"Siedem pożarów Mademoiselle" - We-Dwoje.pl recenzuje

Droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek, ale są kobiety, które znają bardziej wyrafinowany sposób, by go usidlić. Tak jak Mademoiselle. Wystarczą tylko zapałka, benzyna i odrobina fantazji...
/ 15.02.2010 08:23

Droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek, ale są kobiety, które znają bardziej  wyrafinowany sposób, by go usidlić. Tak jak Mademoiselle. Wystarczą tylko zapałka, benzyna i odrobina fantazji...

Mademoiselle Catherine Loucherone pracuje w Waszyngtonie jako francuska guwernantka dwunastoletniej Carloty, córki argentyńskiego dyplomaty. To młoda kobieta o niezwykłej, olśniewającej urodzie, która z powodzeniem mogłaby mieć każdego mężczyznę na skinienie ręki, ale nie jego. Nick Kowalski, szef jednej z waszyngtońskich jednostek straży pożarnej, jest niskim, łysiejącym i niezbyt atrakcyjnym mężczyzną, jedynym odpornym na czar Mademoiselle i jedynym, który w jej mniemaniu jest prawdziwym mężczyzną. A księcia z bajki nie wypuszcza się z rąk ot tak.

„Siedem pożarów Mademoiselle” to lekka i przyjemna opowieść o miłości z nietypową intrygą w tle, ponieważ już sama idea wzniecania serii pożarów w celu zdobycia serca strażaka jest bardzo pomysłowa i dowcipna zarazem. Akcja całej tej historii osadzona jest w Ameryce lat 60-tych, czasach niezwykle trudnych dla narodu amerykańskiego zmagającego się z problemami na tle rasowym. Sprytnym zabiegiem autorki było zatem przekazanie narracji dwunastoletniej dziewczynce. Carlota patrzyła na świat i to, co się wokół niej działo, okiem dziecka. Dzięki temu autorka delikatnie wplotła w tę opowieść rozważania na temat religii i polityki, wszystkie niewinne i nie godzące w niczyje przekonania, a w barwny sposób urozmaicające całą historię.

Książka wciąga już od samego początku. Ani myślałam odłożyć ją na chwilę, a wszystko za sprawą głównych bohaterek – Carloty i Mademoiselle. Obie są postaciami bardzo sympatycznymi i niezwykle charyzmatycznymi. Nie można ich nie lubić. Nie wiadomo nawet, która z nich gra pierwsze skrzypce w całej tej historii – ekscentryczna Mademoiselle będąca inicjatorką całego tego zamieszania, czy wtórująca jej z dziecięcym wdziękiem Carlota. Tak samo bawiły mnie zabawne spostrzeżenia dziewczynki, jak i osobliwe poglądy guwernantki, która przekonana o słuszności całej intrygi, działała w myśl zasady:

"Tak jak milioner powinien dzielić się swoim bogactwem z ubogimi, tak i milionerka urody powinna udzielić się przede wszystkim komuś mniej urodziwemu. Piękna kobieta, która wychodzi za mąż za pięknego mężczyznę, to reakcyjna krowa!"

Ta poniekąd romantyczna opowieść nie wymaga od czytelnika szczególnego skupienia, zatem idealnie nadaje się na jesienne, zimowe, wiosenne a nawet letnie popołudnia. Można ją czytać o każdej porze dnia i nocy, i każda pora będzie tą właściwą. "Siedem pożarów Mademoiselle" odpręża, bawi i ma bardzo subtelne zakończenie. Jakie? Cóż, przekonajcie się sami...

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/01.03.2010 06:52
Poglady mademoiselle bywaja zabawne, zwlaszcza ten o reakcyjnych krowach ;). Jednak w tym szalenstwie jest jakas metoda- by byc szczesliwym i kochanym. Mademoiselle nie rozmienia sie na drobne- nie tworzy zwiazkow dla pieniedzy, prestizu i przyjemnosci. A kto jak kto- ona by mogla! Imponuje mi ta kobieta.
/01.03.2010 02:20
To nie jest typowy romans... Ale czyta się szybko i przyjemnie. Pomimo pożarów ;)
/17.02.2010 01:16
Naprawdę opis zachęca do przeczytania tej książki. Taka typowa książka kobieca, ale z pazurem. Bardzo chętni przeczytam, tylko dorwę ją w księgarni :)
POKAŻ KOMENTARZE (2)