jutro". Fragment pierwszy

Dziś prezentujemy pierwszy fragment nowej powieści Oksany Robski pt. "Szczęście nadejdzie jutro".

Od dziś aż do 5 lipca, w środy i piątki, będziemy prezentować przedpremierowe fragmenty nowej książki Oksany Robski, "Szczęście nadejdzie jutro". Oto pierwszy z nich:


1.

Drzwi do gabinetu uchyliły się, wpuszczając trochę dziennego światła, po czym ukazała się w nich jasnowłosa główka Artioma.
— Mamuś, brzuch mnie boli — wyjęczał z nieruchomym wyrazem twarzy.
— Idź do łóżka i poleż sobie, dobrze? "Pewnie się czymś struł w szkole" — pomyślałam. Wróciłam do Mickey’ego Rourke.
— Super by było uciąć sobie z nim romans.
— Coś ty, on jest teraz okropny. Wcale by ci się nie spodobał.
W końcu jednak poszłyśmy spać. Nie żeby nam się chciało, po prostu trzeba dbać o zdrowie. Wzięłam pod język validol. To był mój sposób na bezsenność. Katia położyła się w gabinecie.
Szczelnie zasłoniłam okno w sypialni i wlazłam pod miękkie puchowe kołdry. Zamknęłam oczy. Validol nie działał.
Mój mózg pracował jak perpetuum mobile do produkcji myśli. Rozrastały się do takich rozmiarów, że zajmowały całą wolną przestrzeń mojego pokoju. Właśnie za to nienawidziłam koksu. Myślałam o Mickey'm Rourke. O jego głupiej operacji plastycznej. Wzięłam pod język następną tabletkę validolu i popiłam walerianą. Podobno niektórym dobrze robi joint przed snem. Ale ja nie znoszę palić.
Drzwi skrzypnęły ido sypialni ostrożnie wsunął się Artiom.
— Mamuś...
Miałam wrażenie, że właśnie zasnęłam i zostałam obudzona.
— Co, kochanie?
— Brzuch mnie boli.
— Poproś Tamarę, żeby ci dała no-spę, a ja się jeszcze zdrzemnę, zgoda?
— Uhm.

Starałam się zrelaksować i o niczym nie myśleć. Mój mózg samodzielnie, moimi słowami i moim głosem, kontynuował monolog o życiu z gwiazdami Hollywood. Sięgnęłam po środek ostateczny. Wyobraziłam sobie, że jestem maleńka i siedzę we własnej głowie. W rękach mam ogromną miotłę. Metodycznie, z lewa na prawo, zmiatam swoje myśli.
Najważniejsze, żeby się nie rozpraszać. Jeśli miotłą macha się energicznie — szur, szur — to myśli nie nadążają z formowaniem się w słowa. Szsz-szur, sz-szsz-szur... Obudziłam się, bo ktoś mocno szarpał mnie za ramię. Artiom. Z dorosłą rozpaczą malującą się na dziecięcej twarzy.
— Mamusiu, proszę cię, wezwij pogotowie, źle się czuję.
Pogotowie przyjechało po dwudziestu minutach. Była szósta rano. Zmęczone twarze o życzliwych spojrzeniach. Od razu postawili diagnozę: ropne zapalenie otrzewnej. Artiom bez przerwy płakał, kiedy szykowałam go do szpitala.
— Przyjedziesz do mnie? Zadzwonisz do taty?
W karetce wzięłam go na kolana.
— Nie bój się, skarbie, wszystko będzie dobrze. Tata już jutro wraca. Od razu do ciebie przyjedziemy.
W Centralnym Szpitalu Klinicznym na Alejach Miczurinskich przydzielono mu pokój z prysznicem i ubikacją. Na wąskiej półeczce rozłożyłam rzeczy Artioma. Wystrój sal szpitalnych to szczególna dziedzina wnętrzarskiego designu. Mogłaby z tego wyjść niezła sesja fotograficzna. Choćby w "Elle Decoration". Okraszona ludźmi w gipsie i pod kroplówką.

Operacja się udała. Z brzucha Artioma sterczała krótka brązowa rurka. Kiedy ją zobaczyłam, łzy same napłynęły mi do oczu.
Katia wciąż spała w gabinecie Romy. Usiadłam na podłodze obok niej i objęłam kolana rękami. Zmusiłam się do płaczu. Z jakiegoś powodu zdawało mi się, że dopóki płaczę, zachowuję się tak, jak przystoi dobrej matce. I że nie mam sobie nic do zarzucenia. A Artiom nie ma powodu, żeby się na mnie gniewać.
— Co z tobą? — poruszyła się na kanapie Katia.
— Zadzwoń do Rambo. Niech przywiezie koks — poprosiłam przez łzy.
Katia posłusznie gdzieś spod poduszki wydobyła komórkę.
— Rambo? To ja. U Oli. Przywieź nam koko-dżambo. Ile? — spytała mnie Katia ruchem warg. Wzruszyłam ramionami.
— Przywieź dwa. Czekamy — zadysponowała Katia. Zwróciła się do mnie: — Co się stało?
— Artiom jest w szpitalu. Miał operację. Ropne zapalenie otrzewnej. To ja jestem wszystkiemu winna!
Ryczałam w głos na jej ramieniu.
— Dlaczego ty? — zdziwiła się.
— Przecież wczoraj mówił, że go boli brzuch. A ja go wysłałam po no-spę.
— W końcu nie jesteś lekarzem...
— Ale jestem matką!
Katia pogłaskała mnie po głowie i uniosła panel z klawiaturą w swojej komórce. Panasonic G70. Bardzo praktyczny model. Między baterią a klawiszami jest miejsce na małą torebeczkę. Żelazny zapas.
— Trzymałam to na czarną godzinę — wyjaśniła i wysypała na stół garstkę śnieżnobiałych kryształków. Ten gest tylko utwierdził mnie w przekonaniu o powadze wydarzeń dzisiejszego ranka. Zapłakałam ze zdwojoną energią, a łzy wydały mi się czyste i wzniosłe.

Oksana Robski, "Szczęście nadejdzie jutro", z języka rosyjskiego przełożyła: Katarzyna Maria Janowska, premiera książki: 5 lipca 2007, Wydawnictwo Literackie.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)