Nowy mężczyzna i stare dziecko

Na jakie młode gwiazdy światowej literatury będziemy czekać w Polsce w nowym roku.
/ 16.03.2006 16:57
 
Najlepsze książki roku mierzy się w Stanach na setki, podobnie w Wielkiej Brytanii. U nas znajdzie się może pięć czy siedem tytułów, a i tak wszyscy mają z tym kłopot. Za to możemy czuć się nieźle, jeśli chodzi o tłumaczenia – często jeszcze w tym samym roku możemy przeczytać nowości zagraniczne po polsku. Tak było ostatnio z powieściami Brytyjczyków Kazuo Ishiguro i Iana McEwana. – W tym roku największe wrażenie zrobiła na mnie właśnie „Sobota” McEwana i „Nie opuszczaj mnie” Ishiguro – mówi Maria Kańska, szefowa agencji literackiej Graal, sprowadzająca do Polski literackie gwiazdy. Obie pozycje znalazły się w ścisłej czołówce najlepszych książek tego roku w ankietach „New York Timesa” i „Guardiana”.

Gorące mleko kokosowe
Na frankfurckich targach, na których rozdaje się karty na następny rok, najciekawsze rozgrywki toczą się często wokół książek jeszcze niewydanych. Najgorętszym tytułem tegorocznej imprezy była debiutancka powieść 29-letniego Pakistańczyka z Londynu Gautama Malkaniego. „Londonstani” opowiada o diasporze pakistańskiej w jednym z angielskich miasteczek. Ukaże się ona dopiero w maju 2006, ale już pisano o niej jako o „katapulcie do nieznanego świata”. Malkani, dziennikarz „Financial Timesa”, pisze o „mleku kokosowym o smaku czekoladowym”, czyli o Hindusach i Pakistańczykach w białym społeczeństwie, o pierwszym pokoleniu imigrantów, a opisuje ich językiem gangsta-rapu. – Albo asymilujesz się i odcinasz od korzeni, albo zostajesz niegrzecznym chłopcem, a wtedy system edukacyjny staje się twoim wrogiem – mówił Malkani. Młody autor natychmiast został ometkowany jako „nowa Zadie” i sprzedany z sukcesem do wielu krajów. Jak brzmi po polsku, przekonamy się niebawem, powieść ukaże się nakładem W.A.B.
Tymczasem 30-letnia „klasyczka”, czyli Zadie Smith (na zdjęciu), w tym roku również opublikowała głośną i chwaloną powieść na miarę „Białych zębów” – swojego błyskotliwego debiutu. „On Beauty”, wielonarodowościowa i wielopokoleniowa saga, rozgrywa się współcześnie w Ameryce, a w tle ma słynną sfilmowaną powieść E.M. Forstera „Howards End”. I też opiera się na pomyśle zderzenia dwu całkiem odmiennych rodzin. Tylko zamiast londyńczyków mamy tu współczesnych bostończyków. „Jest w niej wszystko, o czym można marzyć – pisał „New York Times”. – Ciekawa historia, empatia, a przede wszystkim wspaniałe poczucie humoru”.

Kryzys męskości
Na przełomie XIX i XX wieku to Amerykanie ciągnęli do Starej Anglii, tutaj biło źródło najlepszych tematów. Dziś jest odwrotnie. Ameryka po 11 września – albo wręcz w dniu 11 września, jak u McEwana – stała się najbardziej poszukiwanym tematem. Dodajmy do tego życie młodych nowojorczyków singli i mamy najszerzej omawiany debiut 2005 roku – powieść Benjamina Kunkela „Indecision”. Jej autor ma 32 lata, wygląda na mniej, a jego bohater Dwight – 29 i należy do generacji, która wchodziła w dorosłość w mieście zmienionym diametralnie po 11 września. Kunkel w swojej powieści o dojrzewaniu odwołuje się do „Buszującego w zbożu”, ale jest to jego mocno ironiczna, a nawet „postironiczna” wersja. Dwight cierpi na chroniczne niezdecydowanie, a nawet więcej: emocjonalnie paraliżuje go prawie wszystko w jego życiu. „Kunkel opisał kryzys męskości w Ameryce – pisze recenzentka Salon.com. – Obserwuję narodziny nowego typu mężczyzny, który nie ma żadnych pasji, jego libido jest w stanie zaniku, a poczucie odpowiedzialności w ogóle nie istnieje”. 30-latki, zwłaszcza w Nowym Jorku, w nieskończoność przedłużają czas niedojrzałości. Powieść Kunkela zebrała pochwały za cyniczny humor: „Jeśli człowiek nie wie, co zrobić ze swoim życiem – sprawdza e-mail”. Kunkel jest recenzentem „The Nation”, z przyjaciółmi założył pismo „n+1” – głos młodych nowojorczyków. W Polsce „nowojorską sensację” wyda Muza.

Ameryka, mon amour
Oczywiście Nowy Jork też się może przejeść. Zwłaszcza kiedy na stacji benzynowej zniknie ci żona – tak jak bohaterowi innego głośnego debiutu tego roku „American purgatorio” („Amerykański czyściec”) Johna Haskella. Jego bohater rusza w podróż z Brooklynu w stronę San Diego. Nieobecna żona Anna staje się rodzajem Beatrycze z Dantego.
Powieść jest nawet podzielona na siedem części jak siedem kręgów dantejskiego piekła. To przede wszystkim powieść drogi. Jack spotyka najrozmaitsze typy: filozofujących joginów, autostopowiczów, wplątuje się w przygody miłosne, ale twardo zmierza w kierunku San Diego i zaginionej Anny. „Ramiona. To moja ulubiona część twojego ciała” – mówi do zaginionej. Haskell, performer i muzyk, wydał wcześniej zbiór opowiadań „Nie jestem Jacksonem Pollockiem”, a jego pierwszą powieść wyda krakowski Znak.
W tym roku Ameryka była modna nawet w Paryżu. Magazyn „Lire” za najlepszą powieść 2005 uznał „Lunar Park” Breta Eastona Ellisa, autora słynnego „American Psycho”. Na początku lat 90. ten opis powolnej metamorfozy yuppie z Wall Street w seryjnego mordercę obiegł i zelektryzował cały świat. Teraz Ellis napisał powieść, której bohaterem jest niejaki Bret Easton Ellis, pisarz. To jednak nie autobiografia, ale rodzaj autofikcji. Prawdziwy jest kryzys 40 lat, który dotyka bohatera, i jego styl życia alkoholowo-używkowy. Rzecz znowu zahacza o 11 września. – Po tym dniu wszystko się zmieniło. Oczywiście życie toczyło się dalej, ale my staliśmy się bardziej nerwowi – mówi Ellis. Jego bohater wyjeżdża z Nowego Jorku, na wybrzeżu w rezydencjach dla bogatych zaczynają dziać się tajemnicze i koszmarne rzeczy. Pojawia się cień mordercy z „American Psycho”. Tak jak tamta książka była powieścią nowojorską o mieście przemocy (przed reformami Giulianiego), tak teraz Ellis portretuje społeczeństwo aseptyczne i puste. „Ellis się nie starzeje, tylko dojrzewa” – pisał recenzent. Powieść ukaże się w Rebisie.

Gosposia z Polski
Zostawmy dalszych sąsiadów i zajrzyjmy do najbliższych, trwa przecież Rok Polsko-Niemiecki, a Niemcy będą honorowym gościem Międzynarodowych Targów Książki w maju – w związku z tym czeka nas sporo tłumaczeń. – Literatura niemiecka jest zazwyczaj postrzegana jako dość hermetyczna – mówi Aleksandra Markiewicz, agentka literacka. – Ale dziś to się zmienia i młoda proza niemiecka zaczyna podbijać świat.
Jaka proza? Choćby książki Jenny Erpenbeck, młodej pisarki z Berlina. Pochodzi z rodziny pisarzy i tłumaczy, a z zawodu jest reżyserem operowym. Jej pierwsza książka „Geschichte vom alten Kind” („Opowieści starego dziecka”) zebrała nie tylko większość nagród w kraju, ale i zaistniała za granicą. Stare dziecko, duża dziewczyna znajduje się na środku ulicy i nie pamięta, kim jest i jak się nazywa. Policji potrafi powiedzieć jedynie, że ma 14 lat. Potem milczy i zaczyna sprawiać jej to przyjemność. „Erpenbeck opowiada jednocześnie o własnym doświadczeniu po zjednoczeniu Niemiec” – pisano. Opowiadanie „Syberia” mówi z kolei o powrocie matki z syberyjskiego więzienia. Chłopiec, podobny do ojca Erpenbeck, podczas jej nieobecności zapomniał, że istniała. Jednak natychmiast ją rozpoznaje. „Fascynujący i niepokojący zarazem jest język Erpenbeck” – uważają krytycy. W stronę języka prowadzi zresztą jej kolejna powieść – „Wörterbuch” („Słownik”). Obie książki ukażą się tej wiosny w wydawnictwie Czarne.
Tak się w tym roku zdarzyło, że w jednym z najciekawszych debiutów niemieckich znajdziemy wątek polski. Powieść „Haushälterin” („Gosposia”) 28-letniego Jensa Petersena otrzymała w 2005 roku Aspekte Literaturpreis za debiut, nagrodę przyznawaną przez drugi program telewizji publicznej ZDF przed targami frankfurckimi. Tytułowa gosposia jest właśnie dziewczyną z Polski, która fascynuje zarówno 16-letniego bohatera, jak i jego ojca. Chłopiec stracił matkę, jego ojciec pracę i pogrąża się w alkoholizmie. I w ten krajobraz wkracza Ada, by w najbardziej niespodziewanym momencie zniknąć. Petersen rozgrywa napięcie, jakie wytwarza się między tą trójką. To „melancholijna powieść o dojrzewaniu” – pisano.

Pustynia i śnieg
Do tłumaczenia literatury niemieckiej biorą się w Polsce też małe oficyny. W wydawnictwie Jeden Świat ukaże się powieść „Rashida oder Der Lauf zu den Quellen des Nils” („Rashida, czyli podróż do źródeł Nilu”) Marca Buhla. XIX-wieczny bohater, syn norweskiego żeglarza, podróżuje do źródeł Nilu, a po drodze czekają nie tylko przygody, ale i miłość. Tej wiosny ukaże się też w Polsce dość niezwykły kryminał niemiecki. Autorem powieści „Eismond” jest 33-letni Jan Costin Wagner. Ta powieść już otrzymała Marlowe-Preis, nagrodę za najlepszą powieść kryminalną. Wagner, w przeciwieństwie do innych autorów kryminałów, skupia się w dużej mierze na życiu wewnętrznym swojego detektywa, który odkrywa powinowactwa z mordercą. A rzecz, żeby było ciekawiej, rozgrywa się w Finlandii.
W 2006 okaże się, czy my również ulegamy magii Ameryki i czy nas dotyczy problem „nowego mężczyzny”. Oczywiście nie jest tak, że ważne książki zagraniczne stają się takie również w Polsce, ale dobre z reguły takimi pozostają.

Justyna Sobolewska/ Przekrój

Fot. Marek Szczepański
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)