POLECAMY

"Obudzić szczęście" - We-Dwoje.pl recenzuje

Przeczytałam tę książkę w jedno popołudnie, chłonąc z uwagą kolejne kartki między obowiązkami zawodowymi a rodzinnymi. Czytałam na spacerze z dzieckiem, na placu zabaw, w piaskownicy. Czytałam w autobusie i idąc po ulicy, trzymając książę wyciągniętą przed sobą. Czytałam w łazience i w każdej sekundzie, gdzie tylko mogłam skierować oczy na papier. Bawiłam się świetnie. Proszę o więcej.

Przeczytałam tę książkę w jedno popołudnie, chłonąc z uwagą kolejne kartki między obowiązkami zawodowymi a rodzinnymi. Czytałam na spacerze z dzieckiem, na placu zabaw, w piaskownicy. Czytałam w autobusie i idąc po ulicy, trzymając książę wyciągniętą przed sobą. Czytałam w łazience i w każdej sekundzie, gdzie tylko mogłam skierować oczy na papier. Bawiłam się świetnie. Proszę o więcej.

Nie znaczy to jednak, broń Boże, że książka Susan Wiggs to jakaś wyrafinowana literatura najwyższych lotów czy też literackie arcydzieło. To po prostu zręcznie napisana, dość przewidywalna, romansowa historia, przeznaczona niemalże wyłącznie dla kobiet, które – nawet jeśli się tego wypierają – od czasu do czasu lubią takie opowieści czytać.

Bohaterka książki Wiggs, Sarah, mimo młodego wieku ma już za sobą walkę o życie męża i kolejne nieudane próby zajścia w ciążę. Po tym jak Jack musiał leczyć się z nowotworu, naturalne poczęcie nie wchodzi w rachubę, dlatego Sarah jest stałym bywalcem kliniki leczenia niepłodności. W dniu kolejnego zabiegu nakrywa męża na romansie. Zszokowana, pakuje się i wyjeżdża do rodzinnego miasteczka w Kalifornii. To tam, powoli dochodząc do siebie, zrozumie czego do tej pory brakowało jej w życiu. Odnajdzie siebie i …, kto wie, prawdziwą miłość? Trudną, pełną przeszkód, jednak prawdziwą. Tylko jak ją zaakceptować, kiedy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć?

Na okładce Susan Wiggs chwalona jest przez Jodie Picoult, koleżankę po fachu, pisarkę tworzącą jedną społeczną powieść po drugiej, prawie tak płodną literacko jak królowa romansów Nora Roberts. Wiggs ma jednak coś, co ostatnio nie udaje się Picoult. Pisze opowieści o życiu, nie siląc się na wmawianie nam, że oto dostajemy z jej rąk jakieś społeczne dzieło, wyrafinowaną analizę społeczną grupy ludzi. Nie, książka Susan Wiggs to typowa powieść romansowo – rozrywkowa, wypakowana po brzegi pełnymi miłosnych frazesów tekstami, w sumie dość przewidywalna, a jednocześnie jakoś tak napisana, że naprawdę trudno jest od niej się oderwać. Bohaterowie tej książki to osoby niemalże żywe, pełne kolorytu, interesujące, wypełniające bez reszty tą opowieść. Przez wszystkie strony, ich losy stają się naszymi losami, więc przewracamy szybko kolejne strony, aby upewnić się, że wszystko na pewno skończy się, koniecznym w takich powieściach happy endem. Podczas czytania tej książki nie brakuje nerwów, nie brakuje też wzruszeń, na pewno nie brakuje emocji. Takie historie bez wątpienia przypadną bardziej do gustu paniom, ale nawet panowie mogliby zrobić do książki Wiggs podejście. Podejrzewam, że – nawet jeśli się do tego nie przyznają – nie będą rozczarowani.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)